Bezduszna technika i biznes

Prof. dr hab. n. med. Lu­dwi­ka Sa­dow­ska, kie­row­nik Sa­mo­dziel­nej Pra­cow­ni Re­ha­bi­li­ta­cji Roz­wo­jo­wej w Ka­te­drze Fi­zjo­te­ra­pii Aka­de­mii Me­dycz­nej we Wro­cła­wiu, pre­zes Od­dzia­łu Dol­no­ślą­skie­go Ka­to­lic­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Le­ka­rzy Pol­skich (KSLP)

Pro­ce­du­ry sztucz­ne­go za­płod­nie­nia, po­pu­lar­nie zwa­ne in vi­tro, nio­są ze so­bą sze­reg po­waż­nych za­strze­żeń na­tu­ry mo­ral­nej i zdro­wot­nej, a mi­mo to w Pol­sce roz­go­rza­ły dys­ku­sje nad moż­li­wo­ścią re­fun­do­wa­nia tej pro­ce­du­ry przez Na­ro­do­wy Fun­dusz Zdro­wia. Za­in­te­re­so­wa­nie in vi­tro sta­je się co­raz więk­sze, gdyż wiel­kie jest pra­gnie­nie po­sia­da­nia dziec­ka u bez­płod­nych mał­żon­ków. To­wa­rzy­szy te­mu jed­nak bez­kry­tycz­na i bez­re­flek­syj­na wia­ra w po­stęp tech­nicz­ny współ­cze­snej me­dy­cy­ny, na czym zbi­ja­ją po­tęż­ny ka­pi­tał ośrod­ki zaj­mu­ją­ce się sprze­da­żą te­go ro­dza­ju usług.


Pra­gnie­nie dziec­ka ze stro­ny mał­żon­ków jest czymś na­tu­ral­nym, po­nie­waż wy­ra­ża po­wo­ła­nie do ma­cie­rzyń­stwa i oj­co­stwa, któ­re mał­żon­ko­wie re­ali­zu­ją w pro­ce­sie pro­kre­acji, czy­li prze­ka­zy­wa­nia ży­cia, współ­pra­cu­jąc z Pa­nem Bo­giem – Daw­cą Ży­cia. Nie za­wsze ro­dzi­ce są w sta­nie zro­dzić po­tom­stwo, szcze­gól­nie wte­dy, gdy do­świad­cza­ją nie­płod­no­ści mał­żeń­skiej. Nie­płod­ność jest sta­nem, w któ­rym po ro­ku re­gu­lar­ne­go współ­ży­cia płcio­we­go bez sto­so­wa­nia środ­ków ogra­ni­cza­ją­cych płod­ność nie do­cho­dzi do po­czę­cia dziec­ka. Nie zna­czy to, że pa­ra nie mo­że po­cząć dziec­ka, ale jest to sy­gnał, jak mó­wi pro­fe­sor Bog­dan Cha­zan – gi­ne­ko­log po­łoż­nik z War­sza­wy, że na­le­ży roz­po­cząć po­stę­po­wa­nie le­kar­skie w ce­lu wy­ja­śnie­nia przy­czy­ny te­go sta­nu, aby okre­ślić czyn­ni­ki ry­zy­ka, któ­re sprzy­ja­ją „epi­de­mii nie­płod­no­ści”. Czy nie­płod­ne pa­ry mał­żeń­skie mo­gą sko­rzy­stać z tech­nik wspo­ma­ga­nej pro­kre­acji (ART), któ­re ce­chu­ją się in­wa­zyj­no­ścią, jed­nak nie le­czą nie­płod­no­ści, a sta­no­wią je­dy­nie obej­ście te­go pro­ble­mu? Pro­ce­du­ry sztucz­ne­go za­płod­nie­nia, po­pu­lar­nie zwa­ne in vi­tro, nio­są ze so­bą sze­reg po­waż­nych za­strze­żeń na­tu­ry mo­ral­nej, a mia­no­wi­cie:
1. In vi­tro go­dzi w po­sza­no­wa­nie em­brio­nu ludz­kie­go – czło­wie­ka na wcze­snym eta­pie ży­cia, po­mi­ja­jąc w ak­cie „stwór­czym” wo­lę Daw­cy Ży­cia, któ­ry jest jak­by „zmu­szo­ny” przez czło­wie­ka do dzia­ła­nia. To czło­wiek – le­karz w la­bo­ra­to­rium, usta­wia się w po­zy­cji daw­cy ży­cia.
2. Akt mał­żeń­ski – je­dy­ne miej­sce, w któ­rym po­win­no po­czy­nać się ży­cie ludz­kie, jest w przy­pad­ku in vi­tro cał­ko­wi­cie zi­gno­ro­wa­ne.
3. Do­cho­dzi do prze­stęp­stwa wzglę­dem po­wo­ła­nych do ży­cia em­brio­nów nad­licz­bo­wych, któ­re są za­mra­ża­ne wbrew so­bie. Nikt bo­wiem nie mo­że za­py­tać czło­wie­ka w fa­zie em­brio­nal­nej, czy ży­czy on so­bie być pod­da­nym eks­pe­ry­men­to­wi me­dycz­ne­mu. Nie zna­my przy­szło­ści tych em­brio­nów. Nie wie­my, czy po­zwo­li się im umrzeć, czy kie­dy­kol­wiek bę­dą mia­ły szan­sę roz­wi­nąć swe ży­cie i speł­nić wła­sne po­wo­ła­nie.
4. Pro­ce­du­ry in vi­tro nio­są ze so­bą sze­reg nie­bez­piecz­nych po­wi­kłań dla zdro­wia ro­dzi­ców i po­czę­tych w ten spo­sób dzie­ci. Eks­pe­ry­men­ty nie ma­ją na ce­lu le­cze­nia pod­mio­tu, a to jest sprzecz­ne z ko­dek­sem ety­ki le­kar­skiej i nie­zgod­ne z na­ucza­niem Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go.
Ist­nie­je pil­na po­trze­ba roz­po­wszech­nie­nia wśród le­ka­rzy rze­tel­nych ba­dań na­uko­wych, wska­zu­ją­cych na ry­zy­ko zdro­wot­ne po­pu­la­cji zwią­za­ne z roz­po­wszech­nie­niem me­tod wspo­ma­ga­nej pro­kre­acji. Sto­so­wa­nie tych tech­nik cha­rak­te­ry­zu­je się wy­so­kim pro­cen­tem nie­po­wo­dzeń. Do­ty­czy to za­rów­no sa­me­go mo­men­tu za­płod­nie­nia, jak też na­stęp­nej fa­zy roz­wo­ju em­brio­nu wy­sta­wio­ne­go na ry­zy­ko ry­chłej śmier­ci. Tyl­ko 15-20 proc. par, któ­re pod­da­ły się ta­kiej pro­ce­du­rze, zo­sta­nie ro­dzi­ca­mi. Pro­wa­dzo­ne od po­ło­wy lat 70. eks­pe­ry­men­ty z prze­nie­sie­niem em­brio­nu do ma­ci­cy koń­czy­ły się cią­żą po­za­ma­cicz­ną i do­pie­ro w 1978 r. na­ro­dzi­ło się pierw­sze dziec­ko z pro­bów­ki – Lo­uise Brown. Na­stęp­nym suk­ce­sem w roz­wo­ju tech­ni­ki by­ło opra­co­wa­nie hor­mo­nal­nej sty­mu­la­cji jaj­ni­ków i uzy­ska­nie do za­płod­nie­nia wie­lu ko­mó­rek płcio­wych jed­no­cze­śnie, co zwięk­szy­ło licz­bę uda­nych ciąż. Z te­go wy­ni­kła ko­niecz­ność za­mra­ża­nia tak uzy­ska­nych do­dat­ko­wo em­brio­nów. Nie jest zna­na licz­ba uzy­ska­nych em­brio­nów, któ­re są prze­cho­wy­wa­ne w nie­ko­rzyst­nym śro­do­wi­sku in vi­tro. Sza­cu­je się, że tyl­ko w sa­mych Sta­nach Zjed­no­czo­nych za­mro­żo­nych jest po­nad mi­lion em­brio­nów. Jed­nak za­le­d­wie 50 proc. prze­ży­wa roz­mra­ża­nie, a z tych, któ­re prze­ży­ją, mniej niż 20 proc. roz­wi­ja się w uda­nej cią­ży. Czę­sto nad­licz­bo­we em­brio­ny są za­bi­ja­ne lub wy­ko­rzy­sty­wa­ne do ho­dow­li tka­nek, rze­ko­mo słu­żą­cych po­stę­po­wi na­uki i me­dy­cy­ny, a w rze­czy­wi­sto­ści re­du­ku­ją­cych ży­cie ludz­kie je­dy­nie do ro­li ma­te­ria­łu bio­lo­gicz­ne­go, któ­rym moż­na swo­bod­nie dys­po­no­wać.
Me­ta­ana­li­za 15 nie­za­leż­nych ba­dań na­uko­wych, prze­pro­wa­dzo­na przez ame­ry­kań­skich na­ukow­ców, wy­ka­za­ła 2-krot­nie więk­szą śmier­tel­ność no­wo­rod­ków i 30-40-procentowe ry­zy­ko wy­stę­po­wa­nia wad wro­dzo­nych u dzie­ci po­czę­tych w wy­ni­ku in vi­tro niż po­czę­tych w spo­sób na­tu­ral­ny. Po­nad­to 51,3 proc. dzie­ci po­czę­tych w wy­ni­ku in vi­tro ro­dzi się z cią­ży mno­giej, 2-krot­nie czę­ściej wy­stę­pu­je cią­ża ek­to­picz­na i 6-krot­nie czę­ściej wy­stę­pu­je ło­ży­sko przo­du­ją­ce.
Ob­ser­wa­cje dzie­ci uro­dzo­nych w wy­ni­ku wy­ko­rzy­sta­nia pro­ce­du­ry in vi­tro wy­ka­za­ły 2,6-krot­ny wzrost ry­zy­ka uro­dze­nia dziec­ka z ni­ską ma­są cia­ła i o 60 proc. więk­sze ry­zy­ko uszko­dze­nia mó­zgu w po­sta­ci po­ra­że­nia mó­zgo­we­go, zaś dla em­brio­nów roz­mra­ża­nych aż 230 pro­cent. Gor­szy jest tak­że roz­wój fi­zycz­ny dzie­ci po­czę­tych in vi­tro oraz czę­ściej wy­stę­pu­ją u nich trud­no­ści wy­cho­waw­cze. Sza­cu­je się, że na świe­cie ży­je oko­ło 2 mi­lio­nów dzie­ci po­czę­tych in vi­tro, któ­re znaj­du­ją się w prze­dzia­le wie­ko­wym do 5. ro­ku ży­cia, w tym wie­le z nich zo­sta­ło po­czę­tych z uży­ciem ko­mó­rek ja­jo­wych daw­cy w wy­ni­ku „tech­nicz­ne­go cu­dzo­łó­stwa”.
Ry­zy­ko zdro­wot­ne po­pu­la­cji ko­biet pod­da­ją­cych się me­to­dom sztucz­ne­go wspo­ma­ga­nia pro­kre­acji nie jest do koń­ca okre­ślo­ne. Wia­do­mo na pod­sta­wie ana­li­zy prze­pro­wa­dzo­nej w wie­lu ośrod­kach eu­ro­pej­skich i w USA, że po­ja­wia­ją się po­wi­kła­nia w po­sta­ci za­bu­rzeń wy­ni­ka­ją­cych z hor­mo­nal­nej sty­mu­la­cji ja­jecz­ko­wa­nia, że wzra­sta licz­ba ciąż mno­gich, wzra­sta licz­ba cięć ce­sar­skich, u po­nad 40 proc. ko­biet pod­da­ją­cych się tym pro­ce­du­rom po­ja­wia­ją się za­bu­rze­nia emo­cjo­nal­ne i psy­chicz­ne, po­dob­ne jak w ze­spo­łach po­abor­cyj­nych.
W Pol­sce ist­nie­je 18 ośrod­ków wy­ko­nu­ją­cych pro­ce­du­ry in vi­tro, któ­re nie są kon­tro­lo­wa­ne pod wzglę­dem na­uko­wo­-ba­daw­czym ani fi­nan­so­wym ze wzglę­du na brak re­gu­la­cji praw­nych. Nie ist­nie­je tak­że rze­tel­na in­for­ma­cja o za­gro­że­niach zdro­wot­nych po­pu­la­cji ma­tek i dzie­ci tak po­czę­tych, po­nie­waż nie ist­nie­je ich re­je­stra­cja, gdyż ro­dzi­ce nie wy­ra­ża­ją na to zgo­dy. Co wię­cej, dys­ku­tu­je się na­wet nad moż­li­wo­ścią re­fun­do­wa­nia tej pro­ce­du­ry przez Na­ro­do­wy Fun­dusz Zdro­wia. Za­in­te­re­so­wa­nie in vi­tro sta­je się co­raz więk­sze, gdyż wiel­kie jest pra­gnie­nie po­sia­da­nia dziec­ka u bez­płod­nych mał­żon­ków, a tak­że bez­kry­tycz­na i bez­re­flek­syj­na wia­ra w po­stęp tech­nicz­ny współ­cze­snej me­dy­cy­ny, wresz­cie jest to ogrom­ne źró­dło do­cho­du i zwią­za­ny z tym mar­ke­ting sprze­da­wa­nych usług. Po pro­stu cho­dzi tu o wiel­ki biz­nes, któ­ry w tym wy­pad­ku roz­mi­ja się ze wszyst­ki­mi za­sa­da­mi ety­ki w ogól­no­ludz­kim po­stę­po­wa­niu.
W ob­li­czu tych ogrom­nych wąt­pli­wo­ści i za­strze­żeń na­tu­ry mo­ral­nej je­dy­nym lo­gicz­nym i upraw­nio­nym roz­wią­za­niem jest od­mo­wa le­ga­li­za­cji i re­fun­da­cji ze środ­ków pu­blicz­nych tych pro­ce­dur.

drukuj