Rząd zapłaci za gaz?

Negocjowana między rządami Polski i Rosji umowa zwiększająca dostawy gazu
wzbudza obawy ekspertów w zakresie trybu jej uchwalania. Powstaje pytanie, czy
nie powinna ona być przed ratyfikacją zaakceptowana przez parlament i
prezydenta, skoro może pociągnąć za sobą znaczne wydatki dla budżetu państwa.

Umowa międzyrządowa dotycząca zwiększonych dostaw gazu do Polski z Rosji w
opinii Janusza Kowalskiego, członka Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w
Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, powinna być przeanalizowana przez
prawników konstytucjonalistów. Istnieje bowiem prawdopodobieństwo, że jej
ratyfikacja powinna być dokonana poprzez zgodę parlamentu wyrażoną w drodze
ustawy.
Potwierdza to dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu
Warszawskiego. – Parlament powinien ratyfikować umowę międzynarodową, w
szczególności taką, która m.in. dotyczy znacznego obciążenia państwa pod
względem finansowym, o czym mówi art. 89 Konstytucji – zauważa dr Piotrowski.
Zaznacza jednak, że aby móc to jednoznacznie ocenić, trzeba najpierw dokonać
analizy tej umowy i poznać jej postanowienia oraz obowiązki strony polskiej.
Polska negocjuje z Rosją aneks do porozumienia międzyrządowego z 1993 r.,
dotyczący zwiększenia dostaw gazu do 10,3 mld m sześc. rocznie i wydłużenia ich
do 2037 roku. Porozumienie będzie podstawą do zawierania kontraktów przez PGNiG,
które nie może podpisać kontraktu z Gazpromem, jeśli wcześniej nie będzie umowy
międzyrządowej.
Powstaje jednak pytanie, kto będzie płacił za gaz w przypadku, gdyby spółka
PGNiG z jakichś powodów nie była w stanie wywiązywać się ze swych zobowiązań.
Kowalski obawia się, że aneks będzie miał poważne konsekwencje finansowe dla
państwa. – W przypadku gdyby kontrakt nie był realizowany przez spółkę PGNiG, to
państwo polskie jest zobowiązane do odbioru gazu ziemnego – tłumaczy Kowalski.
Dodaje, że nie wiadomo, jak przez najbliższe 27 lat będzie się kształtować
pozycja PGNiG, która jest przecież spółka akcyjną. Rosjanie chcą mieć pewność,
że bez względu na okoliczności pieniądze za gaz im się należą. Standardem w UE
jest to, iż takie kontrakty nie są zawierane na szczeblu rządowym – żadne
państwo nie gwarantuje swoim autorytetem zakupu surowców energetycznych. – Czy
umowa na kilkadziesiąt miliardów dolarów zawierana na kilkadziesiąt lat może być
podpisywana poza kontrolą parlamentu i prezydenta? Czy rząd Donalda Tuska ma
prawo do zawierania ponad naszymi głowami tak ważnej umowy? – pyta ekspert.
Według dr. Przemysława Czarnka, konstytucjonalisty z KUL, przepisy o umowach
międzynarodowych w Konstytucji i ustawach dotyczą umów, których stroną jest
państwo polskie, jednak porozumienie rządowe z Rosją nie ma takiego charakteru.
– Negocjowana umowa międzyrządowa ma charakter źródła prawa wewnętrznie
obowiązującego i jest to umowa, która podlega zatwierdzeniu wyłącznie przez Radę
Ministrów. Ona nie jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego, nie wchodzi do
systemu prawnego RP. Dlatego to, co jest zapisane w umowie między rządem Polski
i Rosji, nie będzie obowiązywało kolejnych ekip, które będą mogły zawierać nowe
porozumienia – mówi, dodając, że każdy następny rząd będzie mógł prowadzić nowe
negocjacje z Rosją i zawierać porozumienia. Problem polega jednak na tym, iż
PGNiG, dostosowując się do tego porozumienia, będzie mogło zmienić warunki
zawartego już kontraktu i przykładowo skrócić czas jego obowiązywania tylko
wówczas, jeśli Gazprom na to się zgodzi.
Dlatego sytuacja, w której najpierw zawiera się polityczne porozumienie
międzyrządowe, a potem na jego podstawie kontrakt handlowy – jest zdaniem Piotra
Naimskiego, wiceministra gospodarki w latach 2005-2007 – kuriozalna i
niespotykana w krajach cywilizowanych.
 

Paweł Tunia

drukuj