
Dekomunizacja w Polsce – proces, który nadal w pełni się nie dokonał
Choć od powstania III Rzeczpospolitej minęło już sporo ponad 30 lat, trudno mówić o sukcesie procesu dekomunizacji w naszym kraju. W ostatnich latach podjęto takie działania, jak np. sukcesywne demontowanie pomników czy miejsc upamiętniających ustrój komunistyczny bądź zmniejszenie emerytur byłym funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa. Z drugiej strony byli członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – partii wprost deklarującej wierność doktrynie radzieckiej – nie ponieśli z tego tytułu żadnych konsekwencji, wskutek czego po latach doszło do sytuacji, że drugą osobą w państwie został polityk mający w swoim życiorysie członkostwo w PZPR.
Okrągły Stół – początek przemiany ustrojowej w Polsce
W drugiej połowie lat 80-tych XX wieku władze komunistyczne, w sytuacji narastającej w Polsce fali strajków i protestów społecznych, zdecydowały się na podjęcie negocjacji z częścią opozycji. W efekcie w 1989 roku zorganizowano obrady Okrągłego Stołu. W wyniku rozmów zalegalizowana została „Solidarność”. Zdecydowano również o przeprowadzeniu częściowo wolnych wyborów do Sejmu (35 proc. mandatów dla opozycji). Część opinii publicznej traktuje obrady Okrągłego Stołu jako ułożenie się grupy działaczy opozycyjnych z przedstawicielami PZPR, dzięki czemu członkowie tego ugrupowania nie zostali rozliczeni.
„Komunizm nigdy nie doczekał się rozliczenia, nigdy nie doczekał się Norymbergi. To, co stało się przy Okrągłym Stole, gdzie część elit dawnej „Solidarności” i obóz komunistyczny porozumiały się co do funkcjonowania w nowej rzeczywistości, skutkuje tym, że tak ciężko nam rozstać się z dziedzictwem komunizmu, tak ciężko je przerwać, tak ciężko tę obrzydliwą, czerwoną, komunistyczną maskę zerwać i wyrzucić tam, gdzie jest jej miejsce, czyli na śmietnik historii” – podkreślał na antenie Radia Maryja prezydencki doradca, Jan Józef Kasprzyk.
Mocno o tym, co działo się przy Okrągłym Stole swego czasu napisał obecny marszałek Sejmu, w przeszłości członek PZPR, Włodzimierz Czarzasty. Polityk SLD odpowiedział na wpis Władysława Frasyniuka, który stwierdził, że komuniści zostali pokonali przy Okrągłym Stole.
„Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k…, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li” – ocenił Włodzimierz Czarzasty.
Z drugiej strony warto zauważyć, że transformacja ustrojowa w Polsce po ustaleniach okrągłostołowych przebiegła spokojniej niż np. w Rumunii, gdzie dochodziło do krwawych starć między demonstrantami a siłami reżimu.
Uchwała lustracyjna – próba oczyszczenia życia publicznego z wpływów dawnych współpracowników służb bezpieczeństwa PRL
Po obradach Okrągłego Stołu członkowie PZPR-u przeszli m.in. do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przedstawiciele służb mundurowych, takich jak np. Milicji Obywatelskiej, znaleźli się w Policji. W 1992 roku podjęto próbę przeprowadzenia działań mających uniemożliwić funkcjonariuszom aparatu represji PRL branie udziału w życiu politycznym państwa polskiego. Sejm przyjął tzw. uchwałę lustracyjną, która nakazywała rządowi ujawienie nazwisk tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa. Listę agentów przygotował minister spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego – Antoni Macierewicz. W dokumencie pojawiło się m.in. nazwisko ówczesnego prezydenta RP, Lecha Wałęsy.
„Nocna zmiana” – prezydent Wałęsa wraz z częścią ówczesnych sił w Sejmie obala rząd Jana Olszewskiego
Kilka godzin po wykonywaniu przez Antoniego Macierewicza sejmowej uchwały i ujawieniu listy prezydent Wałęsa rozpoczął działania mające na celu obalenie rządu Olszewskiego. W tym celu spotkał się z przedstawicielami kilku sił politycznych ówczesnego Sejmu, m.in. z Tadeuszem Mazowieckim, Donaldem Tuskiem czy Waldemarem Pawlakiem. Do właśnie na tym spotkaniu padło słynne: „Panowie, policzmy głosy” autorstwa Tuska. Z kolei Lech Wałęsa mówił podczas tych rozmów, że „natychmiast trzeba zablokować tych ludzi”. Z kolei do wniosku o odwołanie swojego gabinetu odniósł się Jan Olszewski, który wygłosił telewizyjne oświadczenie.
„Uważam, że naród polski powinien mieć poczucie, że wśród tych, którzy nim rządzą, nie ma ludzi, którzy pomagali UB i SB utrzymywać Polaków w zniewoleniu. Uważam, że dawni współpracownicy komunistycznej policji politycznej mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa wolnej Polski. Naród powinien wiedzieć, że nieprzypadkowo właśnie w chwili, kiedy możemy oderwać się ostatecznie od komunistycznych powiązań, stawia się nagły wniosek o odwołanie rządu” – mówił ówczesny premier.
To wystąpienie szefa rządu nie uchroniło go przed porażką w sejmowym głosowaniu nad wotum nieufności, którego odbyło się tego samego dnia w późnych godzinach wieczornych Wniosek ten poparło 273 posłów m.in. z Unii Demokratycznej, Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Polskiego Programu Gospodarczego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Konfederacji Polski Niepodległej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jednocześnie Sejm powołał na nowego prezesa Rady Ministrów Waldemara Pawlaka.
Kulisy odwołania rządu Jana Olszewskiego przedstawia film dokumentalny „Nocna zmiana” z 1994 roku, autorstwa Jacka Kurskiego i Michała Balcerzaka.
W 1997 roku Sejm – pod koniec rządów koalicji Akcji Wyborczej „Solidarność” i Unii Wolności – uchwalił ustawę lustracyjną, na mocy której osoby publiczne, takie jak posłowie, senatorowie, urzędnicy państwowi, sędziowie i prokuratorzy, członkowie NIK muszą składać oświadczenia lustracyjne w zakresie informacji dot. współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL.
Ustawa dekomunizacyjna – z polskiej przestrzeni publicznej zaczynają znikać obiekty i symbole związane z systemem komunistycznym
W 2016 roku Sejm przyjął ustawę o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego w miejscach publicznych. W myśl wprowadzonych przepisów wprowadzony został zakaz propagowania symboli i nazw związanych z propagowaniem wszelkich ustrojów totalitarnych. Wiązało się to z koniecznością m.in. zdemontowania wielu pomników bądź tablic, a także zmianą nazw m.in. ulic bądź placów. W kolejnych latach regularnie pojawiały się informacje dotyczące zburzenia kolejnych pomników upamiętniających m.in. Armię Czerwoną, a także dotyczące zmian nazw ulic w wielu polskich miejscowościach. W realizację ustawy dekomunizacyjnej mocno zaangażowany był ówczesny prezes Instytutu Pamięci Narodowej, późniejszy prezydent RP – Karol Nawrocki. Niestety, proces oczyszczania polskiej przestrzeni publicznej z reliktów komunizmu nie został dokończony, o czym informował IPN. Proces dekomunizacji przebiegałby szybciej, gdyby nie postawa sądów, które regularnie uchylały zarządzenia władz samorządowych dotyczące np. zmian nazw ulic. Takie działania miały miejsce m.in. w przypadku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Ustawa dezubekizacyjna – likwidacja przywilejów emerytalnych dla byłych funkcjonariuszy służb PRL
Kolejnym elementem mającym stanowić formę rozliczenia z okresem PRL stała się tzw. ustawa dezubekizacyjna. Przepisy przyjęte przez Sejm w 2016 roku obniżały emerytury i renty za okres „służby na rzecz totalitarnego państwa” od 22 lipca 1944 roku do 31 lipca 1990 roku. Emerytury byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie mogły być wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS. Działaniem ustawy dezubekizacyjnej objętych zostało ok. 39 tys. osób.
Uzasadniając wprowadzenie ustawy dezubekizacyjnej ówczesna premier, Beata Szydło, tłumaczyła, że jej celem jest przywrócenie sprawiedliwości.
„To jest przede wszystkim przywrócenie sprawiedliwości, zwrócenie uwagi na to, że polskie państwo jest państwem, które nie pozwoli już więcej na to, żeby ci, którzy byli ofiarami cierpieli, a ci, którzy byli oprawcami czerpali profity” – podkreślała Beata Szydło.
Wielu byłych funkcjonariuszy służb PRL zdecydowało się walczyć o zwrócenie swoich przywilejów emerytalnych przed sądami. Okazało się, że w wielu przypadkach sprawy te kończyły się dla nich pomyślnie. Polski wymiar sprawiedliwości zaczął bowiem podważać ustawę dezubekizacyjną. Do lipca 2025 roku zapadało 15 tys. prawomocnych wyroków, w wyniku których MSWiA musiało zwrócić świadczenia w wysokości ponad 2,5 mld złotych. Mimo tego, że ustawa dekomunizacyjna nie została de facto uchylona przez koalicję rządzącą po 2023 roku, to jednak w praktyce byli funkcjonariusze nadal mogą cieszyć się swoimi przywilejami emerytalnymi.
Czarzasty na stanowisku marszałka Sejmu – długofalowa konsekwencja braku działań mających na celu zablokowanie możliwości obejmowania ważnych funkcji państwowych przez byłych członków PZPR
W ostatnich miesiącach politycy opozycji wielokrotnie wyrażali oburzenie – skądinąd słuszne – że obecna koalicja rządząca chce uczynić marszałkiem Sejmu – a więc de facto drugą osobą w państwie w myśl polskiej konstytucji – człowieka, który w swoim życiorysie ma członkostwo w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, przystępując do tego ugrupowania już po wybuchu stanu wojennego. Jednak Włodzimierz Czarzasty w skład prezydium Sejmu wchodził już wcześniej, np. w 2019 roku. Wówczas został wybrany na stanowisko wicemarszałka izby również głosami 177 posłów PiS. Taką postawę dużej części parlamentarzystów tego ugrupowania wytknął we wpisie na portalu X szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, prof. Sławomir Cenckiewicz.
Przecież w 2019 r. to aż 177 posłom PiS nie przeszkadzało, by Czarzasty z PZPR został wicemarszałkiem Sejmu RP.
A ja Wam wtedy mówiłem, że „antykomunizm jest sierotą”.
Bo jest, wtedy kiedy jest sytuacyjny i doraźny też takim jest! https://t.co/X91EsV2jru pic.twitter.com/niIqZlefuW
— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) November 18, 2025
Brak rozwiązań prawnych mających na celu zablokowanie możliwości sprawowania wysokich urzędów państwowych przez ludzi mających w swoim CV członkostwo w PZPR wydaje się być jednym z większych zaniedbań III RP po 1990 roku. Oczywiście, były np. rządy tworzone np. przez SLD, gdzie swoje miejsce znalazło wielu byłych działaczy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, które z oczywistych przyczyn nie były zainteresowane wdrażaniem tego typu rozwiązań, ale też w późniejszych latach były możliwości, aby takich działań spróbować się podjąć. W tym kontekście warto zauważyć, że po upadku ZSRR i komunizmu w Europie w niektórych krajach byłym członkom partii komunistycznych mocno ograniczono możliwość funkcjonowania w życiu publicznym – w dużo większym stopniu niż w Polsce. Na przykład po zjednoczeniu Niemiec większość dawnych funkcjonariuszy Stasi oraz wysocy rangą członkowie SED (Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec) została usunięta z urzędów publicznych oraz służb. Z kolei na Węgrzech wprowadzono przepisy ograniczające byłym członkom partii komunistycznej dostęp do stanowisk np. w ministerstwach, państwowych przedsiębiorstwach czy urzędach centralnych. Powołano również komisje weryfikacyjne, które analizowały działalność przedstawicieli władzy sądowniczej z okresu komunizmu, z możliwością usunięcia sędziów i prokuratorów, którzy aktywnie brali udział w prześladowaniach ówczesnej opozycji. Przykłady tych krajów pokazują, że możliwe jest ograniczenie obecności na ważnych stanowiskach państwowych byłych członków partii komunistycznych.
Oczywiście, nie można zapominać o jeszcze jednym aspekcie sprawy – demokratycznym wyborze obywateli. Włodzimierz Czarzasty nie znalazł się w Sejmie przypadkiem – jego elekcja na Wiejską to skutek politycznej decyzji grupy obywateli, którzy zdecydowali się oddać swój głos w wyborach parlamentarnych na tego właśnie polityka. W wyborach w 2023 roku Nowa Lewica – z której list do Sejmu wszedł Czarzasty – otrzymała niemal 1,9 mln głosów wyborców, co pozwoliło jej na uzyskanie 26 mandatów poselskich, a następnie – w ramach umowy koalicyjnej – na wejdzie do rządu Donalda Tuska. To pokazuje, że w Polsce nadal jest niemała grupa naszych Rodaków, którym nie przeszkadza fakt istnienia w polskim życiu publicznym ugrupowań będących wprost spadkobiercami po PZPR. Dopóki tacy politycy i takie formacje będą miały mandat społeczny, dopóty takie wydarzenia, jak wybór Czarzastego na marszałka Sejmu, mają szansę się powtarzać.
***
Podsumowanie
Polska jest krajem, który nie w pełni dokonał procesu rozliczenia się i odcięcia od okresu komunizmu. Pewnie działania zostały już podjęte – takie jak lustracja, ustawa dekomunizacyjna czy ustawa dekomunizacyjna – jednak w niektórych aspektach wciąż jest wiele do poprawy, a cieniem kładzie się m.in. obecność w polskiej polityce postaci związanych w poprzedniej epoce z PZPR. Elity polityczne III RP wciąż mają więc możliwość popchnięcia procesu dekomunizacji Polski do przodu, aby ostatecznie nasz kraj mógł rozliczyć się ze skutkami tego trudnego okresu w historii, jakim była Polska Rzeczpospolita Ludowa i komunizm.
Łukasz Brzeziński/radiomaryja.pl


