fot. port.gdynia.pl

Niedostateczne wykorzystanie terminala promowego w Gdyni

Terminal promowy w Gdyni do 2032 roku będzie użytkowany wyłącznie przez szwedzkie konsorcjum Stena Line. Prawo i Sprawiedliwość pyta, jak ta zmiana ma się do słów premiera Donalda Tuska o potrzebie repolonizacji gospodarki.

Za rządu PiS w Porcie Gdynia powstał nowy terminal promowy – nowoczesny obiekt obsługujący duże statki pasażerskie i towarowe. Obiekt zajmuje powierzchnię ponad 7 hektarów i kosztował prawie 300 mln zł. Od czerwca Zarząd Morskiego Portu Gdynia szukał operatorów promowych. Przetarg wyłonił jedną firmę, która na wyłączność będzie obsługiwać terminal do 2032 roku.

 – Ze zdziwieniem przyjmujemy informację, że operatorem tego terminalu będzie szwedzki armator Stena Line – powiedział Marek Gróbarczyk, poseł PiS, były minister gospodarki morskiej.

W przetargu uczestniczyło też polskie konsorcjum złożone m.in. z Polskiej Żeglugi Bałtyckiej i Polskiej Żeglugi Morskiej. Przedstawiciele konsorcjum wskazują, że ich oferta była korzystniejsza i w pełni wykonalna. Ale zarząd Portu Gdynia był innego zdania – podkreśla poseł PiS Kacper Płażyński.

– Czyli Skarb Państwa nie ma swojej wiarygodności wedle tego, jak to widzi władza w porcie w Gdyni, która też jest wskazywana przez nowy rząd – wskazał poseł.

Konsorcjum odwołało się od decyzji, nie wyklucza skierowania sprawy do sądu. Polska Żegluga Morska to przedsiębiorstwo państwowe bezpośrednio podlegające premierowi. Kacper Płażyński zauważa, że decyzja w porcie gdyńskim przeczy temu, co w kwietniu mówił premier Donald Tusk.

– Czas na odbudowę narodowej gospodarki. Czas na repolonizację polskiej gospodarki, rynku, kapitału – mówił parlamentarzysta.

Decyzja oznacza, że to Szwedzi będą zarabiać na porcie duże pieniądze.

– Każdy, kto będzie chciał wypłynąć z tego terminala, będzie płacił odpowiednie kwoty dla tej spółki. Mogli te pieniądze otrzymywać właśnie polscy przewodnicy – zwrócił uwagę poseł Marek Gróbarczyk.

Były członek zarządu Portu Gdynia Kazimierz Koralewski zauważa, że sprawa wymaga głębszej analizy. Szwedzkie konsorcjum zaproponowało w przetargu obsługę mniejszego tonażu i mniejszą liczbę przewiezionych pasażerów rocznie. Ale – jak mówi – w polskiej ofercie nie znalazło się wymagane oświadczenie o dysponowaniu statkami, które mogą odbierać prąd z nabrzeża w trakcie postoju.

– Jest to bardzo nowoczesny terminal, który również posiada na nabrzeżu onshore power supply, czyli punkt zasilania promu w czasie postoju w porcie, żeby nie używali własnych generatorów, co oszczędza środowisko – zaznaczył Kazimierz Koralewski.

Prawo i Sprawiedliwość chce dogłębnie sprawdzić przetarg – mówi poseł tej partii Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

– Mam nadzieję, że tego typu wątpliwości rozwieje nam jutrzejsza kontrola poselska w zarządzie portu w Gdyni (…). Zaniepokojenie nasze budzi fakt, iż przegrana oznacza utratę rozwoju w usługach import-eksport, jeżeli chodzi o dostęp do wszelkich branż związanych z turystyką, handlem, transportem intermodalnym – akcentowała.

Polityk zauważa, że kraje skandynawskie czy Niemcy dbają o to, aby obsługą ich terminali promowych zajmowały się rodzime firmy.

 

TV Trwam News

drukuj