Obrona kobiet?

Dzięki premierowi, który ostatnio zgłosił gorące chęci ratyfikowania Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, raz jeszcze możemy zobaczyć, iż Rada Europy to wehikuł, za pomocą którego prowadzi się kolejną, już chyba ostatnią światową rewolucję.

Tym razem twierdzi się, że owymi „ciemiężonymi” mieliby być nie „proletariusze wszystkich krajów” czy młodzież „dyskryminowana” seksualnie przez rodziców (jak uważali ideolodzy „rewolucji młodzieżowej” lat 60.), ale kobiety. Każda kobieta jakoby miałaby być „dyskryminowana” przez świat mężczyzn i powinna rewolucyjnym okiem spojrzeć także na swojego męża. Czytamy bowiem w tym dokumencie Rady Europy, że „przemoc wobec kobiet jest wyrazem historycznie nierównych relacji władzy między kobietami a mężczyznami, które doprowadziły do dominacji mężczyzn i dyskryminacji kobiet oraz stanęły na drodze do pełnego rozwoju kobiet”. Czyżby należało po męsku uderzyć się w piersi i – wzorem premiera – na kolanach, jak najszybciej i z zamkniętymi oczami nie tylko ratyfikować Konwencję RE z 2011 roku, ale i uznać się za krzywdziciela kobiet?
Chociaż Konwencja zdaje się nade wszystko dotyczyć kobiet, to jest najpierw gremialnym oskarżeniem świata mężczyzn. Czy jednak można się przyznać do nie swojej winy? Jak traktuje się własne córki, własną żonę i każdą inną kobietę, to z pewnością zależy od każdego z osobna mężczyzny. Nie widać powodów, aby przyjąć w tym zakresie jakąś determinację lub przymus, wyznaczone przez przynależność do świata mężczyzn. Niewątpliwe jest tylko to, że w tym świecie jest – może i obszerna – grupa kanibali traktujących kobiety jak konsumpcyjne mięso. Mają oni jednak – jak widzimy – spore grono oddanych wielbicielek, które raczej nasłałyby komornika na własnego męża i wtrąciłyby go do więzienia nawet pod zarzutem „molestowania własnych dzieci”, niż wyłączyłyby pilotem medialnego celebrytę-kanibala. Nawet niektóre polskie katoliczki przejęły się tymi wezwaniami do podejrzliwości wobec mężczyzn i gotowe są szczuć synów przeciwko ojcom w sprawach rozwodowych, jak to ostatnio, kolejny już raz, widzę niedaleko siebie. Nic zatem dziwnego, że św. Teresa ostrzegała spowiedników przed spowiedziami kobiet: nie tyle chodziło jej o to, aby kobiet nie spowiadać, ale aby nie tracić zdrowego rozsądku wobec dużo bardziej skomplikowanej psychiki kobiety. Własny ojciec to własny ojciec, własna matka to własna matka, własna żona to własna żona, a własny mąż to własny mąż. To są obiektywne fakty, z którymi zawsze i wszędzie należy się liczyć, nawet w dramatycznych sytuacjach kryzysu małżeńskiego. Z góry zatem wykluczone jest tu oskarżanie ojca przez dzieci, do czego jednak niekiedy sięgają podobno pokrzywdzone małżonki. Czyżby nie rozumiały, że ta metoda jakoby samoobrony jest ekstremalną formą przemocy także wobec własnych dzieci?
Inną formą jakoby obrony dobra kobiet przed bezlitosnymi mężczyznami raczy się nas na pewnym portalu internetowym w recenzji książki wydanej przez katolickie wydawnictwo („W Drodze”), a reklamowanej w TOK FM, porażającej wyjątkowo drastycznymi opisami poniżenia kobiet funkcjonujących w pornograficznym biznesie. Dosłowne opisywanie zwyrodniałej świadomości owych „biznesmenów”, ich klientów oraz kobiet, które zgadzają się służyć tym apetytom, zdaje się co najmniej nieporozumieniem… Tymczasem, aby dobrze wiedzieć, czym jest pornografia, nie należy z niej korzystać, tak jak dobra znajomość kałuży wymaga, aby do niej nie wchodzić. Pod hasłem i z intencjami walki o dobro kobiet prowadzi się zatem akcję właśnie poniżania i eksploatacji kobiet, dokładnie zatem tak samo jak w Konwencji RE.

drukuj