fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] R. Proksa: Rozwój ekonomiczny kraju nie przekłada się na wzrost wynagrodzenia w oświacie

Niestety tzw. sukces ekonomiczny, rozwój ekonomiczny kraju, w ogóle nie przekłada się na wzrost wynagrodzenia w oświacie. (…) GUS ogłosił, że średnia wynagrodzenia w kraju to 4800 zł, a nauczyciel zarabia 2417 zł – mówił w sobotnim programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam Ryszard Proksa, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

Przed Ministerstwem Edukacji Narodowej w sobotę odbył się protest nauczycieli z NSZZ „Solidarność”. Niskie płace, niezadowalające podwyżki i niekorzystne zmiany w Karcie Nauczyciela – to główne zarzuty związkowców skierowane do minister Anny Zalewskiej [czytaj więcej].

– Protestujemy przede wszystkim ze względów ekonomicznych, czyli że bardzo mało zarabiamy. A jeszcze bardziej boli nas to, że wymyślono następny sposób, jak osłabić prestiż pracy nauczyciela. Nowy stopień, następny i jeszcze do tego wymagania tak kuriozalne i tak niesprawiedliwe, że środowisko oświatowe po prostu nie wytrzymało – powiedział Ryszard Proksa.

Gość TV Trwam podkreślił, że obecnie mamy cztery stopnie zawodowe awansu dla nauczyciela i jest to stażysta, nauczyciel kontraktowy, mianowany i dyplomowany.

– Po waloryzacji kwietniowej płaca minimalna ogłoszona przez rząd różni się od płacy zaczynającego nauczyciela o ok. 160 zł brutto. Tak jest po waloryzacji, więc następna waloryzacja, która będzie w styczniu, podniesie średnio – w zależności od stopnia awansu zawodowego – o ok. 150-180 zł. A gdzie ten tysiąc? – pytał przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

– Niestety tzw. sukces ekonomiczny, rozwój ekonomiczny kraju, w ogóle nie przekłada się na wzrost wynagrodzenia w oświacie. Najlepszy przykład to tzw. średnia płaca. GUS ogłosił, że teraz średnia wynagrodzenia w kraju to 4800 zł, a nauczyciel zaczynający ma 2417 zł, czyli połowę tej średniej. My już od 2013 r. alarmujemy, że udział płacy nauczycielskiej w tzw. średniej wzrostu gospodarczego wynagrodzenia dramatycznie spada. On spadł już prawie o 20 proc. Nie mówiąc, że siła nabywcza naszej płacy spadła już poniżej roku 2007 i jakoś nikt tego nie zauważa, że jednak ta grupa zawodowa jest pomijana w jakiś sposób w tym sukcesie ekonomicznym i w tych wynagrodzeniach – zaznaczył.  

Ryszard Proksa zwrócił uwagę, że  ministerstwo edukacji nie podjęło żadnych negocjacji z nauczycielami w sprawie wyższych wynagrodzeń.

– Tak naprawdę większość środowiska oświatowego – przynajmniej w tym roku – pogodziła się, że to będzie tylko te 5 proc. i tyle. Czarę goryczy przelało to rozporządzenie o wydłużeniu awansu zawodowego i o nowym sposobie oceniania. To jest ewenement w skali kraju. My nie mówmy, że mamy być nieoceniani, tylko w jaki sposób. Tak wygląda, jakby ten nauczyciel cały czas był niedouczony, nie wiedział co ma robić w tej szkole i mimo tych czterech awansów, po 15 latach teraz, nadal ma się cały czas wykazywać, że się doskonali, uczy i co najgorsze – za własne pieniądze – powiedział.

W ocenie rozmówcy tzw. „godziny karciane”, czyli darmowe godziny pracy nauczycieli, nie zostały zlikwidowane, tylko zlikwidowana została ich nazwa.

– Po naszych wielokrotnych interwencjach, gdzieś od roku może, zrobiono nowelizację, że nauczyciel za darmo nie może pracować w świetlicach i w kształceniu specjalnym. Natomiast nic nie jest powiedziane o zajęciach edukacyjnych w normalnych szkołach. Mamy przykłady i cały czas pani minister wysyłamy, że praca za darmo w polskiej szkole jest powszechna i to już nie dwie godziny, a czasem jeszcze więcej i nie ma żadnych ograniczeń prawnych. A pani minister twierdzi, że to zlikwidowała. Jesteśmy chyba jedynym zawodem w Polsce, jak nie w Europie, gdzie mamy w etacie wpisaną pracę edukacyjną, pracę za darmo – zauważył Ryszard Proksa.

Gość programu „Polski punkt widzenia” stwierdził, że w Polsce jest duża ilość nauczycieli i to rzeczywiście państwo kosztuje.

– Ta subwencja, którą rząd cały czas zwiększa i przelewa na konta samorządów w swoim algorytmie w ogóle nie widzi nauczyciela. Tam nie ma w ogóle płacy nauczycielskiej. Są przeróżne zadania, a nie ma nauczyciela. Stąd ta subwencja podlega takiemu wtórnemu jeszcze podziałowi przez samorządy. A najłatwiej jest zaoszczędzić na nauczycielach. (…) Ci nauczycieli wspomagający są, ale to jest koszt dla samorządów. Teraz samorząd robi wszystko, żeby jak najmniej wydać z własnych dochodów i zmieścić się w subwencji. Oczywiście jest to nierealne, musi dołożyć w obecnej sytuacji, zresztą tak mówi też ustawa o samorządzie – wskazał przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

RIRM

drukuj