fot. PAP/Szymon Pulcyn

M. Przydacz: Donald Tusk zarzuca prorosyjskość każdemu, kto nie jest proniemiecki

Donald Tusk zarzuca prorosyjskość każdemu, kto nie jest proniemiecki. On to nazywa oczywiście proeuropejskością, ale po prostu chodzi o to, że Tusk wykonuje absolutnie wszystkie polecenia, jakie płyną z Berlina. Nie znam żadnej konkretnej sprawy, w której by się sprzeciwił Berlinowi – mówił Marcin Przydacz, poseł PiS, w programie „Polski punkt widzenia” w Telewizji Trwam.

Komisja Sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA wysłała pismo do Komisji Europejskiej, w którym pyta o kondycję demokracji w Polsce.

– Widać ewidentną troskę kongresmenów amerykańskich o to, co się w ostatnim roku w Polsce dzieje. Rzecz absolutnie bez precedensu. Takie sytuacje, jakie obserwowaliśmy w ostatnim czasie zarządów Donalda Tuska w Polsce, to chyba w historii III Rzeczypospolitej nie było. Siłowe przejmowanie Prokuratury Krajowej, więzienia dla ludzi, którzy nie mają żadnych wyroków wskazujących. Są to areszty wydobywcze po to, aby ich psychicznie złamać, aby zaczęli obciążać, nawet jeśli nie mają ku temu żadnych podstaw, ale żeby wyjść na wolność, mogą zacząć konfabulować. To widać nie umknęło oku Izby Reprezentantów Amerykańskiego Kongresu i pytają przede wszystkim Komisję Europejską, która przecież tak bardzo dbała w ostatnich latach o praworządność, o zasady demokracji, co w związku z tym zamierza zrobić. Czy będzie zamykać oczy tylko dlatego, że Polską rządzi ich kolega Donald Tusk, czy jednak stanie w obronie zasad, które są rzekomo dla nich tak istotne – wskazał poseł Marcin Przydacz.

Dodał, że Komisja Europejska za rządów Zjednoczonej Prawicy próbowała ingerować w wybory polityczne i nie dbała o praworządność.

– W tym wypadku Izba Reprezentantów pyta Komisję Europejską, czy coś w tej sprawie ma do powiedzenia i czy coś zrobi, jeśli chce być spójna z tym, co do tej pory mówiła. Dzisiaj mówimy o nielegalnym przejmowaniu kluczowych instytucji, jak np. Prokuratura Krajowa, albo nieuznawaniu połowy sędziów, albo nieuznawaniu tak istotnej instytucji jak Sąd Najwyższy czy Trybunał Konstytucyjny. Zresztą Sąd Najwyższy jest uznawany, jeśli wyrok jest zgodny z interesem Donalda Tuska. Takiej sytuacji od 35 lat w Polsce chyba nie mieliśmy. To raczej przypomina czasy zamierzchłe PRL i dlatego na to zwraca uwagę Izba Reprezentantów Amerykańskiego Kongresu – zaznaczył poseł PiS.

Na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wiceprezydent USA, J.D. Vance, mówił, że Stany Zjednoczone nie będą współpracować czy budować sojuszu z państwami, które podważają podstawowe wartości państw demokratycznych.

– Nie będę się upodabniał do tych, którzy donosili na Polskę przez 8 lat rządów PiS i nawoływali Amerykanów do tego, żeby wycofali wojska amerykańskie z Polski. Nigdy nie będę zachęcał Amerykanów do tego, żeby nie współpracowali z Polską. Chcemy być bezpieczni, a to bezpieczeństwo jest nam gwarantowane przez sojusz polsko-amerykański. Natomiast J.D. Vance mówił o tym, że te wartości są ważne, że powinniśmy ich przestrzegać, a to co najważniejsze, że ci, którzy na nie się powołują, nie mogą być hipokrytami, że krytykują tylko tych, którzy nie są z ich rodziny politycznej, bo jeżeli jakieś bezeceństwa wykonują socjaliści albo liberałowie, to Komisja Europejska zamyka oko i w ogóle nie patrzy na to i mówi, że w zasadzie wszystko jest w porządku. Natomiast jeżeli do władzy dochodzą konserwatyści, chrześcijańscy demokraci, prawdziwa prawica, to już się zaczynają problemy – akcentował gość Telewizji Trwam.

Marcin Przydacz dodał, że ma nadzieję na to, iż Komisja Europejska w jakimś sensie postawi do pionu tych wszystkich, którzy łamią prawo, z Adamem Bodnarem na czele. Rząd powinien się ustosunkować do tego, bo to są poważne zarzuty z bardzo poważnej instytucji, jaką jest Komisja Sprawiedliwości Izby Reprezentantów – wskazał.

– Nie mam w sobie naiwności, że Donald Tusk się opamięta po tym liście. Natomiast mogą się opamiętać częściowo wyborcy Trzeciej Drogi, PSL czy Polski 2050, bo oni raczej żyli w przekonaniu, że żyją w fantastycznym świecie, w którym wszystko jest dobrze. Natomiast okazuje się, że Amerykanie wprost wskazują na łamanie prawa. Być może ci, którzy de facto doprowadzili Donalda Tuska do władzy, dzisiaj się dwukrotnie zastanowią, także w kontekście najbliższych wyborów – zauważył poseł PiS.

Dodatkowo swego czasu Donald Tusk nazwał Donalda Trumpa ruskim agentem, a dziś prorosyjskość zarzuca także kandydatowi na prezydenta w Rumunii.

– Jak słyszę Donalda Tuska, który oskarża kogoś o prorosyjskość, to przychodzi mi na myśl powiedzenie: „ubrał się diabeł w ornat i ogonem na Mszę dzwoni”. Donald Tusk zarzuca prorosyjskość każdemu, kto nie jest proniemiecki. On to nazywa oczywiście proeuropejskością, ale po prostu chodzi o to, że Tusk wykonuje absolutnie wszystkie polecenia, jakie płyną z Berlina. Nie znam żadnej konkretnej sprawy, w której by się sprzeciwił Berlinowi – akcentował pos. Marcin Przydacz.

Amerykańscy kongresmeni zauważają, iż Donald Tusk wykorzystuje konstytucyjne organy, które ma władza, do walki politycznej i ostrzegają, że milczenie Unii Europejskiej może ośmielić rząd Donalda Tuska do dalszych niedemokratycznych poczynań – mówił dr Marek Kawa, amerykanista, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

radiomaryja.pl

drukuj