Katastrofa ekologiczna na rzece Wkra
Na rzece Wkra doszło do katastrofy ekologicznej. Mieszkańcy miejscowości, przez które przepływa, zostali pozostawieni bez pomocy. Dopiero po medialnym nagłośnieniu sprawy coś ruszyło. Jednak – jak podkreślają – to wciąż za mało.
Na rzece Wkra doszło do katastrofy ekologicznej. Woda płynie z Nidzicy. Według wstępnych ustaleń ktoś miał wlać do rzeki nawozy, które doprowadziły do śnięcia ryb. Sprawą zajmuje się policja. Według szacunków zatruty odcinek może liczyć aż sto kilometrów. Problem odnotowano m.in. w gminach Żuromin i Lubowidz. Mieszkańców Żuromina nikt nie informował, co się dzieje – mówiła Zofia Leszczyńska-Niziołek ze Społecznego Komitetu Ratowniczego.
– My, mieszkańcy, wyszliśmy i zobaczyliśmy całą sytuację na własne oczy, bo nikt nas o niej nie poinformował. Właśnie to wydaje się dla nas być najbardziej skandalicznym elementem tej całej sytuacji. Katastrofa ekologiczna trwa już od półtora tygodnia aż od Nidzicy i Działdowa. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Olsztynie już pobierał tam próbki, czyli wiedział o całej sytuacji. Mimo to nikomu nie przyszło do głowy, aby poinformować gminy i powiaty w dół rzeki, że płynie do nas taka śmiertelna fala – powiedziała Zofia Leszczyńska-Niziołek.
Mieszkańcy nie wiedzieli, co mają robić. Gmina bardzo szybko wykorzystała środki na fundusz kryzowy. W pomoc w napowietrzaniu wody zaangażowało się OSP i Polski Związek Łowiecki. Wody Polskie na 100 km odcinek rzeki wysłały zaledwie 5 pracowników.
– Wzięliśmy sprawy w swoje ręce, zorganizowaliśmy ludzi. Są mieszkańcy, są nawet ludzie z zagranicy, którzy przyjechali i nam pomagają. To nie jest tak, że te nasze działania uratują wszystkie ryby w rzece. Natomiast punktowo tworzy się pewne enklawy, w których część ryb przetrwa, ale to nie jest tak, że pompy załatwią wszystko. Mieszkańcy wyławiali rękami oraz podbierakami te wielkie sztuki ryb i przerzucali je na drugą stronę mostu, gdzie woda jest bardziej natleniona – mówiła Zofia Leszczyńska-Niziołek.
Sprawa delikatnie ruszyła dopiero po medialnym rozgłosie. Wojewoda na miejsce dostarczył aeratory do natleniania. Pojawiła się Państwowa Straż Pożarna.
No dobrze, ale gdzie są Wojska Obrony Terytorialnej? Gdzie są służby, gdzie są ludzie, którzy fizycznie mogą coś robić? Jesteśmy bardzo wdzięczni za aeratory, ale teraz trzeba myśleć o dolnym biegu rzeki Wkra – stwierdziła Zofia Leszczyńska-Niziołek.
TV Trwam News




