fot. PAP/EPA

Rosja odpowiada na sankcje Zachodu

Rosja ogranicza import owoców, warzyw, mięsa i nabiału. Restrykcje obejmą Unię Europejską, USA, Australię, Kanadę i Norwegię. Rynki zareagowały bardzo nerwowo.

Skutki rosyjskich sankcji powoli odczuwa także polska gospodarka. Przyszłoroczny budżet będzie musiał być oparty na ostrożnych prognozach – przyznaje minister gospodarki Janusz Piechociński.

Rosja prze do konfrontacji i zamierza wystraszyć Zachód nakładając sankcje niemal na wszystko – poinformował premier Rosji Dmitrij Miedwiediew. Wcześniej prezydent Putin podpisał stosowny dekret.

– Rosja wprowadza całkowity zakaz importu wołowiny, wieprzowiny, owoców i warzyw, drobiu, ryb, sera, mleka i produktów mlecznych z krajów Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Australii, Kanady i Norwegii – poinformował premier Rosji Dmitrij Miedwiediew.

Działania Rosji oznaczają, że żadnych ustępstw w sprawie Ukrainy nie będzie. Moskwa najprawdopodobniej chce doprowadzić do tego, by farmerzy we Francji, czy Holandii zaczęli protestować i krytykować politykę Unii Europejskiej.

– Wreszcie wszyscy widzą czym jest Rosja, czym jest rynek rosyjski. To tym bardziej powinno pomóc w poważnym potraktowaniu tego problemu przez Unię – mówi Janusz Wojciechowski, europoseł PiS.

Blokując towary z unijnego rynku Rosja chce wywołać na nim duże zamieszanie. Najdotkliwiej odczuje je Polska gdyż do krajów trzecich możemy sprzedać najwyżej 20 proc. produkcji. Dla producentów to dramat, tym bardziej, że już narzekają na drastycznie niskie ceny. Sadownicy twierdzą wręcz, że na rynku przetwórców doszło do zmowy cenowej, bo wszyscy skupują owoce po cenach często niższych niż koszty ich wyprodukowania.

– Jeżeli ja mam porzeczkę i jeżeli ja ją sprzedaje po 30 gr. a produkcja mnie kosztuje od 80 gr. do 1 zł; skąd ja wezmę te pieniądze, żeby na następny rok kupić opryski, nawozy itd. – mówi Sławomir Wróbel, sadownik z Łosic.

Zakaz importu do Rosji dla innych krajów wspólnoty może utrudnić nasze starania o unijne rekompensaty – przestrzega minister rolnictwa Marek Sawicki. Według europosła PiS Janusza Wojciechowskiego jeśli resort rolnictwa szybko zareaguje, to nie będziemy na straconej pozycji.

– Te nasze jabłka, warzywa i owoce stanowiły dużą pulę tego europejskiego eksportu więc w tych rekompensatach będziemy mieli największy udział i o to trzeba jak najszybciej zabiegać – zaznacza Janusz Wojciechowski, europoseł PiS.

Z powodu embarga i konfliktu rosyjsko-ukraińskiego ucierpią nie tylko rolnicy, ale także firmy z innych branż.

– Widać wyraźnie, że przedsiębiorcy przemysłowi są zagubienie, niepewni, zdecydowanie lepiej radzą sobie giganty niż przedsiębiorstwa małe i średnie – ocenia prof. Elżbieta Adamowicz ze Szkoły Głównej Handlowej.

66 proc firm zamierza przygotować się na wypadek pogłębienia się kryzysu ukraińskiego –wynika z badania Delotitte.

– Trzeba przygotowywać plany awaryjne na wypadek negatywnego scenariusza, można się spodziewać, że część z tego negatywnego scenariusza już jest realizowana – zaznacza Krzysztof Pniewski, partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Według prognoz analityków wzrost gospodarczy w Polsce wyhamuje o ponad pół punktu procentowego PKB. To oznacza, że zgodnie z prognozami MG w tym roku polska gospodarka może liczyć co najwyżej na rozwój w tempie 2,7 proc., zamiast prognozowanych 3,3 proc. We wrześniu rząd musi skierować do sejmu ustawę budżetową na przyszły rok, ale – według Janusza Piechocińskiego – projekt trzeba będzie złożyć najpóźniej jak się da.

Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński wątpi czy polska gospodarka urośnie w 2015 roku o 3,8 proc. Dodatkowo słabnąca waluta – rubel – wyhamowuje polski eksport – zauważa europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.

– Dokonuje się głęboka dewaluacja waluty rosyjskiego rubla, w związku z tym import do tego kraju staje się o kilkanaście procent droższy – zaznacza Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.

Podobnie dzieje się z ukraińską hrywną. Ministerstwo Gospodarki wylicza, że łączny eksport z Polski na Ukrainę spadnie w tym roku o ponad 40 proc., a do Rosji o 20 proc.

Unijne sankcje wobec Rosji mają potrwać dwa lata, rosyjskie sankcje wobec Zachodu mają obowiązywać rok. Na razie skutki tej wojny handlowej bilansują się na same straty. Moskwa musi jednak wziąć także pod uwagę i to, że jeśli polskie firmy znajdą nabywców na rynkach trzecich wówczas nikt nie zaoferuje Rosjanom takich samych cen towarów jak przed wprowadzeniem embarga lecz znacznie wyższe.

TV Trwam News/RIRM


drukuj