
„Nasz Dziennik”: prokuratura zatrzymała kolejne pięć osób w sprawie rzekomej afery w Funduszu Sprawiedliwości
Nielegalnie obsadzona prokuratura zatrzymała kolejne pięć osób w sprawie rzekomej afery w Funduszu Sprawiedliwości – wskazał redaktor Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”. Wśród nich – jak podkreślił dziennikarz – jest m.in. Mateusz W., były wicewojewoda zachodniopomorski, czy też Adam S., prezes Stowarzyszenia Fidei Defensor.
Po dużej wizerunkowej porażce – jaką było zwolnienie przez Sąd Apelacyjny w Warszawie ks. Michała Olszewskiego oraz byłych urzędniczek Urszuli Dubejko i Karoliny Kucharskiej – prokuratura Adama Bodnara chce znowu przejąć inicjatywę. We wtorek służby zatrzymały pięć osób w sprawie rzekomych nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem Funduszu Sprawiedliwości. Wśród nich jest m.in. Mateusz W., były wicewojewoda zachodniopomorski, czy też Adam S., prezes Stowarzyszenia Fidei Defensor. Zatrzymani mieli usłyszeć zarzuty i mają być przesłuchani w charakterze podejrzanych. – Wypuszczenie z aresztu ks. Michała Olszewskiego i obu pań mocno nadwyrężyło wizerunek Adama Bodnara. Można sądzić, że te działania to jego próba przypodobania się elektoratowi – mówił „Naszemu Dziennikowi” Jan Mosiński, poseł Prawa i Sprawiedliwości. W jego opinii bodnarowcy podejmują działania, które mają podkreślić ich sprawczość.
– Bo czym zająć społeczeństwo, gdy z każdym dniem życie staje się coraz droższe, deficyt budżetowy rośnie, a napięcia gospodarcze piętrzą się bez widocznego końca? Igrzyska – tego potrzeba, gdy brakuje chleba. W tej atmosferze takie spektakularne zatrzymania stają się paliwem, które ma przyciągnąć uwagę i odwrócić ją od bolesnych realiów – wyjaśnił Jan Mosiński.
Presja społeczna wymusiła na Ministerstwie Sprawiedliwości zaproponowanie zmian w przepisach dotyczących aresztów tymczasowych. W ostatnim czasie polski system zdawał się cofać w stronę represyjnych wzorców. Uwidoczniło się to choćby w przypadku ks. Michała Olszewskiego i dwóch byłych urzędniczek, gdzie tymczasowe aresztowanie zaczęło być traktowane jako zastępnik kary, zamiast stanowić ostateczny środek zabezpieczający postępowanie karne.
– W praktyce prokuratury i sądów areszt tymczasowy bywał po prostu zaliczką na poczet przyszłej kary – przypomniał w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Tomasz Rzymkowski, były członek Krajowej Rady Sądownictwa.
Według propozycji Ministerstwa Sprawiedliwości samo zagrożenie surową karą nie będzie mogło być samoistną przesłanką pozwalającą na tymczasowe aresztowanie. Wprowadzona byłaby zasada, według której nie będzie możliwości jego zastosowania w sytuacji, gdy grożąca kara pozbawienia wolności będzie poniżej 2 lat.
– Takie przedłużanie aresztu to nadużycie, które powinno być jak najszybciej ograniczone – zauważył w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Dariusz Matecki, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Jak dodał, są sytuacje, kiedy tymczasowy areszt jest uzasadniony, ale nie można traktować go jako wygodnego środka zabezpieczającego proces, zwłaszcza w przypadkach osób, które nie stanowią realnego zagrożenia dla społeczeństwa.
– To jest temat wart poważnej debaty i, moim zdaniem, szansa na zmianę przepisów przy poparciu wszystkich klubów parlamentarnych jest realna – jeśli tylko podejdzie się do tego rzeczowo i bez zbędnych emocji – podkreślił parlamentarzysta.
Co bardzo ważne, areszt tymczasowy do czasu wydania wyroku przez sąd I instancji będzie mógł trwać maksymalnie 12 miesięcy, ale też tylko w przypadku, gdy przesłanką jego zastosowania byłaby grożąca surowa kara.
– Bez jasno określonej górnej granicy prokuratura nie czuła się zmotywowana do szybkiego postępowania dowodowego, a osadzeni oczekiwali miesiącami, a nawet latami na wyrok, będąc często pozbawieni aktywnej obrony. To krok w stronę likwidacji tzw. aresztów wydobywczych – podnosił dr Tomasz Rzymkowski.
Ważną proponowaną zmianą jest również to, że ma być zapewniony szerszy dostęp do akt sprawy dla podejrzanego i jego obrońcy w związku z wnioskiem o zastosowanie lub przedłużenie tymczasowego aresztowania. Problem z nadmiernym ich stosowaniem jest wieloaspektowy, co widać było choćby w sprawie ks. Michała Olszewskiego. To jeden z wielu przypadków.
– W Polsce wciąż tysiące osób doświadcza tymczasowego aresztowania mimo braku twardych dowodów, a jedynym argumentem jest często hipotetyczna obawa matactwa, oparta na wydumanych przez prokuraturę zarzutach. Takie podejście przypomina standardy sowieckie – bez podstawy dowodowej, z samą obawą o domniemane działania na szkodę postępowania – akcentował dr Tomasz Rzymkowski.
Czy Ministerstwo Sprawiedliwości zajęłoby się tym problemem bez głośnej sprawy ks. Michała Olszewskiego?
– Wątpię. Ta sytuacja unaoczniła skalę nadużyć. Problem jest systemowy i wymaga stanowczych działań. Trzeba zrobić wszystko, by wymiar sprawiedliwości działał szybciej i skuteczniej, a niewinne osoby nie musiały tracić miesięcy czy lat w oczekiwaniu na proces – podsumował Dariusz Matecki.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik


