Świat zaprojektowany tylko dla sprawnych
Największym problemem osób z niepełnosprawnościami wcale nie jest niepełnosprawność. Największym problemem jest to, że przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć o nich w dwóch skrajnościach: albo jako o bohaterach, którzy „pokonują ograniczenia”, albo jako o kimś, komu trzeba pomóc.
Większość ludzi z niepełnosprawnościami chce po prostu żyć bez patosu, bez specjalnych narracji. Normalnie. Rano wstać, wypić kawę, iść do pracy, wrócić zmęczonym do domu i narzekać na korki albo na szefa. Brzmi banalnie? Właśnie o tę banalność chodzi. Tymczasem droga do tej zwyczajności bywa zaskakująco długa.
Aktywizacja osób z niepełnosprawnościami to hasło, które świetnie wygląda w strategiach, raportach i na konferencjach. W praktyce często kończy się tylko na dobrych intencjach. A życie toczy się dalej – po schodach, których nie da się pokonać, poprzez drzwi, które są za wąskie. Problem nie polega na złej woli. Częściej na przyzwyczajeniach.
Przyzwyczailiśmy się do świata zaprojektowanego dla ludzi sprawnych. Schody są oczywiste, wysokie krawężniki nikogo nie dziwią, a szybkie tempo życia traktujemy jak coś naturalnego. Dopiero gdy ktoś ma trudności z poruszaniem się, nagle okazuje się, że ten świat ma bardzo konkretne ograniczenia. Ale największe bariery wcale nie są z betonu. Są w głowie.
Na przykład w przekonaniu, że osoba z niepełnosprawnością będzie pracownikiem „problematycznym”. Że trzeba będzie coś zmieniać, dostosowywać, że pojawi się kłopot organizacyjny. Tymczasem przedsiębiorcy, którzy zdecydowali się zatrudnić osoby z niepełnosprawnościami, często mówią coś zupełnie innego: że zyskują pracowników lojalnych, zaangażowanych i zwyczajnie solidnych. Może dlatego, że dla wielu z nich praca nie jest tylko obowiązkiem. Jest biletem do normalnego życia.
To właśnie dlatego aktywizacja zawodowa jest tak ważna. Nie chodzi w niej wyłącznie o pensję czy miejsce w statystykach zatrudnienia. Chodzi o coś znacznie bardziej podstawowego – o poczucie, że jest się potrzebnym. A z tym wciąż bywa różnie.
Z jednej strony coraz więcej mówi się o integracji i dostępności. Z drugiej – wciąż zdarzają się sytuacje, w których osoba z niepełnosprawnością musi walczyć o rzeczy, które dla innych są oczywiste: o możliwość pracy, o dostęp do przestrzeni publicznej, o udział w wydarzeniach społecznych.
To powoli się zmienia. Powoli. Nie jest to wielka rewolucja. To raczej powolna zmiana spojrzenia. Taka, która zaczyna się od drobnych rzeczy: od rampy zamiast schodów, od szansy na zatrudnienie, od przekonania, że każdy ma prawo do miejsca w społeczeństwie.
Brzmi prosto. I w gruncie rzeczy takie właśnie powinno być.
Justyna Zembrzuska/radiomaryja.pl



