fot. PAP/Maciej Kulczyński

Unijne wsparcie dla Polski na walkę ze skutkami powodzi to zgoda na skorzystanie z już przyznanych naszemu krajowi środków w ramach Funduszu Spójności

Pozwolenie na przekierowanie 20 miliardów złotych już wcześniej Polsce przyznanych – tak można podsumować wizytę przewodniczącej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, we Wrocławiu. Tymczasem wiele państw oczekiwałoby zastrzyku nowych, dodatkowych środków unijnych na walkę ze skutkami powodzi. Problem w tym, że unijna kasa może być pusta.

Po spotkaniu z szefami rządów Polski, Czech, Słowacji i Austrii przewodnicząca Komisji Europejskiej zapowiedziała uruchomienie unijnych pieniędzy na odbudowę po powodzi.

Kraje, które nawiedziła powódź, będą mogły skorzystać z 10 miliardów euro z Funduszu Spójności – zapowiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Po tej deklaracji politycy Platformy Obywatelskiej ogłosili, że to sukces szefa polskiego rządu.

,,20 mld zł dla Polski z Funduszu Spójności na odbudowę po powodzi! Skuteczność Donalda Tuska!” – ocenił Dariusz Joński, europoseł.

Rząd, który nie radzi sobie z kryzysem potrzebował takiego wsparcia wizerunkowego – zwrócił uwagę dr Piotr Gawryszczak, politolog.

Ta wizyta niczego nie wnosi, a tylko powoduje, że premier Donald Tusk i jego koalicjanci będą mogli powiedzieć,  że Unia Europejska z troską pochyla się nad kwestią zalanych miejscowości – mówił dr Piotr Gawryszczak.

Szumnie ogłoszone wsparcie finansowe Komisji Europejskiej to w rzeczywistości jedynie zgoda na skorzystanie z już przyznanych Polsce środków w ramach Funduszu Spójności. Część z nich będzie można przeznaczyć na odbudowę po powodzi – przyznała minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski2050.

My te pieniądze już mamy w naszej kopercie, kopercie krajowej. Z tej puli możemy przekierować do 5 mld euro, czyli do 20 mld zł na inwestycje w odbudowę regionu, w którym doszło do tragedii – powiedziała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Donald Tusk utrzymuje, że i tak środki pierwotnie zaplanowane dla Polski w ramach Funduszu Spójności nie byłby w pełni wykorzystane.

Teoretycznie te środki byłyby w naszej dyspozycji, ale nie zdołalibyśmy ich wydać. Z różnych powodów – zaznaczył Donald Tusk, premier RP.

Środki – zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem – miałyby zostać wykorzystane w latach 2021-2027 głównie na projekty rozwojowe i infrastrukturalne. To przerzucanie pieniędzy między regionami – skomentował  Grzegorz Puda, były minister funduszy i polityki regionalnej.

Pod pretekstem tego, że przekazują nowe pieniądze, a wcale ich nie przekazują, to ktoś będzie miał mniej, ponieważ z jakiejś puli te środki będzie trzeba pozyskać – zauważył Grzegorz Puda.

Być może projekty, które już zostały zaplanowane, trzeba będzie skasować. Polska będzie mogła ubiegać się też o środki na pomoc powodzianom z drugiego funduszu – Funduszu Solidarności. Będą to jednak symboliczne środki. Jego całkowity budżet na siedem lat dla wszystkich państw członkowskich to półtora miliarda euro. Prezydent Andrzej Duda oczekuje większego zaangażowania finansowego Brukseli.

Komisja Europejska mogłaby znacznie więcej zaoferować, a nie tylko to, co zostało zasygnalizowane – ocenił prezydent RP.

Możliwości finansowe Unii Europejskiej są jednak ograniczone  – przypomniał Jacek Saryusz-Wolski, były poseł do PE.

Budżet Unii Europejskiej nie dopina się. Jest luka 30 mld na spłatę Funduszu Odbudowy, jeszcze pocovidowego. Wszędzie nie ma pieniędzy. Nie ma ich w Unii Europejskiej ani w Komisji Europejskiej – podkreślił Jacek Saryusz-Wolski.

Komisja Europejska obiecuje, że przy korzystaniu z przesuniętych środków na odbudowę po powodzi procedury będą ograniczone do minimum.

TV Trwam News

drukuj