fot. pixabay.com

Po nowym roku ceny prądu mogą wzrosnąć. Według niektórych wyliczeń podwyżki mogą sięgnąć nawet 50 procent

Coraz więcej niepewności wzbudzają ceny energii od nowego roku. Z jednej strony rząd uspokaja; z drugiej ekonomiści prognozują, że wzrost może być nawet o 50 procent.  

Ceny energii w Polsce są na wysokim poziomie. Polacy do końca roku korzystają z zamrożonych cen. Jednak wszystko wskazuje na to, że po nowym roku mogą czekać nas podwyżki. Jak wynika z medialnych wyliczeń, sięgną one blisko 50 procent. Matematyka rządu jest zupełnie inna. Minister energii, Miłosz Motyka, uspokaja i zapowiada, że za prąd od nowego roku zapłacimy mniej niż obecnie.

– Nie będzie podwyżek cen prądu o 50 procent. Ceny w taryfach zatwierdzanych przez prezesa URE liczone będą na poziomie niższym niż te, które są dzisiaj mrożone – przekonuje Miłosz Motyka.

Jak jest naprawdę? Od stycznia 2026 roku stawki w rachunkach za prąd, jeżeli chodzi o opłatę kogeneracyjną, wzrosną z ok. 3 zł/MWh do 4,36 zł/MWh. Wzrośnie opłata mocowa i OZE, niekiedy nawet dwukrotnie – alarmuje poseł PiS, Mateusz Morawiecki.

„Rząd powinien natychmiast wprowadzić mechanizmy wsparcia dla gospodarstw domowych i branż gospodarki najbardziej narażonych na skok kosztów energii i utrzymania” – zaznacza Mateusz Morawiecki. 

W budżecie nie ma miejsca na tarczę energetyczną, dlatego rząd może planować zwolnienie cen energii – tłumaczy ekonomista prof. Wojciech Piontek.

– Nie stać nas, by dopłacać. Mamy tak potężny deficyt budżetowy, iż nie stać nas na dopłaty do cen prądu. To z jednej strony. Z drugiej strony te ceny będą się utrzymywały, bo polityka URE została tak ukształtowana, przyjęta, iż te ceny na razie są przyjęte na tym poziomie zamrożenia, z jakiego dotychczas korzystaliśmy – wskazuje prof. Wojciech Piontek. 

Największym obciążeniem dla polskiej energetyki, wpływającym na kształtujące się rachunki za prąd, są opłaty klimatyczne: ETS i ETS2.

– W cenie prądu generowanego, produkowanego z węgla, koszt wytworzenia plus koszt paliwa to jedynie 25 proc. ceny prądu, jaką płacimy. Pozostałe 75 proc. to po prostu opłata ETS, czyli koszt zakupu pozwoleń, emisji. Tutaj należy upatrywać podstawowego problemu, dlaczego energia jest droga i dlaczego nas coraz mniej stać na tą energię – podkreśla prof. Wojciech Piontek. 

W proteście przeciwko wysokim kosztom energii prezydent RP, Karol Nawrocki, zaproponował gotowy projekt ustawy „Tani prąd 33%”, mający na celu trwałe obniżenie cen energii o 33 proc. dla gospodarstw domowych (średnio nawet o 800 złotych rocznie) i o 20 proc. dla firm. Dodatkowo przewiduje on likwidację opłaty OZE, obniżenie stawki VAT na prąd do 5 proc. i uproszczenie rachunków. Projekt czeka nadal, aż zajmie się nim Sejm.

TV Trwam News

drukuj