A. Maciejewski: Mamy nową tradycję, czyli telewizję na telefon. Rafał Trzaskowski już pokazał, że takie coś dzisiaj funkcjonuje w Polsce
To, co się działo w Końskich, było wątpliwe prawnie. O ile prywatne stacje mogą robić, co chcą, bo to jest prywatny kapitał, to media publiczne już tak nie mogą. Takie działania i to, co się stało odnośnie mediów publicznych w Końskich, może być pretekstem dla wielu kandydatów do kwestionowania równych szans i tego, że ich prawa zostały złamane. To może mieć wpływ na ostateczny wynik wyborczy – powiedział Andrzej Maciejewski, politolog, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Wybory prezydenckie coraz bliżej. 18 maja odbędzie się pierwsza tura. Kandydaci mierzą się ze sobą w debatach prezydenckich. W piątek w Końskich odbyły się dwie debaty. Jedną z nich współorganizowała i transmitowała TV Trwam.
– Prezydent Warszawy, wiceprzewodniczący PO, Rafał Trzaskowski popełnił bardzo istotny błąd. On dzisiaj ma wprawdzie poparcie około 30 proc., zapominając, że jeżeli chce się być kandydatem, czy chce się być prezydentem Polski, to trzeba mieć poparcie większego grona, przynajmniej 50 proc. rodaków. Zatem trzeba szukać poparcia w innych grupach, w innych środowiskach, w innym elektoracie, żeby przekonać do siebie. Rafał Trzaskowski tego nie zrobił. Przypomnijmy, że zlekceważył pierwszą debatę organizowaną na rynku w Końskich. Nie „podjął rękawicy” udziału w poniedziałkowej debacie w TV Republika. Wymyślił sobie ustawkę medialną w hali sportowej, która miała być pułapką dla pana Karola Nawrockiego. Tymczasem okazała się niczym innym jak wielką porażką samego spiskowca, bo to trochę tak, jakby ktoś chciał kupić mecz, który ostatecznie sam przegrał – mówił Andrzej Maciejewski.
Ogromne emocje wzbudziła nie tylko sama debata zorganizowana przez sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego, ale również to, w jaki sposób zostali potraktowani dziennikarze i przedstawiciele poszczególnych sztabów wyborczych.
– Mamy nową tradycję, czyli telewizję na telefon. Rafał Trzaskowski już pokazał, że takie coś dzisiaj funkcjonuje w Polsce. Ale to, że dziennikarze, którzy mają swoje prawa – to mówi wyraźnie ustawa o ochronie wolności słowa – i nie mogą wejść na debatę po to, żeby relacjonować, żeby komentować w mediach społecznościowych, to jest coś niewyobrażalnego, coś, co do tej pory nie istniało w polskiej tradycji i w ostatnich 35 latach wyborów – zaznaczył politolog.
TVP w likwidacji, bo taki jest dzisiaj status mediów publicznych, zgodnie z ustawą jest zobowiązana do tego, aby w sposób równy i bez faworyzowania traktować wszystkich kandydatów – podkreślił gość audycji „Aktualności dnia”.
– To, co się działo w Końskich, było wątpliwe prawnie. (…) O ile prywatne stacje mogą robić, co chcą, bo to jest prywatny kapitał, to media publiczne już tak nie mogą. (…) Takie działania i to, co się stało odnośnie mediów publicznych w Końskich, może być pretekstem dla wielu kandydatów do kwestionowania równych szans i tego, że ich prawa zostały złamane, naruszone. To może mieć wpływ na ostateczny wynik wyborczy. Niestety, na dzisiaj mamy taką sytuację, że, ktoś próbuje wybrać za naszych rodaków. Obecnie, zawsze przy sondażach, pojawia się dużo niezdecydowanych osób, ale w ostatnim czasie mamy wiele sygnałów od osób, które odmawiają wypowiedzi, bo po prostu się boją. Zatem ja w obecne sondaże nie wierzę. Obecne sondaże są mocno przeszacowane. Porównałem rok 2015, sondaże pana Bronisława Komorowskiego i pana Andrzeja Dudy. Na miesiąc przed wyborami Andrzej Duda miał mieć około 18-20 procent, Bronisław Komorowski ponad 40 proc. Do końca był ten przekaz i budowanie komunikatu, że prezydenta mamy już wybranego. Dzisiejsze sondaże mówią podobnie, że Rafał Trzaskowski wygrywa. Może się okazać, że wieczór wyborczy będzie wielkim zdziwieniem i wielkim zaskoczeniem – zauważył politolog.
Cała rozmowa z Andrzejem Maciejewskim dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl



