fot. freepik.com

Dlaczego emocje w małżeństwie są czymś bardzo dobrym i nieodzownym?

W perspektywie pracy terapeutycznej z małżeństwem łatwiej pracuje się z „wodospadem emocji” niż z obojętnością. Emocje w małżeństwie są czymś bardzo dobrym i nieodzownym. Na terapii chcemy, żeby małżonkowie się spotkali emocjonalnie, bo to ich zmienia. Nie ma nic bardziej leczącego dla małżonka, jak przejrzenie się w oczach kochającego męża lub żony – mówił ks. Paweł Sobczak MSF, psychoterapeuta, rekolekcjonista, Ojciec Duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Świętej Rodziny w Kazimierzu Biskupim, w programie “Rozmowy niedokończone” na antenie Telewizji Trwam”.

Wodospad emocji małżeńskich jest siłą, która napędza związek, czy jest raczej zagrożeniem w relacji? W odpowiedzi na to pytanie ks. Paweł Sobczak MSF zauważył, że z jednej strony może to być coś, co napędza i jest to potrzebne w małżeństwie, a z drugiej strony może być trudnością. Trudnością nie będą jednak same emocje, które się pojawiają, tylko zagospodarowanie tych emocji – dodał.

– W perspektywie pracy terapeutycznej z małżeństwem łatwiej pracuje się z “wodospadem emocji” niż z jego brakiem, czyli obojętnością. Emocje w małżeństwie są czymś bardzo dobrym i nieodzownym. Na początku każdej relacji małżeńskiej emocje biorą górę, czyli reagujemy bardzo emocjonalnie, a potem jest różnie. Natomiast cała idea terapii małżeńskiej polega na pracy z emocjami, na dostrajaniu emocjonalnym. W literaturze czytamy, że emocje dzielą się na pozytywne i negatywne. Natomiast ja w pracy, w praktyce używam podziału na przyjemne (np. radość) i nieprzyjemne (np. strach lub złość). Ponieważ mówienie, że niektóre emocje są negatywne, będzie je cechować i po ich pojawieniu się ktoś może reagować poczuciem winy, choć są to normalne emocje, które w nas się rodzą – wskazał psychoterapeuta.

Ojciec Duchowny w WSD MŚR w Kazimierzu Biskupim zwrócił uwagę, że emocje są obojętne moralnie, czyli każda emocja, która się we mnie pojawi, jest obojętna moralnie. Dopiero kiedy świadomie wejdę we współpracę z emocją, staje się ona grzechem, na przykład żywienie złości do sąsiada, kiedy zaczynam ją dokarmiać i współpracować z nią w sposób destrukcyjny. Dlatego tak ważne jest zainteresowanie się swoimi własnymi emocjami, by zrozumieć, co przeżywam – tłumaczył ks. Paweł Sobczak MSF.

– W zrozumieniu swoich zachowań musimy trochę zainteresować się sobą i zobaczyć, jak przeżywamy emocje, które często niestety ignorujemy, a które powodują wiele nieporozumień także w małżeństwie. Kiedy ignoruję swoje uczucia i uczucia drugiej osoby to na pewno nie służy budowaniu relacji. Dlatego na terapiach małżeńskich skupiamy się głównie na pracy na emocjach, z tak zwanym dostrojeniem emocjonalnym, bo małżeństwo powinno być bezpieczną przestrzenią, a dom powinien dawać poczucie bezpieczeństwa. Dojrzały człowiek potrafi przeżywać uczucia mieszane i nie będzie używał mechanizmu rozszczepienia. Czyli kiedy osoba kocha swojego męża czy swoją żonę, to nawet kiedy pojawią się emocje nieprzyjemne, np. złość, to nie wykreśla to ich miłości. Tak więc dojrzałość w małżeństwie jest wtedy, kiedy małżonkowie, nawet jeżeli pojawi się jakiś konflikt, potrafią przeżywać uczucia mieszane i wciąż mają poczucie bezpieczeństwa względem siebie – tłumaczył gość Telewizji Trwam.

Ks. Paweł Sobczak MSF zaznaczył, że jeśli chodzi o podjęcie terapii, to z perspektywy małżeństw, które podejmują decyzję o uczestniczeniu w niej, nie ma jednego uniwersalnego momentu dla wszystkich.

– W niektórych sytuacjach małżonkowie zauważają, że nie radzą sobie w zrozumieniu siebie nawzajem, że stopniowo się od siebie oddalają i już na tym etapie sięgną po pomoc terapeutyczną. U niektórych sytuacja zajdzie tak daleko, że dystans między małżonkami będzie tak duży, że będzie to groziło rozstaniem czy rozwodem i dopiero sięgają po terapię. Niestety wtedy jest to znacznie trudniejsze. Oczywiście nie zawsze i nie od razu musimy sięgać po terapię, bo są różne sposoby na poradzenie sobie z kryzysowymi sytuacjami w małżeństwie, np. rekolekcje czy warsztaty dla małżeństw. Trudno stwierdzić, gdzie jest granica, po której należałoby szukać pomocy. Czasami ktoś przychodzi i mówi, że “to jest nasza ostatnia szansa, ostatnia deska ratunku, bo my już właściwie nawet nie mieszkamy ze sobą”, wtedy staramy się to poskładać, ale oczywiście dużo łatwiej jest, kiedy to się dzieje wcześniej. Nawiązując do wodospadu – lepiej, kiedy woda płynie niż gdy jest za spokojna, czyli dużo łatwiej jest mi pracować z małżonkami, którzy się kłócą, niż z takimi, którzy są już wycofani – podkreślił psychoterapeuta.

Ojciec Duchowny w WSD MŚR w Kazimierzu Biskupim wspomniał również, że to, jak przeżywam emocje, jak radzę sobie z uczuciami, czy jestem w stanie przeżywać uczucia na bieżąco w sposób adekwatny, jest czymś, czego uczę się od dziecka w rodzinie i środowisku, w którym się wychowałem.  Wchodząc w relację małżeńską będę więc używać takich samych mechanizmów. Nasza przeszłość jest czymś, co powoduje, że my dzisiaj reagujemy tak, a nie inaczej, co oczywiście nas w żaden sposób nie determinuje, bo możemy nauczyć się inaczej przeżywać emocje, bardziej świadomie, jest to tylko kwestia chęci i poszukania jakiejś pomocy – wskazał ks. Paweł Sobczak MSF.

– Na terapii mąż i żona muszą najpierw zrozumieć, co ich tutaj przyprowadziło. Wrogiem dla relacji jest tzw. cykl małżeński, czyli to, co dzieje się między małżonkami. I kiedy ten cykl trochę zdemaskujemy, jaki on jest, wtedy możemy zobaczyć, co działanie jednej osoby robi tej drugiej osobie. W ten sposób mąż i żona zaczynają zwracać uwagę na to, w jaki sposób się zachowują i jak odbiera to współmałżonek. Na terapii małżonkowie aranżując tak zwane emocjonalne spotkanie uczą się, jak wzajemnie się rozumieć. W małżeństwach, które praktykują dialog małżeński odbywa się to w sposób naturalny, bo będzie on narzędziem, w którym będą mogli trochę posłuchać i zrozumieć siebie – mówił gość Telewizji Trwam.

Ks. Paweł Sobczak MSF zaznaczył, że komunikacja w małżeństwie jest bardzo ważna, jednak czasami przeceniana, ponieważ na terapii pracując z parą dąży się, aby byli oni na powrót szczęśliwi, a nie tylko żeby byli dogadani.

– Kiedy pracujemy z parą, schodzimy troszkę głębiej na poziom emocjonalny. Chcemy, żeby małżonkowie się spotkali emocjonalnie, bo to ich zmienia. Sue Johnson, brytyjska psycholog kliniczna, która wymyśliła terapię skoncentrowaną na emocjach, powiedziała, że nie ma nic bardziej leczącego dla małżonka, jak przejrzenie się w oczach kochającego męża lub żony. I o to właśnie chodzi, to jest świetny moment emocjonalny, który ich zmienia, w zwykłej komunikacji to się nie uda. Wzorem komunikacji jest sytuacja, kiedy jedna osoba mówi o stanie swojego serca, o tym, co przeżywa, jednocześnie nie oskarżając drugiej osoby, a która jest w stanie to przyjąć. To bardzo zbliża do siebie – akcentował psychoterapeuta.

radiomaryja.pl

drukuj