Wypowiedź jak na zamówienie Steinbach

Z prof. Bogdanem Musiałem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie
Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wieloletnim pracownikiem naukowym w RFN,
rozmawia Mariusz Bober

Pełnomocnik premiera ds. dialogu międzynarodowego Władysław Bartoszewski
stwierdził w wywiadzie dla niemieckiej gazety "Die Welt", że podczas II wojny
światowej bardziej bał się polskich sąsiadów niż niemieckich żołnierzy.
Przyszłoby Panu wcześniej do głowy, że minister polskiego rządu może utrwalać
antypolskie stereotypy?

– Ważny jest kontekst wypowiedzi. Bartoszewski tłumaczy się, że z dwugodzinnej
rozmowy dziennikarz wybrał właśnie tę wypowiedź, która została wyakcentowana na
początku, a cały wywiad jest również krótki. To oznacza, że wypowiedzi
Władysława Bartoszewskiego zostały zaprezentowane bardzo selektywnie, według
klucza: jak Niemcy postrzegają Polskę. Błąd rządowego pełnomocnika polega na
tym, że albo nie autoryzował tego wywiadu, albo zrobił to niedbale. W takim
kontekście, jak to zostało zaprezentowane, ta wypowiedź brzmi skandalicznie!
Byłem wprost zszokowany po przeczytaniu jej!

Jak zostanie odebrana w Niemczech?
– "Die Welt" jest w Niemczech, a nawet poza nimi, gazetą opiniotwórczą. Osoby
nieprzychylne Polsce, jak np. Jan T. Gross, będą z całego wywiadu cytowały tylko
tę wypowiedź. A takich osób jest w świecie znacznie więcej. Tymczasem polska
historia jest niestety bardzo negatywnie przedstawiana na Zachodzie. Wpływ na to
miał m.in. film "Shoah" Claude´a Lanzmanna. Władysław Bartoszewski odnosi się do
niego krytycznie w wywiadzie. Obraz Lanzmanna był bardzo antypolski i
niesprawiedliwy, a niestety miał, i do dzisiaj ma, wpływ na kształtowanie na
Zachodzie wizerunku Polski. W efekcie jego zachodni widzowie ukształtowali sobie
obraz Polaków jako antysemitów, którzy współdziałali "na ochotnika" z nazistami
w mordowaniu Żydów. Dlatego wypowiedź Bartoszewskiego jest bardzo wygodna dla
środowiska niemieckich przesiedleńców, zwłaszcza szefowej ich związku Eriki
Steinbach, która wykorzystuje każdą okazję, by przedstawiać Polaków jako tych,
którzy "najpierw mordowali Żydów, a potem Niemców". W ten sposób powtarza
powszechne w Niemczech, także wśród elit rządzących, przekonanie, że Polaków
należy "reedukować" z tolerancji. Niemcy uważają bowiem nas za nacjonalistów i
twierdzą, że "nacjonalizm" i antysemityzm były przyczyną prześladowań Żydów i
"wypędzenia" Niemców. Wytworzono w ten sposób pewną zbitkę pojęciową, która jest
powszechnie akceptowana w Niemczech. W ten stereotyp wpisuje się feralna
wypowiedź Bartoszewskiego.

Sekretarz stanu w kancelarii premiera, współtworzący politykę zagraniczną
rządu, zwłaszcza wobec Niemiec, obowiązany jest dbać o interes narodowy Polski.
Minister Bartoszewski w poważny sposób sprzeniewierzył się obowiązkom urzędnika
państwowego.

– Taka wypowiedź przede wszystkim uderza w wizerunek Polski. Moim zdaniem,
Władysław Bartoszewski powinien teraz jakoś zareagować, prostując tę feralną
wypowiedź dla "Die Welt". Pełnomocnik rządu nie może sobie pozwolić na
"puszczenie" takiej wypowiedzi, zwłaszcza do czytelników krajów zachodnich, tym
bardziej Bartoszewski, który jest osobą niezwykle emocjonalną, zwłaszcza gdy
wypowiada się na tematy związane z Niemcami, które są najważniejszym sąsiadem
Polski.

W przeciwieństwie do władz naszego kraju Berlin prowadzi konsekwentną
politykę historyczną wobec Polski, relatywizując odpowiedzialność za II wojnę
światową.

– Rzeczywiście, obecny rząd Polski nie przedstawia spójnej polityki
historycznej. Od polityków należy oczekiwać, że będą prezentowali taką wizję.
Zarówno minister Bartoszewski, jak i szef MSZ Radosław Sikorski bardzo dobrze
wiedzą, jaki jest wizerunek Polski na Zachodzie – niezwykle dla nas krzywdzący.
Polska jako całość, jako społeczeństwo, była ofiarą II wojny światowej, a także
ofiarą późniejszej sytuacji, a więc powstania tzw. bloku wschodniego. Dlatego
władze powinny prowadzić spójną i przemyślaną politykę historyczną, opartą na
faktach! Aby zmienić ten wizerunek, trzeba wykorzystywać odpowiednie środki
przekazu, ale nie w ten sposób, jak zrobiono to niedawno z feralnym komiksem
mającym w zamierzeniu promować muzykę Fryderyka Chopina.

Z czego wynikają takie wpadki w polityce zagranicznej obecnych władz?
– Jest w Polsce pewna grupa ludzi, którzy mają konflikt interesów. Będąc
"produktem" systemu komunistycznego, nie potrafią się odciąć od PRL, dla nich
bardziej wygodne jest mówienie o "przestępstwach Polaków wobec Żydów". W ten
sposób odwracają uwagę od spraw dla nich niewygodnych, a więc właśnie ich
uwikłania we współpracę ze strukturami PRL. Przykładem tego zjawiska są także
niektórzy współpracownicy Władysława Bartoszewskiego. Bowiem to on właśnie
wypromował takie osoby jak Jan Barcz, były szef gabinetu politycznego
Bartoszewskiego [w okresie pełnienia przez niego funkcji szefa MSZ – red.]. To
właśnie Barcz, zarejestrowany jako kontakt operacyjny "Jaksa", był
wykorzystywany – za wynagrodzeniem – przez służby wywiadowcze PRL do
działalności operacyjnej zarówno wobec Polaków, jak i obcokrajowców. To również
on miał wpływ na opracowanie polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i
przyjaznej współpracy z 1991 roku. Tymczasem do kształtowania polskiej polityki,
nie tylko wobec Niemiec, potrzebni są eksperci, którzy znają Zachód i kierują
się interesem Polski. Tacy eksperci są i chętnie współpracowaliby dla dobra
kraju.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj