fot. PAP/Tytus Żmijewski

D. Tarczyński o kandydaturze E. Kopacz na wiceprzewodniczącą PE: Potrzebujemy takiego zarządzania PE, który będzie bronić polskich spraw, będzie inicjował prawodawstwo, które ma na myśli Polskę, a nie realizowanie agendy niemieckiej bez słowa sprzeciwu

Gdybyśmy zapytali Polaków, aby wymienili przynajmniej jedną rzecz, jaką zrobiła Ewa Kopacz jako wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego (…), to zapewne w większości wszyscy mieliby potężny problem. Jako europoseł nie jestem w stanie wymienić jednej rzeczy. Myślę, że ciekawsze są kulisy tej decyzji, tego, do jakiej awantury doszło, bo pierwotnie proponowany był Andrzej Halicki z PO, gdzie odbyła się ogromna wojna i został on – kolokwialnie mówiąc – wycięty. Ewa Kopacz, która była i tyle wiemy o jej pracy, będzie nadal. My potrzebujemy takiego zarządzania Parlamentem Europejskim, który będzie bronić polskich spraw, będzie inicjował prawodawstwo, które ma na myśli i w opiece Polskę, a nie realizowanie agendy niemieckiej bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu – wskazał Dominik Tarczyński, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Europejska Partia Ludowa zaproponowała Ewę Kopacz jako kandydata na wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego. Poprzednia kadencja w Parlamencie Europejskim pokazała, że nie jest to osoba, która broni polskich spraw, a zezwala na wszystko, co proponują Niemcy.

Gdybyśmy zapytali Polaków, aby wymienili przynajmniej jedną rzecz, jaką zrobiła Ewa Kopacz jako wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, tzn. czy zaproponowała jakąś legislację, czy w debatach Parlamentu Europejskiego wyróżniła się czymś, co zrobiła dla Polski, to zapewne w większości wszyscy mieliby potężny problem. Jako europoseł nie jestem w stanie wymienić jednej rzeczy. Myślę, że ciekawsze są kulisy tej decyzji, tego, do jakiej awantury doszło, bo pierwotnie proponowany był Andrzej Halicki z PO, gdzie odbyła się ogromna wojna i został on – kolokwialnie mówiąc – wycięty. Ewa Kopacz, która była i tyle wiemy o jej pracy, będzie nadal. My potrzebujemy takiego zarządzania Parlamentem Europejskim, który będzie bronić polskich spraw, będzie inicjował prawodawstwo, które ma na myśli i w opiece Polskę, a nie realizowanie agendy niemieckiej bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu. Myślę, że możemy spodziewać się tego, co widzieliśmy w poprzedniej kadencji, czyli cichego przyzwolenia na wszystko, co Niemcy proponują – mówił Dominik Tarczyński.

Europoseł zauważył, że prawdopodobnie demokracja w Unii Europejskiej będzie wyglądać tak samo, jak wyglądała w poprzedniej kadencji.

Demokracja w Brukseli wygląda w ten sposób, że prezydium Parlamentu Europejskiego to głównie mainstream i nie zgodzili się na to, by przedstawiciel EKR był jednym z wiceprzewodniczących. Demokracja jest taka, że mają absolutną większość i nie ma nikogo, kto ma inne zdanie. Prof. Zdzisław Krasnodębski został odrzucony i nie mieliśmy żadnego przedstawiciela, więc taka demokracja, jaką ją rozumieją, myślę, że niewiele tutaj się zmieni – oznajmił Dominik Tarczyński.

Kształtuje się wygląd nowego Parlamentu Europejskiego. Jednym z kandydatów na przewodniczącą Komisji Europejskiej jest ponownie Ursula von der Leyen. Wiele europosłów nie popiera jej ponownego wyboru na to stanowisko.

Na pewno nie będzie tutaj żadnej rewolucji czy kontrrewolucji, dlatego że Europejska Partia Ludowa mówi o 190 mandatach. Z drugiej strony jako EKR mamy ponad 80 mandatów. Ciekawostką jest to, że głosowanie nad zatwierdzeniem Ursuli von der Leyen nie jest oczywiste. Tylko 80 procent członków Europejskiej Partii Ludowej poparło kandydaturę samej Ursuli von der Leyen, a więc ona we własnej partii ma ogromny problem. Zieloni nie chcą jej poprzeć, bo uważają, że jej polityka dotycząca Zielonego Ładu jest zbyt liberalna, a więc ta ekstrema lewicowa ma duże obawy. My oczywiście będziemy przeciw, a więc 350-370 mandatów to są siły, które mogą się przy tym głosowaniu przełamać i nie jestem przekonany czy Ursula von der Leyen będzie wybrana. Mam nadzieję, że nie – akcentował gość „Aktualności dnia”.

Przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej wskazują, że projekt „Tarcza Wschód” staje się faktem. W rzeczywistości oni co innego mówią, a co innego robią.

Oni co innego mówią, a co innego robią. Bardzo istotnym jest to, aby mówić, że kontyngenty żołnierzy nie mają nic wspólnego z dużym projektem „Tarczy Wschód”. Niemcy już powiedziały, iż nie zgodzą się na to, aby powstała tarcza wspierająca głównie Polskę czy kraje bałtyckie, bo Unia Europejska nie może się zadłużać. To jest śmieszny argument, biorąc pod uwagę pieniądze i sposób ich gospodarowania na różne ideologiczne projekty. Donald Tusk mówił o „Tarczy Wschód”, Niemcy natychmiast to zdementowali i powiedzieli, że nic z tego nie będzie. Nazywanie kontyngentów na granicy, pomimo że realizuje się i popiera politykę migracyjną, jest polityczną schizofrenią – stwierdził europoseł.

Całą rozmowę z Dominikiem Tarczyńskim można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj