Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Ojcowie ofiarni i marnotrawni

Szanowni Państwo!

Sukces ma  wielu ojców, klęska jest sierotą. Wprawdzie jeszcze nie wiadomo, czy zorganizowana przez grono działaczy Polonii Amerykańskiej 12 marca akcja odwiedzin biur kongresmanów na Kapitolu przyniesie sukces, czy też nie – ale sam fakt, że się odbyła sprawił, że objawiło się mnóstwo samozwańczych ojców tego wydarzenia. Przypomnijmy tedy, że na 11 marca zwołany został do Falls Church w Waszyngtonie zjazd działaczy Polonii z różnych stanów USA. Zgodnie z planem, 12 marca uczestnicy zjazdu mieli odwiedzić biura kongresmanów na Kapitolu i przekazać im udokumentowaną prośbę, by nie nadawali biegu ustawie HR 1226. Ustawa ta, 12 grudnia ubiegłego roku przyjęta przez Senat USA pod numerem 447, zobowiązywała sekretarza stanu, by w porozumieniu z organizacjami pozarządowymi, to znaczy – z żydowskimi organizacjami  przemysłu holokaustu w USA – monitorował realizowanie żydowskich roszczeń majątkowych przez kraje uczestniczące w roku 2009 w konferencji „Mienie ery holokaustu” w Terezinie i żeby dwa razy do roku składał Kongresowi sprawozdanie w tej sprawie. Najgroźniejszy jest punkt trzeci tej ustawy, stanowiący, że przychody z własności bezdziedzicznej mają być przeznaczone na wspieranie ocalałych z holokaustu, na finansowanie edukacji o holokauście i na inne cele. Wynika z tego, że własność bezdziedziczna, na przykład w Polsce, musiałaby zostać wyodrębniona, choćby po to, by było wiadomo, jakie przynosi przychody. Kiedy zaś zostałaby już wyodrębniona, musiałaby zostać oddana komuś w zarząd – choćby po to, by te przychody były rozdzielane zgodnie z dyspozycją punktu trzeciego ustawy. Nie trzeba specjalnej przenikliwości, by wiedzieć, że tym zarządcą byłoby jakieś gremium żydowskie. To zaś oznacza, że środowisko żydowskie zostałoby na terenie Polski obdarzone majątkiem wartości co najmniej 65 miliardów dolarów, a może nawet ponad 300 miliardów dolarów – bo taka  suma pojawiła się w liście skierowanym przez Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku do Ministerstwa Sprawiedliwości w Warszawie. To by oznaczało, że środowisko żydowskie z dnia na dzień zyskałoby w Polsce dominującą pozycję ekonomiczną, która natychmiast przełożyłaby się na dominującą pozycję społeczną i polityczną. W tej sytuacji grupa działaczy Polonii Amerykańskiej podjęła próbę zastopowania tej ustawy.

Początkowo wydawało się, że wszyscy są za – ale po odwiedzinach Stanów Zjednoczonych przez wiceministra spraw zagranicznych  Marka Magierowskiego, niektóre osobistości polonijne zaczęły mieć wątpliwości, czy warto przyjeżdżać na ten zjazd do Waszyngtonu i czy warto lobbować przeciwko tej ustawie. Pojawił się nawet dziwaczny pomysł, by nie sprzeciwiać się ustawie, a tylko wyłączyć spod jej działania Polskę – nie bardzo wiadomo na jakiej zasadzie, ponieważ w 2009 roku przewodniczący polskiej delegacji na konferencję w Terezinie Władysław Bartoszewski tamtejszą deklarację podpisał. W rezultacie tego zamieszania, w którym uczestniczył również prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej pan Frank Spula, do Waszyngtonu przyjechało znacznie mniej uczestników, niż początkowo się zapowiadało i wskutek tego 12 marca mogli odwiedzić tylko ponad 300 biur, a nie 435, jak początkowo zamierzali organizatorzy zjazdu. Warto przypomnieć, że akcję lobbowania przeciwko tej ustawie zainicjował jeszcze w grudniu pan Wojciech Jeśmian z Kalifornii. Warto też podkreślić, że polskie władze państwowe zachowują w tej sprawie podejrzane milczenie – jakby chciały wobec władz amerykańskich i żydowskich organizacji przemysłu holokaustu w USA stworzyć wrażenie, iż ta sprawa w ogóle ich nie obchodzi.

Kiedy waszyngtoński zjazd jednak się odbył, a uczestnicy odwiedzili ponad 300 biur kongresmanów, zaraz pojawiło się mnóstwo ojców tego – jeszcze nawet nie wiadomo, czy aby na pewno – sukcesu. Próbują się podpisywać pod nim również i ci, którzy po wizycie w USA wiceministra Magierowskiego, usiłowali tę akcję storpedować. Uczestnicy waszyngtońskiego zjazdu wiedzą, kto jak się zachowywał i jak było. Ta sytuacja pokazuje, że polityczna integracja Polonii Amerykańskiej nie jest zadaniem łatwym – również z powodu zagadkowego postępowania władz w Warszawie, które – podobnie jak to było za pierwszej komuny – nadal traktują Polonię Amerykańską instrumentalnie. Ale mimo tych wszystkich przeciwności, pierwszy krok został zrobiony i miejmy nadzieję, że okaże się korzystny dla Polski i dla narodu polskiego.

Stanisław Michalkiewicz

drukuj