Amerykański wywiad rozpracowuje Smoleńsk

Z gen. Walterem Jajką, byłym dowódcą operacji specjalnych Sił Powietrznych
USA, rozmawia Piotr Falkowski

Panie Generale, co Pan pomyślał w chwili, gdy dotarła do Pana informacja o
katastrofie, w której zginął polski prezydent?

– Moja pierwsza reakcja była taka, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Tak
jest najczęściej w przypadku incydentów w lotnictwie wojskowym w Stanach
Zjednoczonych. Jednakże wiedząc, że doszło do niej na terytorium Rosji, podobno
na drugorzędnym lotnisku, a rosyjskie wyposażenie jest często albo niesprawne,
niedokładne, przestarzałe, albo niewłaściwie użytkowane, oraz że rosyjscy
funkcjonariusze są często niechlujni w swojej pracy, zazwyczaj słabo znają język
angielski – lingua franca międzynarodowego transportu lotniczego – zaś w efekcie
tego wydarzenia polskiemu państwu dosłownie ścięto głowę, to stałem się
podejrzliwy wobec wyjaśnień Rosjan.

I jakie miał Pan podejrzenia?
– To, co mnie zaniepokoiło, to fakt, że Rosjanie zaskakująco szybko podali
pierwsze wyjaśnienia przyczyn, a w dalszej kolejności odmówili Polsce udziału w
dochodzeniu. Publicznie były formułowane sprzeczne informacje co do szczegółów
wypadku, nie doszło do przekazania polskim władzom "czarnych skrzynek" (dwa
rejestratory lotu). Następnie opóźniano postępowanie, choć wiem, że badania
katastrof samolotów w USA też czasami mogą trwać miesiące, a nawet kilka lat.
Muszę jeszcze wspomnieć, że słyszałem, iż Rosjanie nie mają na tym lotnisku
najbardziej nowoczesnych urządzeń nawigacyjnych do lądowania i działa ono z
przerwami. Jestem zatem zdumiony, że rosyjskie służby zarządzające ruchem
lotniczym po prostu całkowicie nie zamknęły tego lotniska z powodu warunków i
nie wymogły, a nie tylko sugerowały, by samolot udał się na lotnisko wyższej
klasy, posiadające wyposażenie do lądowania zgodne ze standardami
międzynarodowymi i, oczywiście, bezpieczne warunki pogodowe. Jestem szczególnie
zdziwiony tym nieudanym przekierowaniem samolotu na inne lotnisko. Przecież
musieli zdawać sobie sprawę ze znaczenia i liczby pasażerów na pokładzie
samolotu. Bez względu na to, czy polski prezydent chciał czy nie chciał lądować
na przykład w Moskwie, by uniknąć spotkania w charakterze urzędowym z rosyjskimi
władzami, to jeśli doszłoby do wypadku, to podejrzenia co do okoliczności i
motywacji zezwolenia na lądowanie, wraz z dużą częścią winy spadłyby na Rosjan.
Wydaje się, że byli gotowi do podjęcia tego ryzyka. Tak czy inaczej, wiedząc,
jak wyrachowani byli Sowieci w tego typu wypadkach i że sowieckie interesy,
ambicje, resentymenty, zachowanie, polityka, praktyka, tradycje i wartości w
dalszym ciągu kształtują współczesne państwo rosyjskie i jego administrację,
gotów jestem snuć domysły, że mogli, choć niekoniecznie akurat tak się stało,
celowo stworzyć warunki, w których dojdzie do katastrofy ze względu na
polityczne korzyści, jakie z tego będą czerpać.

Sugeruje Pan, że katastrofa mogła zostać od początku świadomie zaplanowana?
– Proszę pamiętać, że nie znam żadnych oficjalnych sprawozdań w sprawie tego
wydarzenia. Opieram się na swojej wiedzy i doświadczeniu, które dotyczy w
pierwszym rzędzie sił powietrznych mojego kraju, a także wywiadu, polityki
zagranicznej i obronnej, a pochodzi między innymi z dawnej pracy związanej ze
Związkiem Sowieckim, Polską, NATO i Europą Wschodnią w ogólności. Moja osobista
opinia jest taka, że na podstawie historii, na przykład sponsorowanej przez KGB
próby zabójstwa Karola Wojtyły, wkrótce błogosławionego Papieża Jana Pawła II
Wielkiego, i wielu innych wielkich zbrodni popełnionych przez sowieckie
kierownictwo, można przypuszczać, że i obecni rosyjscy przywódcy są
wystarczająco bezwzględni, aby zaaranżować warunki, w których śmiertelny wypadek
będzie niemal pewny. Rosjanom po prostu nie można ufać.

Czym dla kraju i jego sojuszników jest strata tylu przywódców politycznych i
dowódców wojskowych?

– Myślę, że ta strata była druzgocąca nie tylko dla Polski, ale i dla NATO, a
nawet Stanów Zjednoczonych. Mam nadzieję, że polski rząd szkolił zastępców
poległych, tak aby mogli łatwo zająć ich miejsce. To dotyczy wojskowych. Ale
główna trudność, jaką widzę, to fakt, że polscy przywódcy, którzy zginęli, mieli
realistyczną ocenę Rosji, Polski, Europy i NATO. Ta ocena nie może być przyjemna
dla Rosji. I to ze względu na rosyjską dawną i obecną postawę w stosunku do
Polski, a nie jakąś wrogość, chociaż Bóg wie, jak wystarczająco dużo powodów
Rosjanie dali, aby ją mieć do nich. A nawiasem mówiąc, całe rosyjskie
zachowanie, wypowiedzi itd. po katastrofie aż po dziś dzień wyrażają co najwyżej
skrywaną wrogość do Polski. Co więcej, oni – jak się przekonaliśmy w przeszłości
– nie przyjmują odpowiedzialności ani winy, a obwiniają, często w sposób
złośliwy, ofiary. Rosjanie, tak jak byli Sowieci, są bezwzględni, bez sumienia,
a nawet perfidni, gdy tylko takie działania są w ich politycznym interesie.

Gdzie leżą źródła tej wrogości?
– Trzeba cały czas mieć na uwadze, że rosyjska droga do Europy, jej ambicje
związane z tym kontynentem, zawsze prowadzą przez Polskę i przeciw Polsce. I co
za tym idzie, przeciwko zachodniej cywilizacji. Rosyjskie zachowanie nie ulegnie
zmianie w wyniku takiej albo innej polityki, takiego albo innego traktatu.
Polityka zagraniczna Rosji i jej stosunek do sąsiadów mogą się zmienić w sposób
fundamentalny tylko wtedy, gdy Rosja zaakceptuje zachodnie wartości w sposobie
sprawowania władzy. Tak więc wracając do poprzedniego pytania, strata dla
Polski, całej Europy, NATO i dla USA jest tak głęboka, gdyż wasze przywództwo w
sensie zbiorowym miało realistyczną, strategiczną ocenę postawy Rosji względem
Europy, Polski i NATO. Zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone powinny się mocno
uczepić polskiego zrozumienia tej kwestii i zastąpić nim swoje nieudolne
myślenie życzeniowe, moralną słabość i samorozbrojenie przed Rosją. Polegli
polscy przywódcy widzieli świat takim, jaki jest, a nie takim, jakim Europa i
Ameryka chciałyby, żeby był. Na czele Polski stała pierwsza generacja, która
odrzuciła zdecydowanie rosyjskie zniewolenie i negocjowała powrót do Zachodu,
czyniąc z tego zadania podstawę polityki obronnej, działań wywiadowczych i
uzgodnień dyplomatycznych. Gdyby zostało to przyjęte przez Zachód, jak to było w
zamiarach, to Polska mogłaby się stać podstawą budowy "nowej" Europy Wschodniej,
mocno złączonej z Zachodem.

Wydaje mi się, że Panu taka idea jest bardzo bliska.
– Nie zamierzam być tak zarozumiały, by udzielać Narodowi Polskiemu rad co do
jego niepodległości, wolności, suwerenności i zasadniczych długofalowych
interesów, ale proponuję i mam nadzieję, że polskie instytucje państwowe pod
kierunkiem następców waszych poległych przywódców, elity dyplomacji, armii i
służb specjalnych uświadomią społeczeństwu realia strategiczne i konieczności
związane z położeniem Polski.

Polityka obecnego polskiego rządu jest jednak inna; mówi się o pojednaniu,
odbudowie stosunków z Moskwą itd.

– Żaden kraj Zachodu nie powinien podążać za chimerą szczerych, trwałych,
opartych na zaufaniu i przyjaźni relacji z Rosją, dopóki ona się nie zmieni.
Przypuszczenie, że to się uda, jest urojeniem. Po tak tragicznej historii, po
tylu krwawych ofiarach, jakie ponieśliście, polskie relacje z Rosją powinny
opierać się na zasadzie "współpracuję, ale sprawdzam".

Jakie są Pana doświadczenia związane z siłami powietrznymi ZSRS i Rosji?
– Rosjanie są ogólnie bardzo defensywni, niechętnie nastawieni do współpracy, a
bardzo wojowniczy w stosunku do zagranicznych statków powietrznych wchodzących w
ich przestrzeń powietrzną nieumyślnie. Z drugiej strony są umyślnie natarczywi i
agresywni, gdy sami naruszają czyjeś terytorium. Biorą pod uwagę tylko jedno
prawo, nie jest to prawo międzynarodowe, ale ich własny bezpośredni interes.
Jeśli chodzi o moją osobistą ocenę, to nie byłbym zdziwiony, gdyby kiedyś
Rosjanie jeszcze raz zestrzelili cywilny samolot albo maszynę rozpoznawczą USA
znajdującą się w przestrzeni międzynarodowej, podobnie jak to się stało z
koreańskim rejsowym boeingiem.

Wróćmy do samej katastrofy na Siewiernym. Jakie konkretnie wnioski mogą z
niej wyciągnąć NATO i USA?

– Myślę, że oczywistą, choć może zaskakującą, lekcją dla Polski i innych krajów
jest natychmiastowe poprawienie mechanizmów zachowania ciągłości władzy i jej
planów na wypadek katastrofy. Zaskoczenie spowodowane takim wydarzeniem powoduje
paraliżujący szok. Pomimo tego państwa muszą zaraz wprowadzić na stanowiska
zajmowane przez ofiary odpowiednich następców, a działający aparat państwowy
musi natychmiast przystąpić do kroków przeciwdziałających, względnie łagodzących
głębokie i trwałe konsekwencje poniesionej straty. Tak, NATO i Stany Zjednoczone
muszą zbadać tę katastrofę i dokonać oceny strat, jak to się dzieje w każdej
gałęzi bezpieczeństwa. Nie wiem, jakie dokumenty albo telefony komórkowe były na
pokładzie samolotu, ale stosowne kroki dla zminimalizowania wyrządzonych szkód
na pewno zostały podjęte. Niewykluczone, że Agencja Bezpieczeństwa Narodowego
Stanów Zjednoczonych [instytucja zajmująca się m.in. łącznością specjalną i
wywiadem elektronicznym – przyp. red.] przechwyciła jakąś wymianę informacji z
tym związaną i może coś wnieść zarówno do oceny strat, jak i badania samego
wypadku. Zakładam, że odpowiednie zapytania już dawno zostały skierowane i na
nie odpowiedziano.

Na jaką jeszcze pomoc ze strony naszych sojuszników możemy liczyć?
– Polska powinna zażądać pomocy od razu po katastrofie. Eksperci śledczy Federal
Aviation Administration (Federalny Zarząd Lotnictwa, FAA) mogli od początku wam
pomagać. Ale oczywiście, wszystko zależy od współpracy ze strony Rosji,
zwłaszcza w sprawie przyjęcia specjalistów z zewnątrz i warunków ich
uczestnictwa w badaniu. Nie sądzę, by Rosjanie zaakceptowali niezależną pomoc z
zewnątrz. Myślę, że Polska straciła tę możliwość, bo niestety, jak sądzę, jest o
wiele za późno, aby poprosić o pomoc zewnętrzną. Wszystko, na co teraz można by
jeszcze liczyć, to rodzaj ugody z Rosjanami, aby Polacy mogli przy odrobinie
współpracy z ich strony wznowić dochodzenie. Co i tak jest moim zdaniem wysoce
nieprawdopodobne. Oczywiście, Rosjanie będą oburzeni i obrażeni, twierdząc, że
nawet sugestia wznowienia postępowania stanowi akt nieprzyjazny, który pociągnie
za sobą poważne konsekwencje. Trudno! Myślę, że Polska powinna pójść dalej i
kontynuować dochodzenie własnymi siłami, tak jak będzie to możliwe. Nie sądzę,
że Rosjanie będą współpracować. Myślę, że Rosjanie zyskali zbyt wiele korzyści z
tego "wypadku", aby ktoś go badał uważniej.

Jakie to korzyści?
– Rosjanie pozbyli się dzięki śmierci w trakcie tej katastrofy takiego polskiego
przywództwa, które – powtarzam – oceniało Rosję realistycznie i nie pozwoliłoby
sobie na wytłumienie doświadczenia historycznego ani na rezygnację z żywotnych
interesów dla jakiejś rosyjskiej "przyjaźni". Polska pod kierownictwem tych
ludzi była przeszkodą dla Rosji w rozwoju jej interesów w Europie. Zginęli
liderzy narodowi, którzy mieli twardy kręgosłup. Podobnie już Rosjanie pozbyli
się waszej elity podczas drugiej wojny światowej i po niej. Co więcej, rosyjskie
zachowanie po wypadku, bez względu na motywy, rodzi wystarczające podejrzenia,
aby doprowadzić do rozłamu wśród obecnych polskich przywódców, polskiej klasy
politycznej co do odpowiedzi na zachowania w stosunku do Rosji. Gdyby nie było
niczego więcej, to już tą katastrofą i swoją późniejszą postawą osiągnęli wiele.
Polskie domysły na temat rosyjskiego spisku i masywnego zamachu działają na
korzyść Rosji, bo skutecznie dzielą polską klasę polityczną i osłabiają wszelki
sprzeciw wobec rosyjskiej polityki wobec Polski. W mojej osobistej opinii,
kierownictwo Rosji i FSB, dawnego KGB, jest bardziej niż zdolne i chętne, by
popełnić zbrodnię tej miary, co nie oznacza, że tak się stało.

W styczniu Rosjanie ogłosili swój raport dotyczący przyczyn katastrofy.
Potwierdziło się, że całą odpowiedzialność przypisano polskiej załodze, nie
uwzględniając żadnych uwag ani wniosków polskich władz. Nie ma mowy o
nieprawidłowościach na lotnisku, w kierowaniu lotami…

– Oczywiście, to naturalne. Tego właśnie należało oczekiwać od Rosjan. A przy
okazji druga lekcja z tej tragedii jest taka, żeby pozbyć się tych wszystkich
rosyjskich samolotów transportowych, a kupić na przykład boeingi.

Rosyjskie wyjaśnienia katastrofy koncentrują się na osobie generała Andrzeja
Błasika, który miał rzekomo wejść do kabiny pilotów i naciskać na nich, żeby
lądowali za wszelką cenę. Co Pan jako doświadczony dowódca lotnictwa wojskowego
sądzi na temat tych oskarżeń?

– Nie wiem, czy w ogóle generał Błasik wszedł do kabiny pilotów, czy naciskał
albo nawet wydał bezpośredni rozkaz lądowania. Nie widziałem żadnych dowodów w
tej sprawie. Ja po prostu wiem z doświadczenia w Siłach Powietrznych Stanów
Zjednoczonych, że dowódca statku powietrznego ma pełną odpowiedzialność. Żaden
pasażer nie może zmusić dowódcy samolotu do lądowania na danym lotnisku. Po to
jest dowódcą, aby odpowiadać za bezpieczeństwo samego samolotu, załogi i
pasażerów oraz za wykonanie misji. On (lub ona) ponosi odpowiedzialność i nikt
inny.

Nie dziwi Pana, że Polska w zasadzie zrezygnowała z własnego śledztwa i
prowadzenie badań oddała Rosjanom?

– Zdecydowanie tak. Polska rezygnacja ze śledztwa to szokujące podporządkowanie
się rosyjskim interesom oraz uznanie słuszności, prawdziwości, poprawności i
dopuszczalności rosyjskich wyjaśnień, ustaleń i zachowań. Myślę, że polska
porażka związana z ograniczonym uczestnictwem w dochodzeniu była ciosem
samookaleczenia polskiej suwerenności. Podobna uległość tylko wspiera rosyjskie
działania na rzecz całkowitego podporządkowania Polski. Ta porażka po prostu
wzmacnia rosyjską pogardę dla polskich interesów i ustawienie gorszych stosunków
z Polską, jakby w drugiej klasie relacji z Rosją. Jeżeli Polska nie będzie
bronić się sama energicznie, zdecydowanie i konsekwentnie, to nie może
oczekiwać, że będą jej bronić Francja czy Niemcy, czy NATO w całości, włącznie
ze Stanami Zjednoczonymi.

Ale obecny polski rząd mówi, że jego polityka zgody i współpracy przynosi
efekt w postaci poprawnych, przyjaznych stosunków ze Wschodem…

– A moja opinia jest taka, że każde państwo europejskie, a także Stany
Zjednoczone, skłonne jest, chociaż się do tego nie przyznaje, gdy znajdzie się w
obliczu wyboru w krytycznym położeniu, poświęcić interesy Polski, a w rzeczy
samej interesy całej "nowej" Europy, dla fantazji strategicznego partnerstwa z
Rosją. To nie relacje USA lub Europy z Rosją potrzebują "resetu" [określenie
Hillary Clinton na nowe stosunki z Rosją – przyp. red.], ale Rosja musi zrobić
"reset" swoich relacji z resztą świata. Stąd konieczność, by Polska
podtrzymywała swoje realistyczne spojrzenie na strategiczne relacje polityczne i
aktywnie broniła swoich interesów. To dobrze, że Polska racjonalnie utrzymuje
przyjazne kontakty z rosyjskim sąsiadem, ale właściwe pojednanie między nimi i
wami może zostać zbudowane tylko na prawdzie. Ale to Rosja musi najpierw
przezwyciężyć swoją historię, a nie Polska. I zrobić jedną milę więcej. To nie
Polska jest winna Rosji, ale Rosja Polsce. Dopóki rosyjski rząd nie wybije sobie
z głowy myśli, że jest imperium i że należy mu się jakaś specjalna, wyższa,
uprzywilejowana pozycja w stosunku do swoich sąsiadów, Polska nie będzie
bezpieczna i musi być cały czas w pogotowiu. W końcu tak jak w latach 1939-1945
i zaraz po nich nikt się specjalnie nie zatroszczył o polskie sprawy, gdy to
cokolwiek kosztuje. Polska może i powinna sama dochodzić swoich interesów i je
chronić.

Po co zatem należeć do NATO, prowadzić wspólną politykę obronną itd.? Nie
mamy co liczyć na artykuł piąty?

– Idea atlantycka i NATO podupadają, a do głosu dochodzi pacyfizm i idea
demilitaryzacji NATO. Stany Zjednoczone tracą kontynentalny filar swojego
statusu supermocarstwa i gwałtownie przestają być dominującą siłą w Europie.
Jest gorzką ironią, smutne i niesprawiedliwe to, że Polska znowu dołącza do
Zachodu, a on nie jest już zainteresowany obroną ani siebie, ani Polski. Caveat
emptor! [łac. Niech kupujący się strzeże!]. Niech każdy zajmuje się swoim
domem…

Dziękuję za rozmowę.
Wypowiedzi generała Jajko są jego prywatnymi opiniami i w żaden sposób nie
odzwierciedlają stanowiska rządu Stanów Zjednoczonych ani Departamentu Obrony.

Generał brygady Walter Jajko pochodzi z rodziny polskich emigrantów. Jest
absolwentem University of Pennsylvania i Columbia University w Nowym Jorku. W
Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych i amerykańskim wywiadzie lotniczym
awansował do stopnia generała i stanowiska dowódcy operacji specjalnych. W
latach 1994-2002 pracował w biurze sekretarza obrony. Mieszka w Waszyngtonie i
wykłada w Instytucie Polityki Światowej. Działa w katolickim stowarzyszeniu
"Rycerze Kolumba"

drukuj