Jak trzeba wychowywać młodzież


Nie chciej się posługiwać żadnym kłamstwem, albowiem trwanie w nim nie wyjdzie na dobre. (Syr 7, 13)

Rocznica wybuchu drugiej wojny światowej i związane z nią obchody wzbudzają wiele emocji, komentarzy, pytań o zachowania polityków. To naturalne, że społeczeństwo niepokoi się, gdy na własne oczy widzi próby manipulacji prawdą historyczną. Szczególnie istotne jest trwanie przy faktach w odniesieniu do młodego pokolenia, które przecież zdobywa wiedzę o przeszłości od świadków wydarzeń, historyków, z literatury i podręczników szkolnych.
Ludzie żyjący w czasach wojny odchodzą do wieczności, więc większa odpowiedzialność spada na badaczy historii i wszystkich mających wpływ na przekaz prawdy. Tymczasem zapowiedzi nowych reform w edukacji wcale nie napawają optymizmem. Pomysł, aby powszechne nauczanie historii zakończyć w piętnastym roku życia, a w programie nie przekraczać okresu zakończenia pierwszej wojny światowej, jest nie tylko zastanawiający, ale wręcz bulwersujący. Wiemy z doświadczenia, że pasje rozbudzone w młodzieńczym wieku mają ogromny wpływ na późniejszy rozwój i wybór życiowej drogi.
Wygaszanie zainteresowania historią oraz manipulacja w jej przekazie spowodują odcięcie przyszłego pokolenia od własnych korzeni, pozbawią dumy narodowej i zaowocują wydaniem ludzi, których obchodzi tylko teraźniejsze wygodne funkcjonowanie. Gdy dodatkowo weźmiemy pod uwagę rozbudzanie w młodych zmysłów przez propozycje stosowania „miękkich” narkotyków, propagowanie wczesnej inicjacji seksualnej z pozbawieniem odpowiedzialności za ewentualne poczęte życie i ogólne obniżenie wrażliwości na sprawy fundamentalne, jakimi są szacunek do życia, godność osoby, wiara i rozum, trzeba się liczyć z upadkiem cywilizacji łacińskiej. W miejsce wychowywania młodego pokolenia opartego na zdrowych i sprawdzonych zasadach wynikających z dorobku pokoleń wspaniałych nauczycieli i wychowawców proponuje się eksperymenty kojarzące się nieodparcie z badaniem zwierzęcych instynktów u ludzi. Nic zatem nie zdziwi nas po latach: ani związki jednopłciowe uważające siebie za małżeństwa, ani ilość uzależnionych od substancji psychoaktywnych, ani wzrastająca liczba samobójstw, ani powoływanie do życia sztucznie, kiedy i jak się chce, a w końcu pozbywanie się „zużytych” jak rękawiczki, nieprzydatnych ludzi pod pozorem czynienia im dobra. Czy można coś z tym zrobić? Oczywiście. Wymaga to zaangażowania, otwartości na problem, myślenia ku przyszłości wszystkich, od których w jakikolwiek sposób zależy przyszłość młodego pokolenia. Wpływ przeciętnego obywatela na jakość polityki kończy się na roztropnym zadysponowaniu swoim głosem wyborczym, dużo to i mało. Ale przecież to nie wszystko. Pozostaje jeszcze własna, codzienna praca w środowisku, za które jesteśmy odpowiedzialni. Młodzież naszą przyszłością – to naprawdę nie tylko slogan, to najważniejsze zadanie zwalniających miejsca dla następców.

Hanna Wujkowska

drukuj