Litwa łamie prawa polskiej większości na Wileńszczyźnie

Z Waldemarem Tomaszewskim, szefem Akcji Wyborczej Polaków na Litwie i
posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Maciej Walaszczyk

W jaki sposób powinno się uszczelnić gwarancje przestrzegania praw Polaków
mieszkających na Litwie na poziomie instytucji europejskich i tworzonej przez
nie legislacji? Zarówno polsko-litewski traktat o dobrym sąsiedztwie, jak i
konwencja Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych są w tym państwie
łamane…

– Mamy sporo sygnałów, że prawa mniejszości polskiej na terenie Litwy, a
szczególnie na terenie Wileńszczyzny, nie są respektowane. Jest to tym bardziej
dziwne, że Polacy zamieszkują ten obszar od wieków, właściwie od zawsze. Stąd od
państw członkowskich Unii Europejskiej i od instytucji europejskich oczekujemy
większej aktywności na polu ochrony praw rdzennych mieszkańców Litwy.

Dlaczego Pan szczególnie akcentuje ten rdzenny charakter polskiej ludności?
– Ponieważ mówimy o autochtonach, a nie o imigrantach. A niestety te dwie tak
różne społeczności najczęściej wrzucane są do jednego worka, co komplikuje
sytuację. Podczas debaty z naszymi brytyjskimi kolegami musieliśmy wyjaśniać, że
Polacy na Wileńszczyźnie to jednak społeczność innego rodzaju niż imigranci z
Pakistanu w Londynie. Naszym celem jest więc ustalenie dla takich mniejszości
jak polska szerszych praw na zasadzie kryterium autochtoniczności – bo przecież
powodem dzisiejszych problemów nie jest zarobkowe przemieszczanie się ludności,
ale przemieszczanie granic wbrew ich woli. Dobrych przykładów załatwienia tych
spraw w Europie jest mnóstwo. Na przykład Szwedzi w Finlandii mają dość szeroką
autonomię, a ich język na terenach, gdzie mieszkają, jest językiem urzędowym.
Podobnie Austriacy we Włoszech…

…albo Niemcy w Polsce…
– …lub Białorusini i Litwini. W Polsce wszystkie mniejszości etniczne mają
zagwarantowane swoje prawa. Podobnie Kaszubi, którzy jako mniejszość słowiańska
posiadają prawo do używania swojego języka. W związku z tym dobrych przykładów,
z których można czerpać, jest sporo, i musimy teraz zrobić wszystko, by te
standardy zaczęły w końcu także na Litwie obowiązywać. By polska mniejszość na
Litwie, a w zasadzie polska większość na Wileńszczyźnie, miała zagwarantowane
swoje prawa.

Jakiego rodzaju aktywności, jeśli chodzi o instytucje europejskie, Pan
oczekuje? Litwa łamie prawa Polaków, mimo że jest krajem należącym do Unii
Europejskiej, która kwestie praw mniejszości – przynajmniej na poziomie
deklaratywnym – wysuwa na pierwszy plan.

– Temu służyła m.in. konferencja grupy Europejskich Konserwatystów i
Reformatorów w Wilnie. Należą do niej brytyjscy konserwatyści, którzy dziś
rządzą w Wielkiej Brytanii, jak również koledzy z czeskiej Obywatelskiej Partii
Demokratycznej (ODS), która jest tam partią rządzącą, a także Prawo i
Sprawiedliwość, największa partia opozycyjna w Polsce. Liczymy na to, że taka
dyskusja zostanie również podjęta w innych frakcjach parlamentarnych. Swego
czasu w Parlamencie Europejskim odbyła się dyskusja na temat języków
regionalnych. Mimo późnych godzin nocnych cieszyła się sporym zainteresowaniem.
Jest to temat bardzo ważny dla wielu państw i regionów. Liczymy więc na to, że
ten problem na Litwie zostanie w końcu pomyślnie rozwiązany, a pole konfliktu
złagodzone.

Czy działania podejmowane w ostatnim czasie przez władze polskie są
wystarczające, choćby wobec groźby wprowadzenia w życie ustawy oświatowej
prowadzącej do likwidacji polskich szkół na Litwie?

– Każde państwo powinno dbać o swoich byłych obywateli, których wyroki historii
wypchnęły poza granice kraju, którzy wbrew własnej woli znaleźli się poza
granicami Polski. Ostatnio państwo polskie zareagowało w sprawie ustawy
oświatowej dosyć stanowczo. W grudniu po raz pierwszy od 20 lat wystosowało do
władz Litwy notę dyplomatyczną, w której wyrażono obawę, że przyjęcie tej ustawy
będzie sprzeczne z polsko-litewskim traktatem o dobrym sąsiedztwie i współpracy
z 1994 roku, w którym mniejszościom narodowym: polskiej na Litwie i litewskiej w
Polsce, zagwarantowano nauczanie w języku ojczystym. Dlatego wprowadzenie
obowiązkowego nauczania dwujęzycznego będzie ewidentnym złamaniem tego traktatu.
Trzeba przyznać, że było to mocne działanie.

Akcja Wyborcza Polaków na Litwie przekształci się z partii narodowościowej w
regionalną?

– Nie będziemy jej przekształcali, bo życie odpowiednio skoryguje takie
zamierzenia. De facto nie jesteśmy partią narodowościową sensu stricto, ponieważ
z naszych list kandydowali nie tylko Polacy, ale również przedstawiciele
czterech innych narodowości, w tym Litwini. Na Wileńszczyźnie Polacy stanowią
większość, ale być może z biegiem czasu nazwa zostanie jakoś zmodyfikowana.

Jest szansa, że Polak będzie współrządził Wilnem, po ostatnim spektakularnym
sukcesie w wyborach samorządowych?

– Są na to wielkie szanse, ale nie dążymy do władzy za wszelką cenę. Chodzi nam
o realizację programu, a nie o zajmowanie stanowisk. Wiadomo, że udział we
władzy pomaga realizować cele i neutralizować zagrożenia, ale dobrze można też
pracować w opozycji. Wyborcy cenią nas właśnie za to, że do władzy nie dążymy za
wszelką cenę. I to się sprawdza. Mamy na dziś oferty współrządzenia w kilku
miejscach, ale na razie jest za wcześnie, by o tym mówić.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj