J. J. Kasprzyk: Bitwa o Monte Cassino to jedna z najkrwawszych bitew II wojny światowej. To także jeden z największych sukcesów w walce o wolność
Po tygodniu walk, 18 maja 1944 roku, na gruzach opactwa, którego nie udało się zdobyć ani Amerykanom, ani Brytyjczykom, ani Kanadyjczykom, ani Nowozelandczykom, załopotała biało-czerwona flaga. Sygnalista armii gen. Władysława Andersa odegrał tam hejnał mariacki. Bitwa o Monte Cassino to jedna z najkrwawszych bitew II wojny światowej. To także jeden z największych sukcesów w walce o wolność. Choć okupione zostało to ogromnymi stratami, to to zwycięstwo nie tylko rozsławiło imię Polski, ale dawało Polakom walczącym pod niemiecką okupacją ducha, stawało się punktem odniesienia i na zawsze wpisało się w nasz kod kulturowy, pokazując, że dla Polaków nie ma rzeczy niemożliwych – mówił Jan Józef Kasprzyk, były szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Obchodzimy 81. rocznicę jednej z najbardziej bohaterskich i symbolicznych bitew II wojny światowej — bitwy o Monte Cassino. To wydarzenie, które na zawsze zapisało się w historii nie tylko militarnych zmagań, ale przede wszystkim w pamięci narodowej Polaków. Na zboczach włoskich gór polscy żołnierze pod dowództwem generała Władysława Andersa udowodnili światu, czym jest odwaga, poświęcenie i niezłomność ducha w walce o wolność.
– Monte Cassino czy pas umocnień wokół niego, nazwany Linią Gustawa, to był jeden z największych punktów oporu niemieckiego w czasie II wojny światowej. Krótko mówiąc, bez zdobycia Monte Cassino niemożliwe byłoby zwycięstwo aliantów na Półwyspie Apenińskim, a tym samym niemożliwe by było pokonanie niemieckiej III Rzeszy. Bitwa o Monte Cassino rozpoczęła się w styczniu 1944 roku i kolejno linię oporu niemieckiego próbowały zdobyć oddziały amerykańskie, brytyjskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, to się nie udało. W marcu 1944 roku dowódca 8. Armii Brytyjskiej wezwał na rozmowę generała Władysława Andersa, który już wtedy jako dowódca 2. Korpusu Polskiego przebywał na Półwyspie Apenińskim. Powiedział mu wtedy, że jeżeli się zgodzi, to może Polacy spróbują zdobyć ten niezdobyty jeszcze przez żadne wojska alianckie szczyt. Dał generałowi Władysławowi Andersowi 10 min do zastanowienia się (…). Generał Władysław Anders rozumował, że jeżeli dojdzie do zwycięstwa, to nie tylko przyczyni się do upadku niemieckiej III Rzeszy, która wspólnie z sowiecką Rosją najechały nas we wrześniu 1939 roku, ale jeżeli dane będzie nam zwyciężyć w bitwie o Monte Cassino, to Polacy będą na ustach całego świata, a to da pewną kartę przetargową w rozmowach wielkich tego świata o losach Polski. Przyszedł do dowódcy z decyzją pozytywną, że Polacy spróbują zdobyć niezdobyty przez nikogo szczyt – wskazał Jan Józef Kasprzyk.
Walka o zdobycie Monte Cassino rozpoczęła się już z 11 na 12 maja 1944 roku. Niestety pierwszy szturm przyniósł ogromne straty, ale żołnierze się nie podali i już 18 maja na gruzach opactwa powiewała polska flaga.
– Pierwszy szturm rozpoczął się z 11 na 12 maja 1944 roku. Przyniósł ogromne straty, ale potygodniu walk, 18 maja 1944 roku, na gruzach opactwa, którego nie udało się zdobyć ani Amerykanom, ani Brytyjczykom, ani Kanadyjczykom, ani Nowozelandczykom, załopotała biało-czerwona flaga. Sygnalista armii gen. Władysława Andersa odegrał tam hejnał mariacki. Bitwa o Monte Cassino to jedna z najkrwawszych bitew II wojny światowej. To także jeden z największych sukcesów w walce o wolność. Choć okupione zostało to ogromnymi stratami, to to zwycięstwo nie tylko rozsławiło imię Polski, ale dawało Polakom walczącym pod niemiecką okupacją ducha, stawało się punktem odniesienia i na zawsze wpisało się w nasz kod kulturowy, pokazując, że dla Polaków nie ma rzeczy niemożliwych – oznajmił gość „Aktualności dnia”.
Jan Józef Kasprzyk zauważył, że walkę o Monte Cassino stoczyli ludzie, którzy więzieni byli w sowieckich łagrach.
– Żołnierze zdobywający Monte Cassino to byli ci sami ludzie, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli armią niewolników sowieckich łagrów. Generał Władysław Anders wyprowadził ich ze Związku Sowieckiego, gdzie po prawie dwóch latach walki o życie znaleźli się wreszcie w wolnym świecie. W Palestynie nabrali siły i przekonania, że po Golgocie może przyjść zmartwychwstanie. Z armii niewolników na Półwyspie Apenińskim pokazali, że są armią zwycięzców – akcentował były szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Cała rozmowa z Janem Józefem Kasprzykiem dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl




