Niemcy protestują przeciw reformom Merkel

Ponad 200 tys. osób (według oficjalnych danych) wyprowadziły w sobotę na ulice niemieckich miast związki zawodowe, protestując przeciwko polityce reform proponowanych przez rząd koalicyjny pod przewodnictwem Angeli Merkel. Związkowcy oskarżają rząd o rozdawanie przywilejów przedsiębiorcom i zapominanie o podstawach sprawiedliwości społecznej.
Największe demonstracje zorganizowano w Berlinie (ok. 80 tys. osób), Stuttgarcie (ok. 50 tys.), Dortmundzie (ok. 40 tys.), Frankfurcie nad Menem i Monachium (w tych ostatnich po kilkanaście tysięcy).
Ludzie odrzucają głównie proponowaną reformę w służbie zdrowia, w konsekwencji której ludzi najbiedniejszych, czyli coraz większej części społeczeństwa, nie będzie stać na leczenie. Protestujący odrzucają także propozycje późniejszego wieku przechodzenia na emeryturę (od 67 lat) i żądają godziwych wynagrodzeń, gdyż obecnie duża grupa społeczna otrzymuje „za dużo, aby umrzeć, i za mało, aby godnie przeżyć” – jak skandowali w Berlinie młodzi demonstranci z miejscowości Gotha.
Podczas centralnego wiecu w Stuttgarcie przewodniczący Federacji Niemieckich Związków Zawodowych (DGB) Michael Sommer stwierdził między innymi: – Radzę wielkiej koalicji, aby nie ignorowała ostrzeżeń płynących od społeczeństwa. Jeśli wdrażane przez rząd reformy będą naruszały zasady społecznej sprawiedliwości, ucierpi na tym niemiecka demokracja. Ostatnie zwycięstwo wyborcze nazistów [w minionych lokalnych wyborach członkowie neofaszystowskich partii dostali się do parlamentów w Meklemburgii, Brandenburgii i Saksonii – przyp. red.], rosnące rozczarowanie polityką i oddalanie się wyborców od dużych partii ludowych powinny być bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym dla polityków – dodał. Zdaniem Michaela Sommera, to właśnie błędna polityka gospodarcza obecnych władz prowadzi do wzrostu poparcia dla neonazistów.
Związki zawodowe, które zorganizowały sobotnie protesty, zapowiedziały, że jest to dopiero początek demonstracji i w najbliższym czasie akcja będzie powtórzona w całym kraju. Do ostrej krytyki polityki rządu dołączył zachowujący milczenie przez prawie rok były kanclerz Gerhard Schroeder, który w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” (wydanie dzisiejsze) zaatakował swoją następczynię, stwierdzając, że obecnie w Niemczech brakuje prawdziwego przywódcy.

Waldemar Maszewski, Hamburg
drukuj