Warszawa: z tablicy na Grobie Nieznanego Żołnierza zniknęli obrońcy Birczy

Tuż przed Świętem Niepodległości na Grobie Nieznanego Żołnierza odsłonięto tablicę z nazwami dwudziestu wsi i miasteczek, które dzielnie broniły się przed Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armią. Jeszcze 9 listopada na tablicy byli wyróżnieni także obrońcy Birczy, jednak następnego dnia tablicę podmieniono.

Do odsłonięcia tablicy doszło w przeddzień narodowego Święta Niepodległości. W obecności Ministra Obrony Narodowej dzielni Polacy z Wołynia, Lubelszczyzny i Małopolski wschodniej doczekali się godnego upamiętnienia. To oni bronili miejscowej ludności przed Ukraińcami, choć skala ludobójstwa dokonanego przez Ukraińską Powstańczą Armię i Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tak jest ogromna.

Do walk doszło także w Birczy. Miały tam miejsce trzy ważne walki z UPA, po których miasto zostało uratowane. Po stronie polskiej ataki banderowskie odpierali żołnierze frontowi z 17 Dywizji Piechoty, 9 Dywizji Piechoty i 12 Dywizji Piechoty oraz milicjanci – byli AK-owcy, którzy specjalnie wstąpili do MO, by bronić ludności. Żołnierze wcześniej walczyli z Niemcami, byli wśród nich kresowianie.

Obrońcy Birczy także początkowo byli wśród upamiętnionych na tablicy, jednak dzień po oficjalnym jej odsłonięciu, tablicę podmieniono na nową. Jak informuje ks. Tadeusz Isakowicz Zalewski, na nowej zabrakło już słowa o obrońcach Birczy, co potwierdzają zdjęcia zamieszczone w internecie. Pierwsze z 9, a drugie z 10 listopada.

Dr Jerzy Bukowski, historyk, podkreśla, że w tak ważnych kwestiach należy przeprowadzić szerokie konsultacje. Jednocześnie zaznacza, że żołnierze broniący miasta nie byli czekistami.

– W tej właśnie miejscowości, na którą wielokrotnie napadano, miały miejsce trzy ważne walki z upowcami, które uratowały miasto. Ci żołnierze broniący Birczy to wcale nie byli jacyś czekiści, to nie byli enkawudziści. Byli to głównie żołnierze frontowi z trzech dywizji piechoty oraz rzeczywiście milicjanci, ale ci, którzy wstąpili specjalnie do MO – a wcześniej byli w Armii Krajowej – aby bronić miejscowej ludności. Wcześniej zresztą walczyli z Niemcami. Sprawa jest więc bardzo przykra i zaskakująca – komentuje historyk.

Pytanie komu to przeszkadzało wciąż pozostaje otwarte. Według nieoficjalnych informacji, taka presja mogła mieć miejsce ze strony ukraińskiej.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj