„Jasełka Tradycyjne” – Ewangelia płynąca z Cieszyna
Dzieci w przebraniach baranków, małe i duże anioły, Maryja z Józefem i żywym „Dzieciątkiem”, tradycyjny strój cieszyński – to tylko niewielka część tego, co można zobaczyć podczas „Jasełek Tradycyjnych”, które już ponad 35 lat wystawiane są w Cieszynie. Zespół Teatralny Parafii św. Elżbiety pod czujnym okiem reżyser, s. Jadwigi Urszuli Wyrozumskiej, cieszyńskiej elżbietanki, wciąż bawi, uczy, ale przede wszystkim wzrusza i pobudza do refleksji.
Zaczynali zwyczajnie w prostej salce od jasełek wystawianych dla parafian, później trafili do zakonnego refektarza. Jednak s. Jadwiga chciała czegoś więcej. Kiedyś po obejrzeniu prezentowanych przez jakąś grupę cieszyńskich jasełek w teatrze – jak wspominała – nie mogła spać przez tydzień i wyobrażała sobie spektakl przedstawiający mękę Pana Jezusa. Wcześniej chciała jednak spróbować właśnie z jasełkami.
– Poszłam do teatru i porozmawiałam z dyrektorem. Przedstawiłam mu, jak bym to widziała i zgodził się. Pierwszy spektakl odbył się z nienumerowanymi biletami i tak od 1990 roku gramy na deskach teatru – przypomniała siostra reżyser.

fot. K. Kurowska i M. Buczek
Nadal – jak wspominała s. Jadwiga – odbywało się to w dość skromnych warunkach, ale za to od samego początku dopisała publiczność. Na pierwszy występ przyszło 1200 osób.
– Na scenie pojawiła się skromna stajenka, gdzie brązowy materiał zarysował jej stożkowy kształt z gwiazdą na szczycie, a biały materiał posłużył jako tło. Na scenie pojawiła się Maryja z Józefem i żywym „Dzieciątkiem”. Nigdy nie zapomnę, jak ludzie widząc tę scenę, wstali i przywitali Świętą Rodzinę brawami – ze wzruszeniem wspominała siostra zakonna.
Dodała, że ta sytuacja stała się bodźcem do tego, żeby zacząć działać na większą skalę, choć warunki nie były sprzyjające.
– Pierwsze kolędy nagrywaliśmy na kasety magnetofonowe. Jak coś nie poszło, to trzeba było przesunąć taśmę i zacząć nagrywać od nowa – z uśmiechem opowiadała s. Jadwiga.

fot. K. Kurowska i M. Buczek

fot. K. Kurowska i M. Buczek
Długo też siostra reżyser nie mogła znaleźć odpowiednich ludzi do współpracy, ale przy udziale Ducha Świętego – jak podkreśliła – na horyzoncie pojawił się dawny kolega, Piotr, jeszcze z czasów szkoły podstawowej. Był profesjonalnym muzykiem, profesorem na uniwersytecie.
– Zajął się on nowymi aranżacjami kolęd. Wtedy też sprzyjała nam technika, bo pojawiły się już pierwsze dyski, rejestratory, które bardzo ułatwiły pracę. Kolędy zostały nagrane przez profesjonalny czterogłosowy chór, który wyćwiczyłam. Następne nagrania posłużyły i służą nam do teraz, aby wzmocnić to, co dzieje się podczas występu na żywo – zaznaczyła.
Od tej pory wszystko nabrało rozpędu. Obecnie jest to widowisko, w którym występuje 150 aktorów-amatorów na profesjonalnie zbudowanej scenografii, z kostiumami i rekwizytami. Jednak tym, co wyróżniało i wyróżnia spektakl jest żywe dzieciątko, które gra Nowonarodzonego Jezusa. Choć obecnie w Polsce coraz częściej zdarza się, że w jasełkowej inscenizacji jest niemowlak, to przed laty oni byli jednymi z pierwszych, którzy wpadli na taki pomysł. Spektakl na przestrzeni lat został rozbudowany o kolejne sceny i o kolejnych bohaterów. Jak wspomniała s. Jadwiga, bywały takie lata, gdzie na scenie było kilkoro maluszków.
– Na jubileusz 25-lecia jasełek, który odbył się w 2011 roku, zostali zaproszeni wszyscy aktorzy, którzy wcielali się w rolę Dzieciątka. Było ich 98! Teraz ci, którzy grali Dzieciątko, są Józefami, a w żłóbku leży ich synek czy córka– wspominała reżyser.

fot. K. Kurowska i M. Buczek

fot. K. Kurowska i M. Buczek
Siostra Jadwiga to główny motor napędowy całego przedsięwzięcia. To ona pisze scenariusz i spaja wiele elementów. Dba o każdy szczegół, ale przede wszystkim zauważa człowieka. Podczas rozmowy wielokrotnie podkreślała, że gdyby nie ludzie wokół niej, to niczego by nie było. Docenia zaangażowanie, z uśmiechem wita kolejne dzieci i młodzież chcące wziąć czynny udział w przedsięwzięciu. Ta praca nauczyła ją pokory, ale też i stanowczości. Siostra w końcu musi pilnować porządku i umieć zarządzać sporą grupą aktorów w różnym wieku. Towarzyszą jej też współpracownicy, którzy od lat bez specjalnego zaproszenia przychodzą i pytają, co trzeba zrobić. Zaangażowane są całe rodziny.
– Kilkanaście lat temu z Mysłowic z grupą przyjechała dziewczyna Danusia i powiedziała do swojego proboszcza, że chciałaby kiedyś stanąć na tej scenie i wystąpić w jasełkach. Proboszcz powiedział mi o tym, więc ją zaprosiłam. Po przesłuchaniu zleciłam jej dwie solówki. Z czasem Danusia wyszła za mąż, ma trójkę dzieci i do tej pory, jak są próby, przyjeżdża z Mysłowic na nasze występy. Kiedy urodziła swoje dziecko zapytałam ją, czy chce zagrać Maryję, ale ona odmówiła i powiedziała, że chce śpiewać. Ona temu oddawała całą miłość. Nieraz bywało tak, że dzieci podczas występu niezaplanowanie podchodziły do niej, łapały ją za rękę albo wchodziły na nią, a ona dalej kontynuowała – opowiedziała s. Jadwiga.

fot. K. Kurowska i M. Buczek

fot. K. Kurowska i M. Buczek
Wyjaśniła, że aktorów i wszystkich zaangażowanych w to przedsięwzięcie łączy niesamowita więź.
– Ci ludzie są jak rodzina. Oni po występach odwiedzają się, spotykają się z okazji urodzin, imienin. Pomagają sobie nawzajem. Dzielą się tym, co mają – dodała.
Jasełka-w-Cieszynie-2014 r. 9 fot. K. Kurowska i M. Buczek
Cieszyńskie jasełka nie potrzebują reklamy. Bilety rozchodzą się jak „świeże bułeczki”, choć spektakl grany jest po kilkanaście razy. W tym roku planowanych jest 12 spektakli i już nie ma wolnych miejsc na widowni.
– Przyjeżdżają przedstawiciele władz państwowych, samorządowcy, politycy, biskupi, księża, profesorowie. Docierają do nas całymi autokarami. Są księża, którzy przywożą grupy po 180 osób. Ludzie przyjeżdżają z Polski, ale i z zagranicy – przypomniała reżyser.
Na listach rezerwowych są ludzie, którzy tylko czekają na telefon od s. Jadwigi, licząc, że ktoś zrezygnuje.

fot. K. Kurowska i M. Buczek
Dla cieszyńskiej elżbietanki jasełka to przede wszystkim możliwość ewangelizacji i budowania relacji. Jak podkreśliła s. Jadwiga Wyrozumska, na zakończenie każdego spektaklu mówi o tym, że teraz każdy z widzów idzie do swoich domów, pracy, szkoły, aby nieść tam Dobrą Nowinę o Chrystusie.
– Natomiast przed każdym spektaklem powtarzam tym, którzy przyszli zobaczyć widowisko, aby nie oczekiwali wielkiego aktorstwa, kunsztu, ale że mają się stać jednymi z pastuszków, aniołów, bo wszyscy jesteśmy na scenie – podsumowała siostra reżyser.
Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl



