fot. TV Trwam

R. Derewenda: Od samego początku historia Polski była kształtowana przez naszych władców jako historia wolnego narodu

Od samego początku historia Polski była kształtowana przez naszych władców jako historia wolnego kraju, wolnego narodu. Mieszko zadbał o to, żeby przyjąć chrzest ze strony Czech, a nie ze strony Niemiec, a Bolesław Chrobry dokończył dzieła ojca, dlatego że doprowadził do utworzenia metropolii w Gnieźnie – niezależnego Kościoła na ziemiach polskich – mówił w „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam dr Robert Derewenda, historyk, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Gość programu zwracał uwagę na szczególną rolę Kościoła, Ewangelii i poczucia wolności w tworzeniu polskiej tożsamości narodowej.

 

Dzieje Polski to historia wolnego narodu.

– Od samego początku historia Polski była kształtowana przez naszych władców jako historia wolnego kraju, wolnego narodu. Mieszko jako władca Polan zadbał o to, żeby przyjąć chrzest ze strony Czech, a nie ze strony Niemiec, a Bolesław Chrobry – można powiedzieć – dokończył dzieła ojca, dlatego że doprowadził do utworzenia metropolii w Gnieźnie – niezależnego Kościoła na ziemiach polskich. Wcześniejsze biskupstwo – biskupstwo misyjne w Poznaniu – też nie podlegało arcybiskupstwu w Niemczech, a wiemy dobrze, że Niemcy rościli sobie prawo do chrystianizacji terenów słowiańskich. Udało im się schrystianizować Słowian połabskich, ale nie udało im się sięgnąć na wschód od Odry, nie udało im się chrystianizować Polan (…), bo mieliśmy tutaj niezależną strukturę kościelną, utworzoną za czasów Bolesława Chrobrego, erygowaną w Gnieźnie przez papieża Sylwestra II – przypomniał dr Robert Derewenda.

Patrząc na początek dziejów polskiej państwowości, można zauważyć, że z wolnością narodową ściśle związany był Kościół katolicki. Jest to zasada dotycząca nie tylko Polski.

– Europa chrystianizowana się zmienia. (…) Wraz z przyjmowaniem chrztu dawne plemiona, ludy tworzą państwowość chrześcijańską. Mamy zupełnie innych wojów. Z czasem z tych wojów powstaje etos rycerza, który ma bronić słabszych. Nie można prowadzić wojny bez powodu, nie można grabić, najeżdżać innych, obowiązują pewne zasady. To jest zupełnie inna Europa pod koniec średniowiecza niż Europa wczesnego średniowiecza – podkreślił historyk.

Chrześcijaństwo zmieniło także postrzeganie roli kobiety w społeczeństwie poprzez szczególną cześć, jaką Kościół darzy Maryję. To właśnie dzięki tej zmianie myślenia zawdzięczamy m.in. fakt, iż na polskim tronie jako król zasiadła św. Jadwiga Andegaweńska. Jak stwierdził gość „Rozmów niedokończonych”, w średniowiecznej chrześcijańskiej Europie miało miejsce ogromne dowartościowanie kobiety.

Dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie wskazał też na sposób budowania potęgi Polski w dobie późnego średniowiecza. Polacy od poszerzania swoich wpływów za pomocą podbojów (jak robili to chociażby Krzyżacy) woleli zawiązywać unie z sąsiednimi państwami. Ten sposób prowadzenia polityki, praktykowany m.in. przez wspomnianą wcześniej królową Jadwigę, doprowadził finalnie do powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wraz z powstaniem polsko-litewskiego mocarstwa zaczął kształtować się parlamentaryzm. Później, w wieku XVI, doszło do istotnych przełomów w dziejach Polski.

– Wygasa męska linia Jagiellonów w Rzeczypospolitej (…). Szlachta staje na wysokości zadania – przede wszystkim dba o bezpieczeństwo w czasie bezkrólewia. Interreksem zostaje prymas, za bezpieczeństwo jest odpowiedzialny marszałek Sejmu. W tym momencie powstają (…) zręby, podstawy późniejszego ustroju, jeżeli chodzi o elekcję. Szlachta dokonuje pierwszej wolnej elekcji. W tym momencie jest wybrany Henryk Walezy, książę z Francji. Szlachta zapanowała (nad sytuacją – radiomaryja.pl). Nie doszło do sytuacji porównywalnej do tej w Moskwie – tzw. wielkiej smuty, która miała miejsce na początku (…) wieku XVII. Tutaj nie dochodzi do jakichś zamieszek. Mamy przeprowadzoną wolną elekcję i w kolejnych wiekach te elekcje są powtarzane – mówił dr Robert Derewenda.

Z wolności szlacheckiej, na jakiej opierał się ówczesny ustrój, wynikła niestety poważna słabość tego systemu – podwójne elekcje, gdzie poszczególne stronnictwa wybierały sobie swojego władcę i nie potrafiły dojść w tej materii do konsensusu. Rodziło to kolejne patologie, narażające polską państwowość.

– Największy problem powstaje w połowie XVII wieku, kiedy szlachta pozwala sobie na odniesienie się do obcego mocarstwa. Mamy przykład zdrady w czasie potopu szwedzkiego, a XVIII wiek niestety prowadzi do takiej anarchii, że część magnatów widzi już nie interes Rzeczypospolitej, ale interes własny, opłacony przez obce mocarstwa. Właściwie można by powiedzieć, że wszystko jedno jest tym magnatom – czy oni są w Rzeczypospolitej na swoich ziemiach, czy na tych samych ziemiach mają swoje majątki, ale podlegają innemu władcy. Mało tego – władca Rzeczypospolitej nie robi na nich takiego wrażenia, jak władca, który jest w Berlinie, w Petersburgu czy w Wiedniu – zwrócił uwagę historyk.

W XVIII wieku, w obliczu nadużyć wynikających ze słabości systemu, doszło do przebudzenia w narodzie.

– Nadchodzi przebudzenie w okresie reform Sejmu czteroletniego i mamy – można powiedzieć – kwiat polskiej demokracji, mianowicie Konstytucję 3 Maja (…), która była nie tylko pierwszą konstytucją w Europie, ale która była na tyle dojrzała albo w tak dojrzałym narodzie uchwalona, że nie było rewolucji. Nie było ścięcia króla, nie było pozbawienia króla władzy – wyjaśnił gość „Rozmów niedokończonych”.

Sąsiadujące z Polską mocarstwa przestraszyły się reform, które pozwalały Rzeczypospolitej pozbyć się bolączek, jakie niszczyły jej ustrój (wolna elekcja, liberum veto). Z tego powodu postanowiono przeprowadzić rozbiory, zanim Polska mogła skutecznie podnieść się z kolan. Idee przyświecające Konstytucji towarzyszyły jednak Polakom w następnych dekadach, już pod zaborami.

Koniec XVIII wieku, a potem wiek XIX to czas ewolucji narodu polskiego. Wcześniej tożsamość narodowa de facto dotyczyła tylko szlachty. Później polskość zaczynała stawać się cechą wszystkich stanów. M.in. dzięki temu już po I wojnie światowej i odzyskaniu niepodległości, w czasie wojny polsko-bolszewickiej, Moskwa poniosła porażkę. Bolszewicy myśleli, że uda im się rozbudzić antagonizmy stanowe i zbuntować chłopów oraz robotników przeciwko „panom”. Tak się nie stało. Od przywiązań stanowych ważniejsze było poczucie wspólnoty narodowej.

– Nie tylko zwycięstwo militarne jest najważniejsze w wojnie z bolszewikami w roku 1920. Największym zwycięstwem jest to, że jako cały naród potrafiliśmy wygrać z bolszewikami (…). Bolszewikom nie udało się (…) skłócić narodu, nie udało się skłócić chłopów, robotników z naszymi elitami, z arystokracją, z inteligencją – z tym, którzy (…) politycznie brali odpowiedzialność za państwo polskie – podkreślił historyk.

Później nastał kolejny wielki konflikt. Dr Robert Derewenda zauważył, że w roku 1939 Polacy nie chcieli doprowadzić do powtórki historii z wieku XVIII. Zdaniem dyrektora lubelskiego oddziału IPN żądania Adolfa Hitlera były analogiczne do działań podejmowanych w XVIII wieku przez przyszłych zaborców.

– Doskonale zdawano sobie sprawę, że nie można iść na żadne układy – nawet na ścisły sojusz z Niemcami – dlatego że to będzie podporządkowanie, będzie to serwilizm wobec Niemców. Na taki pozwoliła sobie (…) Rzeczpospolita w wieku XVIII wobec Moskwy. (…) W XX wieku jesteśmy niepodlegli do ostatnich dni pokoju i nie godzimy się na żadne „dobroduszne” propozycje führera – zaznaczył historyk.

Polacy jako pierwsi w Europie zaczęli walkę z niemiecką ekspansją.

– Ani Austriacy nie walczyli z Niemcami o utrzymanie niezależności (…), ani Czesi (…). Dopiero Polacy 1 września powiedzieli, że nie da rady, że się nie zgadzają, że będą walczyć o wolność i doskonale zdawano sobie sprawę, że walczymy o wszystko, ale walczyliśmy w tym momencie nie tylko o wolną Polskę, ale i o wolną Europę – mówił gość „Rozmów niedokończonych”.

Do powtórki z XVIII wieku, a dokładniej z targowicy, doszło dopiero pod koniec II wojny światowej, kiedy to komuniści zaczęli kolaborować ze Związkiem Sowieckim, co później doprowadziło do uzależnienia powojennej Polski – już jako Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – od Kremla.

W tych trudnych czasach znów możemy zauważyć rolę Kościoła w budowaniu wspólnoty narodowej. Kościół przetrwał represje i prowadził pokojową walkę o wolność i polskość, kiedy walka zbrojna prowadzona przez Żołnierzy Niezłomnych została stłumiona. Dwiema wybitnymi postaciami, które przyczyniły się do kolejnego odzyskania niepodległości przez Polskę, są bł. prymas Stefan Wyszyński i św. Jan Paweł II. Wskazywali oni na nierozerwalny związek polskości z Kościołem.

Dr Robert Derewenda zauważył, że to właśnie dzięki Ewangelii doszliśmy do współczesnej polskiej suwerenności.

To, że polska tożsamość narodowa jest zbudowana na nauce Chrystusa, widać do dziś. Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, Polacy zdecydowali się na masową skalę pomagać napadniętym sąsiadom – nawet pomimo nierozliczonych bolesnych ran z przeszłości.

– To było naturalne dla nas, dlatego że nasza postawa w dużej mierze została ukształtowana przez Ewangelię – podkreślił historyk.

radiomaryja.pl

drukuj