PiS zarzuca R. Trzaskowskiemu nielegalnie finansowane kampanii
Prawo i Sprawiedliwość zarzuca Rafałowi Trzaskowskiemu nielegalne finansowanie kampanii. Padają też zarzuty o bierność służb, w tym prokuratury.
W ubiegłym tygodniu okazało się, że spoty wyborcze Rafała Trzaskowskiego nie były opłacanie z Komitetu Wyborczego KO. Rządowy Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK przekonywał o zagranicznej ingerencji, ale zaprzeczył temu właściciel Facebooka. Za materiałami wyborczymi stoją fundacje „Akcja Demokracja” oraz „Twój głos jest ważny”. Ministerstwo Cyfryzacji przekonuje, że wbrew krytyce, NASK chroni nas przed obcą ingerencją.
„2220 – tyle zgłoszeń zagrożeń cyberbezpieczeństwa otrzymał NASK minionej doby. Spośród nich zidentyfikowano 686 nowych incydentów, które są obecnie obsługiwane” – napisało na platformie X Ministerstwo Cyfryzacji.
Filmiki przygotowywane przez fundację „Akcję Demokracja” promowały Rafała Trzaskowskiego i krytykowały, a nawet ośmieszały Karola Nawrockiego i Sławomira Mentzena. NASK nie jest służbą specjalną – przekonywał dyrektor NASK, Radosław Nielek.
– Ustawa o państwowych instytutach badawczych nie daje NASK-owi żadnych specjalnych uprawnień w kontekście analizy dezinformacji. Ma wręcz mniej narzędzi niż dziennikarze, jeśli chodzi o to, z czego może korzystać – mówił Radosław Nielek.
Poseł PiS, Janusz Cieszyński, zauważył, że NASK współdziałał z rządzącymi.
– Pan minister Paweł Olszewski 9 maja dostał do Ministerstwa Cyfryzacji oficjalną informację z NASK na temat tej sytuacji. Wiecie Państwo, co zrobił pan Olszewski? 10 maja współorganizował wiec Rafała Trzaskowskiego, a 11 maja poszedł z kolegami na żużel – zaznaczył Janusz Cieszyński.
Obserwujemy działania rządzących i bierność służb, w tym prokuratury – mówił poseł PiS, Jan Mosiński. Polityk nie ma wątpliwości, że w trwającej kampanii wyborczej nielegalnie finansowane materiały nadal będą obecne.
– Cały aparat państwa – ta patowładza – zaangażowała się, żeby walczyć z Karolem Nawrockim. Myślę, że tu możemy mieć do czynienia z przymknięciem oczu przez organy – wskazał Jan Mosiński.
Opinię publiczną zaskoczyły działania polityków KO. W sobotę tuż po północy, czyli już w trakcie ciszy wyborczej, wiceminister sprawiedliwości, Arkadiusz Myrcha oraz europoseł KO, Kamila Gasiuk-Pihowicz, udostępnili w mediach społecznościowych grafiki zachęcające do głosowania na Rafała Trzaskowskiego.
„Przepraszam, w wyniku błędu ładowania grafik pojawiły się one po północy. Już usunąłem” – tak tłumaczył się Arkadiusz Myrcha na portalu X.
Doszło po prostu do błędu systemu – zaznaczył poseł KO, Krzysztof Kwiatkowski.
– One były zaprogramowane wcześniej bezrefleksyjnie, bo absolutnie nie powinny się ukazać – stwierdził Krzysztof Kwiatkowski.
Szef Państwowej Komisji Wyborczej, Sylwester Marciniak, krótko skomentował działania polityków. Mówił, że to osoby, które powinny świecić przykładem.
– O ile zostały zgłoszone do organów ścigania, jak będą potwierdzone, to powinny te osoby ponieść odpowiedzialność – podkreślił Sylwester Marciniak.
Zawiadomienie do prokuratury o złamaniu ciszy wyborczej złożył poseł PiS, Dariusz Matecki. Chodzi o wiceministra Arkadiusza Myrchę, europoseł Kamilę Gasiuk-Pihowicz, „Gazetę Wyborczą” oraz dwóch innych polityków KO. Dariusz Matecki zauważył, że nie chodzi wyłącznie o pojedyncze przypadki.
– To jest skandaliczne. Doszło do tego nie tylko rano, ale również o godz. 19.00 również na profilu pana Myrchy ukazały się treści, które nie powinny się w czasie ciszy wyborczej ukazać – akcentował Dariusz Matecki.
Polityk zauważył, że ze strony premiera Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości nie ma żadnej reakcji czy komentarza. Wszyscy muszą być równi wobec przepisów prawa – zaznaczył dr Mirosław Habowski.
– W Kodeksie wyborczym nie mamy żadnych wyjątków od zasady, że cisza wyborcza obowiązuje wszystkich, w tym posłów koalicji rządzącej i wiceministrów sprawiedliwości, więc oczywiście powinni ponieść karę – mówił dr Mirosław Habowski.
Za złamanie ciszy wyborczej może grozić grzywna do 5 tys. zł.
TV Trwam News



