fot. Robert Sobkowicz

Na co zgodził się Tusk

Ze Zbigniewem Ziobrą, posłem do Parlamentu Europejskiego, prezesem Solidarnej Polski, rozmawia Krzysztof Losz

Panie Prezesie, należy Pan do naj- ostrzejszych krytyków ostatniego unijnego szczytu energetycznego. Uważa Pan, że ten szczyt wydał wyrok na polski węgiel, czyli na polską energetykę. Z czego wynika tak surowa ocena?

– Jest to wyrok na polski węgiel i energetykę. Jednak przede wszystkim skazanie nas i naszych dzieci na radykalnie droższe rachunki za prąd. Decyzje, jakie zapadły na szczycie w Brukseli, są potężnym uderzeniem w polską gospodarkę, górnictwo i energetykę. Jest ona przecież oparta na węglu kamiennym i brunatnym. Tak więc Donald Tusk wbrew swoim publicznym deklaracjom, że chce „rehabilitować węgiel”, zdradził polskie górnictwo. Ta surowa ocena wynika wprost z analizy wyników brukselskiego spotkania przywódców krajów Unii Europejskiej. Premier zgodził się bowiem na zapis, że Unia Europejska do roku 2050 osiągnie redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery o 80-95 proc., a w międzyczasie 43 proc. redukcji CO2 do 2030. To oznacza, że Donald Tusk zgodził się na eliminację węgla jako źródła produkcji energii w Europie.

Ale produkcja energii z węgla kamiennego i brunatnego jest tańsza niż z innych surowców, więc wydaje się, że choćby z tego powodu węgiel długo będzie niezagrożony jako surowiec dla elektrowni.

– To może bardzo szybko się zmienić. W rozwiązaniach szczegółowych premier Tusk zgodził się na wprowadzenie nowego parapodatku, tzw. mechanizmu MSR. Obciąży on elektrownie węglowe i prąd przez nie produkowany znacznie podrożeje. To niestety efekt tego, że rząd nie pilnuje polskich interesów. Zamiast tego godzi się na decyzje, które służą gospodarkom bogatych państw.

Znowu bardzo surowo ocenia Pan premiera Donalda Tuska.

– Opieram się cały czas na faktach. W zachodniej Europie koncerny energetyczne wybudowały w ostatnim czasie kilkadziesiąt elektrowni gazowych. Kosztowały one przynajmniej 60 mld euro. To także z powodu planowanego rozwoju energetyki gazowej Niemcy zdecydowali się na wybudowanie razem z Rosją Gazociągu Północnego. Musieli przecież zabezpieczyć sobie dostawy surowca do turbin w elektrowniach gazowych. Jak na razie wszystkie takie inwestycje przynoszą ogromne straty, bo węgiel jest tańszy od gazu. I żeby tę sytuację zmienić, bogate kraje Unii Europejskiej wpadły na pomysł wprowadzenia dodatkowych opłat od węgla, takiego parapodatku. Po jego wprowadzeniu produkcja energii z węgla będzie droższa niż z gazu. Wówczas elektrownie gazowe należące do wielkich zachodnich koncernów zaczną przynosić zyski. Węglowe, w tym wszystkie działające w naszym kraju – straty. Sytuacja zmieni się więc o 180 stopni. Produkcja prądu z gazu będzie się opłacała bardziej niż z węgla. Tak więc Donald Tusk zgodził się na wprowadzenie sztucznego administracyjnego mechanizmu, który uderzy w polską energetykę, górnictwo, ale przede wszystkim w przemysł i zwykłych ludzi przez radykalnie droższe rachunki za prąd.

Premier odpiera Pana zarzuty. Przekonuje, że na unijnym szczycie nie zapadły żadne decyzje, że to dopiero nastąpi w przyszłości. Nie ma więc powodu do straszenia Polaków.

– To nieprawda. Uczestnicy szczytu podejmują ogólne, kierunkowe decyzje polityczne. One nadają impuls inicjatywom ustawodawczym Komisji Europejskiej. I właśnie takie decyzje w Brukseli zapadły. To prawda, że szczegóły ustalane są później, ale liczy się decyzja polityczna, tj. zgoda na konkretny kierunek zaostrzenia polityki klimatycznej (antywęglowej). A taką zgodę Donald Tusk wyraził.

Premier odpowiada, że przecież nie ma żadnej dyrektywy unijnej w tej materii.

– Premier oszukuje. Dyrektywa o europejskim handlu emisjami zostanie znowelizowana później. My nie będziemy mieli możliwości zawetowania jej zapisów, bo takie reguły panują przy ustalaniu unijnego prawa. Weto można było zgłosić tylko podczas szczytu. Skoro Tusk z prawa weta nie skorzystał, to zgodził się na nowe przepisy. Dyrektywa będzie tylko formalnością. Potwierdzeniem tego, co mówię, jest oświadczenie po przyjęciu konkluzji szczytu unijnej komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard. Komisarz nie kryła, że zapadły decyzje, które były zgodne z planami Komisji Europejskiej i uchwałami Parlamentu Europejskiego. A one mówiły właśnie o ogromnej redukcji emisji CO2 i nałożeniu dodatkowych ciężarów podatkowych na elektrownie węglowe. Gdy na szczycie w Brukseli te projekty przedstawiał szef KE José Barroso, szef polskiego rządu nie oponował. Tusk mówi, że dyrektywy nie ma. Tak, nie ma, bo jej opracowanie przełożono na czas po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chodzi bowiem o to, aby przed wyborami ludzie nie poznali szczegółów tych rozwiązań, bo mogłoby to wpłynąć na utratę przez Platformę Obywatelską znacznej części głosów.

Panie Pośle, czy jest jeszcze możliwość, aby tę sprawę odkręcić?

– Trzeba działać, póki nie ma jeszcze unijnej dyrektywy. Ale niestety większość państw jest zainteresowana uchwaleniem przepisów uderzających w elektrownie węglowe. Dlatego że mają turbiny gazowe i tańszy gaz lub elektrownie jądrowe i wodne. Premier powinien się jednak starać, aby ta kwestia wróciła pod obrady kolejnego szczytu unijnego. Wtedy trzeba podjąć próbę zmiany projektu pakietu energetycznego lub jego zawetowania. Choć będzie to niezwykle trudne, bo w UE raczej nie wraca się do już załatwionych spraw. Ale trzeba próbować. Brak takich działań będzie oznaczać jeszcze większe bezrobocie i większą emigrację w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj