Irak: Waszyngton i Teheran uważnie obserwują wybory parlamentarne w Bagdadzie
Odbywające się we wtorek wybory parlamentarne w Iraku prawdopodobnie nie zmienią znacząco sytuacji politycznej, ale Teheran i Waszyngton bacznie je obserwują – oceniła agencja AP. W wyborach o drugą kadencję walczy premier Mohammed Szija al-Sudani.
Prognozuje się, że blok Mohammeda Szija al-Sudaniego zdobędzie najwięcej mandatów, ale nie uzyska większości, co może oznaczać miesiące rozmów po wyborach między partiami szyickimi i sunnickimi, a także kurdyjskimi, w celu podziału stanowisk rządowych i wyboru premiera.
Stanowiska rządowe w Iraku dzielone są między szyitów, sunnitów, Kurdów, chrześcijan i inne grupy etniczne i religijne. Premierem zostanie szyita, przewodniczącym parlamentu sunnita, a prezydentem Kurd.
Młody iracki elektorat postrzega proces jako narzędzie podziału bogactw naftowych kraju przez ugruntowane partie. Wielu wyborców straciło wiarę w system, który nie zdołał przełamać schematu zawłaszczania państwa przez potężne partie dysponujące bojówkami, podczas gdy zwykli Irakijczycy narzekają na powszechną korupcję, niski poziom usług i bezrobocie.
– Dla 21 mln zarejestrowanych w Iraku wyborców wtorkowe głosowanie może oznaczać jedynie poparcie znanego porządku politycznego – powiedział analityk polityczny z Bagdadu, Ahmed Junis.
W wyborach startuje tylko 75 kandydatów niezależnych, ponieważ ordynacja wyborcza jest postrzegana jako faworyzująca główne partie. Na scenie politycznej nie pojawiły się w ostatnich czasach żadne nowe znaczące postaci.
– Co cztery lata to samo. Nie widzimy żadnych młodych twarzy ani nowej energii zdolnej do wprowadzenia zmian – powiedział student Al-Hasan Jassin.
Sondaże przewidują, że frekwencja będzie niska zarówno z powodu ogólnego rozczarowania, jak i wezwania do bojkotu ze strony populistycznego duchownego szyickiego, Muktady as-Sadra.
Przed wyborami zarejestrowało się zaledwie 21,4 mln chętnych do oddania głosu, mniej niż w poprzednich wyborach (24 mln).
Wybory odbywają się w delikatnym momencie. Następny rząd będzie musiał znaleźć równowagę między wpływami USA i Iranu oraz zarządzać dziesiątkami grup zbrojnych, które są bliżej Teheranu i odpowiadają bardziej przed własnymi przywódcami niż przed państwem, a jednocześnie stawiać czoła rosnącej presji ze strony Waszyngtonu, by rozbić te milicje – przypomniała agencja AFP.
Teheran ma nadal nadzieję na utrzymanie kontroli nad Irakiem, mimo że wpływy Iranu osłabły w ostatnich dwóch latach. W Syrii upadły rządy Baszara al-Asada, w trakcie wojen z Izraelem terrorystyczne ugrupowania Hamas i Hezbollah doznały ciężkich ciosów, wreszcie zostały też przywrócone międzynarodowe sankcje na Iran.
W zeszłym miesiącu sekretarz stanu USA, Marco Rubio, ostrzegł o „pilnej potrzebie rozbrojenia milicji wspieranych przez Iran”. Nowo mianowany wysłannik prezydenta Donalda Trumpa do Iraku, Mark Savaya, oświadczył zaś w serwisach społecznościowych, że Stany Zjednoczone „stoją u boku Iraku w jego dążeniu do przodu: silnego, niezależnego i wolnego od wspieranych przez zagranicę milicji”. Podkreślił też potrzebę uchronienia Iraku przed „złośliwą ingerencją zagraniczną, zwłaszcza ze strony Iranu i jego pełnomocników” – przypomniała AFP.
PAP



