fot. Paweł Palembas

„Nasz Dziennik”: Kijów robi wszystko, by nie rozliczyć się z Rzezi Wołyńskiej. Ukraina żąda, aby identyfikacje ofiar ludobójstwa na Wołyniu nie uwzględniały dzieci i niemowląt

Ukraina żąda, aby identyfikacje ofiar ludobójstwa na Wołyniu nie uwzględniały dzieci i niemowląt. Kijów robi wszystko, by nie rozliczyć się z jednej z najpotworniejszych zbrodni XX wieku dokonanych na europejskiej ziemi – wskazał red. Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”.

Miał być przełom, gest dobrej woli, symboliczny początek pojednania. Tymczasem Kijów robi wszystko, by nie rozliczyć się z jednej z najpotworniejszych zbrodni XX wieku dokonanych na europejskiej ziemi – z ludobójstwa wołyńskiego.

– Sprawa ekshumacji ofiar mordów dokonanych przez UPA nadal grzęźnie w biurokratycznym bagnie, a to, co dzieje się wokół niej, woła o pomstę do nieba – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Wiesław Wysocki, historyk i wykładowca akademicki.

Były ambasador Polski w Kijowie, Bartosz Cichocki, w rozmowie z RMF FM przyznał wprost, że Ukraina mnoży problemy, a jedną z „propozycji” strony ukraińskiej było wyłączenie z identyfikacji niemowląt i dzieci do określonego wieku.

– To by oczywiście zmieniło liczbę ofiar – zauważył polski dyplomata.

Jak dodał, „przeciwników porozumienia polsko-ukraińskiego na gruncie historycznym jest bardzo wielu”, również na Ukrainie.

– To była rzeź, która nie mieści się w głowie – dzieci przybijane do płotów, rozrywane żywcem, kobiety rozpruwane w późnych miesiącach ciąży. Jeżeli ekshumacje nie mają obejmować najmniejszych ofiar, to jest to drugi mord – tym razem na pamięci. Kijów nie tylko nie chce pogrzebać swoich demonów. On je czci – podnosi Krzysztof Kawęcki, politolog.

Służą temu próba zaniżania liczby ofiar i wypieranie faktu, że mieliśmy do czynienia z jawnym, metodycznym, zaplanowanym ludobójstwem.

– Najmłodsze ofiary – dzieci, niemowlęta i te nienarodzone – właśnie one powinny być symbolem pamięci – wskazuje prof. Wiesław Wysocki.

Trwają prace ekshumacyjne ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach w Puźnikach na Ukrainie. Jak poinformowano, zespół badawczy na miejscu ustalił już zasięg i wielkość mogiły. Równolegle prowadzone są prace dokumentacyjne i archiwizacyjne. Puźniki były dawną polską wsią, w dzisiejszym obwodzie tarnopolskim. W nocy z 12 na 13 lutego 1945 r. napadli na nią banderowcy. Szacuje się, że wymordowano wówczas od 50 do 120 Polaków.

Jak wynika ze wspólnego komunikatu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacji „Wolność i Demokracja”, Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Instytutu Pamięci Narodowej, pracujący na miejscu zespół już przystąpił do podejmowania szczątków ofiar. Jak zapewniono, wszystkie, bez wyjątku, zostaną poddane procesowi identyfikacji. Co ważne, badania genetyczne pozwalają wyodrębnić DNA niezależnie od wieku ofiary, w tym dzieci. Dodatkowo podczas prac zabezpieczane są liczne przedmioty osobiste, a wśród nich m.in. guziki i fragmenty różańców.

– Z pewnością cieszy deklaracja o tym, że przebadane i poddane identyfikacji będą wszystkie ofiary. Trudno jednak powiedzieć, czy będzie tak tylko w tym miejscu, czy także innych, w przyszłości – zwraca uwagę prof. Wiesław Wysocki.

Skrywana prawda o bestialstwie

A sprawa nie jest oczywista. Ukraina od samego początku robi wszystko, aby prawda o najbrutalniejszej zbrodni, której dokonano w Europie, nigdy nie ujrzała światła dziennego.

– Pokazałaby, czym naprawdę była UPA – nie pełną ideałów armią narodowowyzwoleńczą, lecz organizacją, która z zimną krwią mordowała cywilów, kobiety, starców, dzieci, niemowlęta. Tak, również kobiety w ciąży. I nie są to medialne wymysły, tylko udokumentowane relacje świadków – stwierdza prof. Wiesław Wysocki.

Ukraińscy historycy od lat tworzą narrację, która miałaby przekonać opinię publiczną do tego, że do ludobójstwa na Wołyniu nie doszło, a działania UPA miały charakter odwetowy na Polakach lub też były elementem zbrodni dokonywanych podczas działań wojennych.

– Próbuje się wydarzenia z Wołynia opisywać jako jeden z etapów tzw. konfliktu polsko-ukraińskiego z lat 1939-1947. Tak jakby po obu stronach stały dwie równorzędne armie, które prowadziły ze sobą regularną wojnę. Kijów relatywizuje wydarzenia z tego okresu, próbuje szukanie prawdy oprzeć na zasadzie symetryzmu – wyjaśnia dr Krzysztof Kawęcki.

I w tej układance Ukraińcom szczególnie mocno przeszkadzają polskie dzieci i niemowlęta.

– A może właśnie o to chodzi – by utrzymać ciszę, ukryć świadectwo tej niewyobrażalnej zbrodni, w której mordowano całe rodziny, bez wyjątku i bez litości. Tam nie było żadnej selekcji – zabijano wszystkich: kobiety w ciąży, niemowlęta, starców – przypomina dr Jarosław Sellin, były wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

To nie była „akcja odwetowa”, to było brutalne i zaplanowane ludobójstwo.

– W dodatku prowadzone z zimną krwią, by raz na zawsze wyrugować inne narody z terenów uznanych za wyłącznie ukraińskie. Ofiarami byli nie tylko Polacy, ale również Żydzi, Czesi, Ormianie – wszyscy, którzy nie pasowali do etnicznej układanki UPA – podkreśla nasz rozmówca.

Na Kresach z rąk ukraińskich bestii zginęło co najmniej 130 tys. Polaków, a wśród nich dziesiątki tysięcy dzieci. W sumie udokumentowano ponad 135 sposobów zadawania śmierci – niektóre przygotowane „specjalnie” dla dzieci i niemowląt.

– Ludzie modlili się o to, aby zginąć od kuli – wskazuje prof. Wiesław Wysocki.

Ukraińcom bardzo zależy na tym, aby ukryć informacje o ofiarach ludobójstwa, a szczególnie o zabijanych dzieciach.

– Bo kiedy świat zobaczy, jak wyglądała prawdziwa twarz UPA – nie ta wyretuszowana wersja, którą próbują dziś sprzedawać ludzie Wołodymyra Zełenskiego – tylko ta zakrwawiona, z dziecięcymi ciałami nabijanymi na sztachety, z kobietami w ciąży rozpruwanymi nożami – to nie będzie już odwrotu. Nie da się wtedy obronić narracji o „bohaterach narodowych”. Nie da się już dłużej udawać, że walczono „z okupantem”. Bo walczono nie z żołnierzami, ale z bezbronnymi: z dziećmi, z matkami, ze starcami – akcentuje prof. Wiesław Wysocki.

Zablokowane wnioski o ekshumacje

Mamy świadectwa tych zbrodniczych działań.

– Są zeznania. Mamy dowody – także w ziemi, w tych porzuconych zbiorowych mogiłach, których wciąż nikt nie chce otworzyć. Nie da się tej historii zakopać razem z kośćmi ofiar – wskazuje dr Jarosław Sellin.

Mimo to Ukraina wciąż prowadzi grę.

– Z jednej strony deklaracje dobrej woli. Z drugiej – działania, które każą w to wszystko poważnie wątpić. Bo ile razy można słyszeć: „tak, jesteśmy otwarci”, po czym dostajemy zgodę na ekshumację w jednym, symbolicznym miejscu? Zgoda na Puźniki – to ma być przełom? Przecież identyczne zgody otrzymywaliśmy wcześniej, jeszcze za naszych rządów. A co z resztą? Co z pozostałymi wnioskami IPN, które od miesięcy – ba, od lat – czekają w ukraińskich urzędach? – pyta były wiceminister kultury.

To, co robią dziś ukraińskie władze, jest nie tylko nie do przyjęcia – to jest też głęboko niemoralne.

– Warunki wstępne przy ekshumacjach? Próby cenzurowania informacji o okolicznościach śmierci? Przecież to nie tylko relatywizowanie ludobójstwa – to jego wtórne uśmiercanie. Zabijanie pamięci o ofiarach – wyjaśnia prof. Wiesław Wysocki.

Dzisiaj Kijów robi wszystko, żeby te obrazy zbrodni ukryć.

– Bo wie, że ich ujawnienie odebrałoby Ukrainie aureolę ofiary i pokazało, że ich historia też ma swoją ciemną, potworną stronę. I może to jest właśnie ten moment, w którym trzeba powiedzieć głośno – nie różnili się wiele od Sowietów. A może nawet byli i są gorsi, bo mordowali swoich sąsiadów. Z premedytacją. Bestialsko – podnosi rozmówca „Naszego Dziennika”.

– Jestem historykiem. Od dziesięcioleci badam te sprawy. Przeczytałem tysiące relacji, przeprowadziłem setki rozmów. I choć wydawało mi się, że nic już mnie nie złamie – to gdy docieram do opisów morderstw niemowląt, wciąż mam ściśnięte gardło. Te dzieci nie tylko zabijano – je palono żywcem, gotowano, rozbijano im głowy o ściany. Zabijano nienarodzone – rozcinając brzuchy kobietom i wyciągając maleństwa na nożach. To był obłęd, który trudno ogarnąć rozumem – akcentuje prof. Wiesław Wysocki.

Kijów od lat blokuje ujawnienie prawdy o Wołyniu, bo ta prawda jest dla ukraińskiej tożsamości historycznej niewygodna.

– Mieliśmy do czynienia z nieprawdopodobnym ludobójstwem! Nie dramatem, nie tragedią wojenną, tylko ludobójstwem z pełną premedytacją. I jeśli ukraiński naród nie chce – a może nie potrafi – spojrzeć prawdzie w oczy, jeśli nie jest zdolny do skruchy, do symbolicznego oczyszczenia, to, moim zdaniem, nie ma przyszłości. Żadnej. I mówię to nie tylko jako politolog, ale jako obywatel tego kraju, który rozumie, czym jest wspólnota oparta na prawdzie i pamięci – podkreśla dr Krzysztof Kawęcki.

Dlatego dopóki Ukraina nie rozliczy się z tą częścią swojej przeszłości, sprawa Wołynia będzie jej zawsze ciążyła.

– Z każdą kolejną rocznicą, z każdym kryzysem w relacjach. Będzie raną, której nie da się zabliźnić, którą się rozdrapuje, zamiast ją oczyścić i opatrzyć. To nie my gramy tą historią – to Ukraina gra historią i tak jest zawsze, gdy ktoś nie potrafi się z nią uczciwie zmierzyć – podsumowuje dr Jarosław Sellin.

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj