fot. PAP/EPA

Red. M. Budzisz o możliwym porozumieniu na linii Izrael-Hamas: To nie będzie pokój, a raczej zbrojne zawieszenie broni z powtarzającymi się incydentami

Przypomnę, że Hamas to jest organizacja terrorystyczna, która w sposób niesprowokowany zaatakowała Izrael. (…) W związku z tym tu zaufania nie będzie, natomiast może mieć miejsce coś, co można by określić mianem zbrojnego pokoju. Takie są zapisy w propozycji Trumpa, mianowicie one dają prawo Izraelowi do ponownego rozpoczęcia działań wojennych, jeżeli druga strona będzie naruszała zapisy tego porozumienia. W tym sensie to nie będzie pokój, to będzie raczej zbrojne zawieszenie broni z powtarzającymi się incydentami – mówił w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja red. Marek Budzisz, ekspert ds. wschodnich, odnosząc się do założeń planu pokojowego Trumpa, mającego zakończyć wojnę Izraela z Hamasem.

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, w ubiegłym tygodniu przedstawił swój 20-punktowy plan pokojowy dla Strefy Gazy. Jego prezentacja zbiegła się z wizytą w USA premiera Izraela, Benjamina Netanjahu. Netanjahu wstępnie wyraził poparcie dla rozwiązania proponowanego przez amerykańskiego przywódcę. W ocenie Marka Budzisza, powodzenie tego planu zależy tak naprawdę od decyzji, jaką podejmie wojskowe kierownictwo Hamasu.

– Kierownictwo polityczne, które przebywa w Katarze – Katar jest trochę pośrednikiem w tych rozmowach – wyraziło już zgodę na zawarte tam zapisy, natomiast nie ma pewności, czy dowództwo wojskowe, czyli ci, którzy odpowiadają za działalność Hamasu w Strefie Gazy, wyrazi zgodę na zapisy tego porozumienia. Jeśli to się stanie, to wtedy będziemy mieli szansę osiągnięcia, nie wiem czy trwałego, ale z pewnością jakiegoś znaczącego uspokojenia, dlatego że porozumienie zaproponowane przez Trumpa oznacza w gruncie rzeczy rozbrojenie Hamasu, oddanie przez Hamas władzy w Strefie Gazy międzynarodowej komisji, w której skład będą też wchodzili przedstawiciele Palestyńczyków, komisji technokratycznej i oznacza wprowadzenie na linię rozgraniczenia sił pokojowych zbudowanych przez państwa arabskie. Od tego zresztą Izrael uzależnia swoje wycofywanie na kolejne – też określone w tym planie pokojowym – linie ewakuacji sił izraelskich – wskazał gość „Aktualności dnia”.

Pojawiają się jednak duże wątpliwości, czy nawet w przypadku wejścia w życie planu pokojowego Trumpa, Izrael i Hamas dotrzymają warunków umowy. Ekspert ds. wschodnich zaznaczył, że w tym przypadku nie będzie można mówić o zaufaniu, a raczej o kontroli Hamasu.

– Przypomnę, że to jest organizacja terrorystyczna, która w sposób niesprowokowany zaatakowała Izrael, zabijając ponad 1200 osób, głównie nieuzbrojonych cywilów i porwała 250 osób, z których kilkadziesiąt zamęczyła po prostu w podziemnych lochach. W związku z tym tu zaufania nie będzie, natomiast może mieć miejsce coś, co można by określić mianem zbrojnego pokoju. Takie są zapisy w propozycji Trumpa, mianowicie one dają prawo Izraelowi do ponownego rozpoczęcia działań wojennych, jeżeli druga strona będzie naruszała zapisy tego porozumienia. W tym sensie to nie będzie pokój, to będzie raczej zbrojne zawieszenie broni z powtarzającymi się incydentami – podkreślił.

Trwający od niemal dwóch lat odwet Izraela na Strefie Gazy spowodował już kilkadziesiąt tysięcy ofiar śmiertelnych, z których dużą część stanowią kobiety i dzieci. Z tego też powodu Benjamin Netanjahu musi mierzyć się z narastającą presją międzynarodową.

– To jest nie tylko presja państw europejskich, które – tak jak Francja – zaczęły uznawać państwo palestyńskie, co oznacza oczywiście pogorszenie pozycji Izraela na arenie międzynarodowej, ale też taka presja jest wywierana przez Waszyngton i przez Donalda Trumpa, który chce zakończyć kolejną wojnę, bo media światowe piszą o tym, że on na rocznicę tej agresji, która przypada dzisiaj, chciałby osiągnąć wymierny sukces. Również w tym miesiącu mają być jakieś decyzje w sprawie pokojowej nagrody Nobla, a wiadomo, że Trump liczy na tego rodzaju wyróżnienie. W związku z tym presja jest wielostronna, ale jeśli chodzi o politykę wewnętrzną w Izraelu, to mamy do czynienia z presją sporej części społeczeństwa Izraela, która nie chce już tego przedłużającego się konfliktu. Rezerwiści coraz częściej zaczynają, najdelikatniej to ujmując, kwestionować celowość kontynuowania wojny. Ale mamy też do czynienia z presją partii sytuujących się jeszcze na prawo od formacji Netanjahu, czyli od Likudu – wyjaśnił red. Marek Budzisz.

Nieustające ataki izraelskiej armii na Strefę Gazy spowodowały na tym obszarze katastrofę humanitarną w ogromnych rozmiarach. Powszechnym problemem tamtejszej ludności stał się głód. Wiele osób stało się wewnętrznymi uchodźcami. Dlatego też ewentualne zawieszenie broni w sposób zasadniczy zmieniłoby sytuację cywilów w tamtym rejonie, ponieważ wiązałoby się również z rozbrojeniem Hamasu – zwrócił uwagę gość Radia Maryja.

– Hamas, w świetle narracji na przykład Izraela, po pierwsze, terroryzuje ludność cywilną w Strefie Gazy. Po drugie, przechwytuje część pomocy humanitarnej. Po trzecie, blokuje dostawy albo utrudnia dostawę. Jeśli Hamas zniknąłby jako siła wojskowa, to należałoby założyć, że dostawy pomocy humanitarnej mogłyby płynąć w sposób rytmiczny i na szerszą skalę. Zresztą samo zawieszenie działań wojennych stanowiłoby znaczący przełom. Zarządzanie Strefą Gazy przez technokratów – tak się mówi o tych przedstawicielach Palestyny, ale też innych państw arabskich – jak sądzę też mogłoby pozytywnie wpłynąć, więc w tym sensie to zawieszenie broni, o których teraz jest mowa, moim zdaniem byłoby bardzo korzystne również, a może przede wszystkim, z punktu widzenia losów ludności cywilnej – mówił ekspert ds. wschodnich.

Całą rozmowę z red. Markiem Budziszem w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [TUTAJ].

radiomaryja.pl

drukuj