fot. fb.com/photo/?fbid=411597177674622&set=a.411597147674625&locale=pl_PL

Prof. T. G. Grosse: Rząd utajnił szczegóły SAFE, czyli nie wiemy, jakie będą kontrakty. Mamy bardzo szczątkowe informacje, nie mówiąc o tym, że jeszcze nie zapadły konkretne decyzje w samej Unii Europejskiej

Przede wszystkim w dalszym ciągu niewiele wiemy. Rząd utajnił szczegóły SAFE, czyli nie wiadomo, jakie będą kontrakty. Mamy bardzo szczątkowe informacje, nie mówiąc o tym, że jeszcze nie zapadły konkretne decyzje w samej Unii Europejskiej. Komisja Europejska musi to jeszcze zaakceptować i wtedy na samym końcu Rada Unii Europejskiej głosuje większością kwalifikowaną, więc jeżeli pewne propozycje Polski się nie spodobają, to mogą nie być zaakceptowane. To, co już wiemy, wygląda bardzo niepokojąco. Zasadniczy problem polega na tym, iż bierzemy bardzo dużą pożyczkę, która w prawdzie jest nieco mniej oprocentowana, niemniej jednak niezależnie od tego my będziemy musieli kupować sprzęt europejski, co za tym idzie, pieniądze w dużej mierze pójdą do korporacji niemieckich i francuskich – mówił prof. Tomasz Grzegorz Grosse, europeista z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Program SAFE budzi coraz więcej pytań i kontrowersji, zwłaszcza w kontekście ograniczonej przejrzystości oraz braku ostatecznych decyzji na poziomie Unii Europejskiej. Choć przedstawiany jest jako instrument wsparcia, już dziś widać potencjalne ryzyka finansowe i gospodarcze związane z jego realizacją.

Przede wszystkim w dalszym ciągu niewiele wiemy. Rząd utajnił szczegóły SAFE, czyli nie wiadomo, jakie będą kontrakty. Mamy bardzo szczątkowe informacje, nie mówiąc o tym, że jeszcze nie zapadły konkretne decyzje w samej Unii Europejskiej. Komisja Europejska musi to jeszcze zaakceptować i wtedy na samym końcu Rada Unii Europejskiej głosuje większością kwalifikowaną, więc jeżeli pewne propozycje Polski się nie spodobają, to mogą nie być zaakceptowane. To, co już wiemy, wygląda bardzo niepokojąco. Zasadniczy problem polega na tym, iż bierzemy bardzo dużą pożyczkę, która w prawdzie jest nieco mniej oprocentowana, niemniej jednak niezależnie od tego my będziemy musieli kupować sprzęt europejski, co za tym idzie, pieniądze w dużej mierze pójdą do korporacji niemieckich i francuskich (…). To budzi szereg wątpliwości, ponieważ to może być wstęp do tego, aby na sam koniec za naszą pożyczkę, za to, co zarobią niemieckie czy francuskie korporacje, pójść dalej i wykupić polskie firmy. Taka jest logika tych procesów, kiedy popatrzymy z perspektywy historycznej np. na to, co się działo na Węgrzech, w Rumunii i krajach bałtyckich. SAFE ma także pewne konsekwencje geoekonomiczne, bo my będziemy w coraz większym stopniu uzależnieni od korporacji, ale też od decyzji politycznych, które za tym stoją. Biznes zbrojeniowy nigdy nie jest pozbawiony kontroli politycznej przez poszczególne rządy – wskazał prof. Tomasz Grzegorz Grosse.

Europeista zwrócił uwagę, że mechanizmy nadzoru i finansowania zawarte w programie SAFE w praktyce mogą przełożyć się na realny wpływ instytucji unijnych na strategiczne decyzje Polski. W efekcie może to oznaczać trwałe związanie przyszłych rządów określonymi zobowiązaniami, z których trudno będzie się wycofać.

To nie jest tylko pogłębienie zależności gospodarczej. My jesteśmy pod każdym względem szalenie zależni od gospodarki niemieckiej. Do tego dochodzi jeszcze aspekt polityczny, czyli wpływ na naszą politykę obrony, politykę zagraniczną. Komisja Europejska będzie miała wgląd w naszą politykę i nasze tajemnice. Przez swoje decyzje będzie mogła kształtować politykę zakupów zbrojeniowych, a tym samym przygotowywanie polskiej armii. To, co liczy się najbardziej, to zacieśnienie przez najbardziej wpływowe stolice kontroli nad naszą polityką zagraniczną, polityką obrony metodą faktów dokonanych. Będzie się tworzyć relacje biznesowe, które będą miały bardzo dalekosiężne skutki, jeśli chodzi o naszą swobodę działania. Kolejnym rządom będzie bardzo trudno się wycofać – akcentował gość „Aktualności dnia”.

Mechanizm oparty na wspólnej pożyczce rodzi wątpliwości co do zakresu przekazywania kompetencji oraz realnych korzyści dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Brak transferu technologii i ograniczona swoboda decyzyjna mogą oznaczać wysokie koszty przy niewielkich zyskach dla krajowej gospodarki. W tej sytuacji coraz częściej pojawia się pytanie, czy udział w programie rzeczywiście się opłaca.

W przypadku programu SAFE pojawiają się różnego rodzaju wątpliwości konstytucyjne. Generalnie ten mechanizm polega na tym, że my bierzemy pożyczkę, czyli będziemy płacić za działania, które mogą mieć dalekosiężne konsekwencje, jeśli chodzi o oddanie władzy do Brukseli i Berlina. Tutaj nie będzie istotnego wzmocnienia polskiego przemysłu zbrojeniowego, dlatego że w programie SAFE jest wprost zabroniony transfer technologii. Innymi słowy zapłacimy za to, że się uzależniamy pod względem ekonomicznym i politycznym oraz trochę odwrócimy się plecami od Amerykanów. Pojawia się więc pytanie, czy rzeczywiście warto za to wszystko płacić? My finansujemy to nie z darowanych pieniędzy, tylko sami zaciągamy pożyczkę i będziemy musieli ją spłacać. W takiej sytuacji może bardziej opłaca nam się samodzielnie, jako Polska, zaciągnąć pożyczkę, nawet gdyby kosztowało nas to odrobinę drożej, ale nie ponosić wszystkich kosztów ekonomicznych. Co ciekawe, kilka państw, w tym Niemcy, nie biorą tej pożyczki, oni nie chcą, żeby Komisja Europejska kontrolowała wszystko i miała decyzję nad tym, co kupować, a czego nie kupować. Mało tego, Niemcy w dalszym ciągu planują zakupy w Stanach Zjednoczonych. Innymi słowy ci, którzy nas najbardziej namawiają do tego, abyśmy weszli w pożyczkę, sami tego nie robią – zauważył europeista.

Cała rozmowa z prof. Tomaszem Grzegorzem Grosse dostępna jest [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj