fot. PAP/EPA

Formuła 1. Lando Norris nowym liderem klasyfikacji generalnej! Brytyjczyk zwyciężył w Meksyku

Lando Norris z McLarena zwyciężył Grand Prix Meksyku. Wygrana Brytyjczyka w ramach 20. rundy mistrzostw świata Formuły 1 zapewniła mu prowadzenie w klasyfikacji generalnej kierowców. Wyprzedził on Australijczyka Oscara Piastriego o jeden punkt. Drugi w niedzielnym wyścigu był Monakijczyk Charles Leclerc z Ferrari, a trzeci Holender Max Verstappen z Red Bulla.


Grand Prix Meksyku od samego początku obfitowało w wiele emocji. W dojeździe do pierwszego zakrętu walczyło aż czterech zawodników. Obronną ręką wyszedł tam Lando Norris, który później konsekwentnie powiększał przewagę nad resztą stawki. Brytyjczyk prowadził od startu do mety, a ostatecznie zmagania ukończył z ok. 30 sekundami przewagi nad drugim Leclerciem. Dopiero piąty był jego zespołowy kolega – Oscar Piastri. To sprawiło, że Australijczyk utracił prowadzenie w klasyfikacji generalnej kierowców na rzecz Norrisa i do nowego lidera traci punkt.

Brytyjczyk z McLarena zyskiwał przewagę w wyścigu nie tylko dzięki dobremu tempu, ale i w wyniku zaciętej walki, jaka odbywała się za jego plecami. Wiele działo się m.in. na 6. okrążeniu. Max Verstappen postanowił zaatakować Brytyjczyka Lewisa Hamiltona. Agresja Holendra przyniosła efekt. Objął prowadzenie. Chwilę później siedmiokrotny mistrz świata próbował odrobić straty. Blokując koła, wypadł jednak z toru. Do rywalizacji powrócił wyjeżdżając z pobocza przed zawodnikiem Red Bulla. Nie oddał pozycji, za co sędziowie ukarali go 10 sekundami kary. To przekreśliło szanse Hamiltona na podium. Ostatecznie był on 8.

Na tym samym okrążeniu do ofensywy włączył się inny Brytyjczyk – Oliver Bearman z Haasa. Podjął on walkę, po której znalazł się przed Verstappenem. Przez długi czas jechał na trzeciej pozycji, rozpalając nadzieje na podium. Jego zespół nie trafił jednak dobrze z wybraniem momentu na drugi pit stop, a główni rywale w walce o trzecie miejsce zaczęli prezentować lepsze tempo. Bearman do końca walczył z Piastrim o 12 punktów. I to mu się udało. Po raz pierwszy w karierze zakończył wyścig na czwartej lokacie, czym wyrównał najlepszy wynik Haasa w historii startów tej ekipy w Formule 1.

Verstappen jako jeden z niewielu kierowców z czołówki zdecydował się na jazdę na jeden pit stop. Po zmianie opon na miękkie rozpoczął pogoń za drugim Charlesem Leclerciem. I choć przewaga Monakijczyka była ogromna, to czterokrotny mistrz świata znalazł się za nim na trzy okrążenia przed końcem wyścigu. Pierwsze ataki zostały skutecznie powstrzymane przez zawodnika Ferrari. Do kolejnych już nie doszło. W związku z uderzeniem w bandy przez Hiszpana Carlosa Sainza z Williamsa dyrektor wyścigu zarządził wirtualny samochód bezpieczeństwa. Skończył się on na tyle późno, że Holender nie miał już odpowiedniej okazji do ataku na drugą lokatę.

Sporą niespodzianką była obecność w pierwszej „dziesiątce” Brazylijczyka Gabriela Bortoleto. Zawodnik teamu Kick Sauber ruszał z 16. pola startowego. Bardzo dobry początek oraz odwrócona strategia pomogły mu w awansie na dziesiątą lokatę. Tuż przed nim znalazł się natomiast Francuz Esteban Ocon z Haasa.

Wyścigu poza Carlosem Sainzem nie ukończyło trzech kierowców. Byli to: Hiszpan Fernando Alonso (Aston Martin), Niemiec Nico Hulkenberg (Kick Sauber) oraz Nowozelandczyk Liam Lawson (Racing Bulls).

21. runda mistrzostw świata Formuły 1 odbędzie się w dniach 7-9 listopada w Brazylii. W Sao Paolo rozegrany zostanie wyścig sprinterski.

Sport.RIRM

drukuj