fot. PAP/EPA

Trwa wojna na Ukrainie. W Rosji pogłębia się kryzys paliwowy

Rosja wstrzymuje eksport paliw za granicę. To efekt ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie. Ukraina odnosi sukcesy, na froncie jednak mierzy się z problemami z mobilizacją nowych rekrutów. Siłowe wcielenia do wojska wywołują protesty.

Na początku tygodnia Ukraina zaatakowała położoną w Omsku na Syberii największą rosyjską rafinerię, która produkowała 450 tysięcy baryłek ropy dziennie. Ukraińcy skutecznie zaatakowali już dziesięć z jedenastu największych rafinerii oraz kilkadziesiąt mniejszych instalacji. Zniszczyli też co najmniej trzydzieści tankowców z floty cieni, która nielegalnie eksportuje rosyjską ropę.

Alexander Nowak, wicepremier Rosji ds. rozwoju gospodarczego i kompleksu paliwowo-energetycznego ogłosił całkowite wstrzymanie eksportu paliw za granicę.

 – Kilka rafinerii ropy naftowej zostało uszkodzonych. W rezultacie produkcja benzyny i oleju napędowego została tymczasowo ograniczona – poinformował Alexander Nowak.

Po ukraińskich atakach rosyjskie rafinerie produkują na poziomie około sześćdziesięciu pięciu procent krajowego zapotrzebowania – wskazał dr inż. Robert Golej z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

– Już dzisiaj mamy bardzo duże problemy z dostępnością do paliw tak w Rosji, jak i na Krymie, a kolejne uderzenia będą tę sytuację tylko pogłębiać – – powiedział dr inż. Robert Golej.

Na rosyjskich stacjach brakuje paliwa. Ustawiają się przed nimi długie kolejki. Wielu Rosjan wciąż jednak wieży propagandzie, że problemu nie ma.

– Ludzie sami wywołują panikę. Myślę, że paliwa jest wystarczająco dużo. Ale teraz ustawiają się w ogromnych kolejkach i wykupują benzynę. I właśnie o to chodzi – próbowali przekonywać mieszkańcy Rosji.

Ukraina po skutecznych atakach w głębi Rosji, apeluje do sojuszników o nowe dostawy sprzętu. Ukraińskiej armii brakuje też nowych rekrutów. Na mężczyzn, którzy uchylają się od służby, poluje specjalna służba, która siłowo wyłapuje rekrutów. We Lwowie w trakcie takiej akcji w obronie 30 letniego mężczyzny stanęło dwieście osób.

Żołnierze, którzy próbowali zatrzymać mężczyznę, zostali siłą rozebrani z mundurów. Przewrócono też ich samochód. Protest potępił szef kancelarii prezydenta Ukrainy, Kyrył Budanow.

 „Jeśli dzisiaj zrywasz ubranie i bijesz żołnierza swojej armii, pomyśl, kto jutro będzie cię chronił przed wrogą armią, która będzie tak samo bić i zrywać ubranie, ale już z ciebie. Oczekuję sprawiedliwej reakcji ze strony organów ścigania na wydarzenia we Lwowie” – napisał Kyrył Budanow.

Warunki na froncie są bardzo trudne. Ukraińcy widzą, że synowie oligarchów i osób związanych z władzą skutecznie unikają służby.

Władze Ukrainy popełniły błąd, pozwalając na wyjazd tak wielu mężczyzn po wybuchu wojny – zwrócił uwagę dr Roman Marzec, ekspert ds. bezpieczeństwa, były funkcjonariusz służb.

– Podjęto chyba dosyć nieprzemyślaną decyzję pozwalającą na wyjazd dosyć dużej grupy młodych mężczyzn z Ukrainy w sytuacji, w której rozpoczęła się ta wojna. Dzisiaj zachęcić ich do powrotu jest bardzo trudno – podsumował dr Roman Marzec.

Ukraina rozważa zwiększenie liczby obcokrajowców walczących po jej stronie – obecnie jest około dwudziestu tysięcy. Kijów chce płacić firmom pośredniczącym w podpisywaniu kontaktów z zagranicznymi rekrutami równowartość 25 tysięcy złotych za każdą osobę.

TV Trwam News

drukuj