Żydzi w obronie Kościoła katolickiego

prof. Jerzy Robert Nowak

Żydzi występujący w obronie wiary chrześcijańskiej przeciw oszczerczym atakom należeli oczywiście do mniejszości wśród swoich współziomków i są na ogół skrzętnie przemilczani w rozlicznych wpływowych mediach sterowanych przez żydowskich nacjonalistów i antykatolików. Tym bardziej cenne byłoby więc przypomnienie o nich.

Niedawno z prawdziwym zaszokowaniem dowiedzieliśmy się, że tak poważna, zdawałoby się, instytucja izraelska jak Instytut Yad Vashem dopuściła się oburzającego zniesławienia postaci Ojca Świętego Piusa XII. Papież, który swymi interwencjami umożliwił uratowanie setek tysięcy Żydów, został oczerniony w tekście wyeksponowanym na specjalnej tablicy w Muzeum Instytutu Yad Vashem (por. „Watykan: Yad Yashem obraża uczucia chrześcijan”, „Rzeczpospolita”, 13 kwietnia 2007 r.). Niestety, była to tylko jedna z wielu tego typu akcji szkalujących Papieży, Kościół katolicki i religię chrześcijańską. Akcji inicjowanych przez niektóre bardzo wpływowe środowiska żydowskie. Ileż to razy z ich strony w Izraelu, Stanach Zjednoczonych i gdzie indziej dopuszczano się prowokacyjnych wręcz działań dla zafałszowania historii w duchu antychrześcijańskim. Przytoczę tu parę jakże typowych przykładów tego typu oszczerczych uogólnień.

Konserwatywny rabin amerykański Eliezer Berkovits w książce „Faith after the Holocaust” („Wiara po holokauście”, New York 1973, s. 14) posunął się aż do stwierdzenia: „Nie potrzeba marnować wiele słów na Kościoły w Niemczech i w okupowanej Polsce, Słowacji i na Węgrzech. Były one poniżej wszelkiego możliwego krytycyzmu. One były faktycznymi wspólnikami nazistów” (They were actual accomplices of the Nazis). W innej książce żydowskiego autora „Christian Response to Holocaust” („Chrześcijańska odpowiedź na holokaust”) można było spotkać skrajnie oszczercze zdania: „W szczególności katolicka ludność we wszystkich krajach okupowanych przez Niemcy mordowała Żydów bez litości, zachęcana przez swych księży. Polacy, Litwini, Austriacy, Chorwaci, Słowacy i Węgrzy byli wszyscy fanatycznymi katolikami i wszyscy mieli nienasycony apetyt na żydowską krew. Te okrutne pytony polski kler podjudzał po upadku nazistów do pogromów tych Żydów, którzy cudem przeżyli”. Zwróćmy uwagę, że autor oszczerczej książki wymienia Polaków na pierwszym miejscu wśród tych, którzy mordowali Żydów, że wymyśla ohydne kłamstwo o polskich księżach, którzy rzekomo zachęcali do mordowania Żydów.

Dodajmy tu, że właśni Kościół katolicki w Polsce padł ofiarą szczególnie haniebnych oszczerczych kampanii ze strony niektórych środowisk żydowskich, w tym najskrajniejszej sławetnej prowokacji rabina A. Weissa przed klasztorem Karmelitanek w Oświęcimiu.

Szczególnie obrzydliwe były różne próby szkalowania wielkiego Papieża Polaka Jana Pawła II. Szkalowania Ojca Świętego, który w czasie swojego pontyfikatu stał się symbolem ogromnych, niestrudzonych wysiłków dla rozwoju dialogu między chrześcijaństwem a judaizmem. Mimo to nie zabrakło nawet przeciw niemu oskarżeń ze strony niektórych fanatycznych kręgów żydowskich. W „Le Monde” z 9 września 1989 r. pisano, że „Papież Jan Paweł II jest podejrzewany o to, że udziela poparcia tej części katolickiej ludności polskiej, która pozostała antysemicka”. Niektóre organizacje żydowskie uznały kanonizowanie przez Jana Pawła II Edyty Stein, słynnej niemieckiej Żydówki, nawróconej na wiarę chrześcijańską i zagazowanej w Brzezince za próbę „zawłaszczenia holokaustu”. Po Mszy św. odprawionej przez Ojca Świętego na miejscu kaźni w Brzezince i wzniesieniu krzyża w Oświęcimiu, w niektórych środowiskach żydowskich uznano Papieża za „przywódcę katolickiego spisku”, mającego na celu „chrystianizację” obozów śmierci. Z niebywale skrajną opinią wystąpił w 1988 r. znany żydowski pisarz i filozof Elie Wiesel, laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Wiesel pozwolił sobie na stwierdzenie: „Urządzając pielgrzymkę do obozu i zaznaczając śmierć o. Kolbe, Papież zdaje się jeszcze raz umniejszać śmierć bezimiennych Żydów, którzy tam umarli”.

W wydanej w 1991 r. żydowskiej książce o sporze wokół klasztoru w Auschwitz zaatakowano Jana Pawła II za rzekomą „truciznę” w jego słowach (por. „The Auschwitz Convent Controversy”, ed. C.Z. Rittner i J.K. Rath, New York 1991, s. 1). Zarzucono Papieżowi, jakoby w kazaniu z sierpnia 1989 r. „deprecjonował znaczenie judaizmu” (tamże, s. 4). W czasie Świąt Wielkanocy 1991 r. doszło do szczególnie plugawego ataku na postać Ojca Świętego ze strony żydowskich ekstremistów. Przygotowali oni rozrzucaną w Brooklynie i Queensic obrzydliwą ulotkę głoszącą, że „Jan Paweł II jest byłym katolickim nazistowskim zbrodniarzem wojennym”. Tak głosił napis tuż pod zdjęciem Jana Pawła II zamieszczonym na pierwszej stronie kilkustronicowej ulotki. Jeszcze w lutym 2000 r. Arthur Herzberg, wpływowy rabin i historyk, „wezwał mieszkańców Izraela do nieuczestniczenia w Mszach Świętych mających się odbywać podczas zbliżającej się wizyty w Izraelu, dopóki Papież nie wyjaśni, co robił jako ksiądz w Polsce podczas II wojny światowej, gdy społeczność żydowska była masakrowana przez nazistów”. Plakaty naklejane przez ultraortodoksyjnych Żydów w okolicach Jerozolimy (28 lutego) nazywały Ojca Świętego „złem” i obiecywały, że jego pielgrzymce do Ziemi Świętej pomiędzy 21-23 marca będą towarzyszyć niepokoje (wg prof. I.C. Pogonowskiego: Antypolski talk-show, „Nasza Polska” z 13 listopada 2001 r.).

W marcu 2001 r. doszło do jednego z najbardziej niegodnych ataków na Ojca Świętego i Polaków w wystąpieniu rabina Mordechaja Friedmana, członka Amerykańskiej Rady Rabinów. W czasie audycji telewizyjnej nadawanej w Nowym Jorku rabin Friedman nazwał Jana Pawła II „głupim Polakiem” i zaapelował do Żydów z nowojorskiej metropolii, by „nie zatrudniali antysemickich Polaków i Polek. Ani jako służące, ani jako niańki, ani jako sprzątaczki… ani w żadnych firmach budowlanych”. Zwracając się do żydowskich lekarzy, prawników, dentystów i księgowych, rabin Friedman powiedział: „Bojkotujcie tych polskich antysemitów. Nie udzielajcie im żadnej pomocy. I tak każdy z nich pójdzie do piekła” (cyt. za: „Głos” z 31 marca 2001 r.).

Niestety, również w Polsce nierzadko dochodziło do antykatolickich wyskoków w publikacjach niektórych przedstawicieli środowisk żydowskich od Jerzego Urbana i Aliny Całej po Dawida Warszawskiego i Adama Michnika. Ileż razy oczerniano najpiękniejsze postacie Kościoła katolickiego w Polsce od Prymasa Augusta Hlonda i Prymasa Stefana Wyszyńskiego, po ojca Kolbego czy związanych z Kościołem ludzi świeckich typu pisarki Zofia Kossak. Te ataki ze strony części środowisk żydowskich na postacie drogie wierzącym Polakom powodowały narastanie wśród jakże wielu z nich tak bardzo zrozumiałego rozgoryczenia. Bywało jednak i tak, że powtarzające się oszczercze antykatolickie uogólnienia ze strony niektórych żydowskich publicystów prowadziły do ukształtowania niepotrzebnych, jakże szkodliwych uogólnień. Niektórzy dowiadując się o ciągłych atakach na Kościół katolicki i religię chrześcijańską ze strony pewnych żydowskich autorów, skłonni byli fałszywie oceniać całą społeczność żydowską jako antychrześcijańską i podawać w wątpliwość uczciwość wszystkich Żydów w ich zachowaniu wobec Kościoła katolickiego. W poniższym tekście chciałbym przeciwstawić się tym nieprawdziwym generalizacjom, pokazując postacie tych Żydów, którzy potrafili bronić Kościoła katolickiego i religii chrześcijańskiej przed oszczerstwami swych współrodaków. Niektórzy z tych Żydów stali się nawet duchownymi katolickimi dzięki nawróceniu i żarliwej wierze.

Patriotyczny kapłan, brat krwiożerczego bolszewika

Jedną z najpiękniejszych i tak niegodnie przemilczanych postaci polskich patriotów żydowskiego pochodzenia był ks. Julian Unszlicht. Odegrał on wielką rolę w walce przeciwko negującym ideę niepodległości Polski żydowskim „internacjonalistom” z SDKPiL na czele z Różą Luksemburg, występując w dwóch obszernych książkach przeciwko ich poglądom i działalności. Początkowo sam Julian Unszlicht działał przez kilka lat w SDKPiL. Stopniowo jednak całkowicie zniechęcił się do tej partii, z rosnącym oburzeniem obserwując negatywny stosunek Róży Luksemburg i jej otoczenia do sprawy niepodległości Polski. Unszlicht był człowiekiem o bardzo wysokich standardach moralnych. Tym bardziej nie mógł się więc pogodzić z tym, co uznał za skrajną niewdzięczność części Żydów wobec Polski jako kraju, który udzielił na swym terytorium schronienia prześladowanym Żydom z całej Europy w jednym z najtrudniejszych okresów żydowskiej historii. Unszlicht szczególnie ostro piętnował postępowanie części Żydów, którzy przybyli z Rosji, tzw. litwaków, uleganie przez nich nastrojom prorosyjskim i antypolskim. Nazywał ich „litwacką Targowicą” zagrażającą Polsce. W 1911 r. Unszlicht opublikował w Krakowie obszerną książkę poświęconą obronie Polski i polskości przed żydowskim nacjonalizmem litwaków z SDKPiL pt. „Socjallitwactwo w Polsce”. Pisał w niej bez ogródek: „Utrwalić najazd moskiewski – co prawda „zdemokratyzowany” w Polsce, oto obiektywny cel nacjonalizmu żydowskiego u nas. Przykryć to wszystko frazesem „socjalistyczny” – oto sposób otumanienia umysłów robotników polskich, aby przy ich pomocy dobić „trupa” znienawidzonej Polski i na nim organizację żydowską „narodową” wybudować. Czas wielki, aby wreszcie przeciwko tej zgubnej i rozszalałej furii antypolskiej bankrutującego socjallitwactwa ostro i energicznie zareagowały szerokie masy żydostwa, którego żywotne interesy są narażone na szwank (…). W ten sposób najlepiej żydostwo się przysłuży wspólnej Ojczyźnie – Polsce, która zawsze mu przytułek i gościnność dawała w najgorszych chwilach tego istnienia. (…) Nie, my nie możemy być spokojni, póki w naszych szeregach czai się zdrada, póki za naszymi plecami z najazdem moskiewskim przeciwko wyzwoleniu Polski spiskuje litwacka Targowica (…).

W 1912 r. Julian Unszlicht wydał w Krakowie kolejną, prawie 400-stronicową książkę demaskującą antypolskie knowania Żydów-litwaków pt. „O pogromie ludu polskiego (Rola socjallitwactwa w niedawnej rewolucji)”. Szczególnie ostro potępił tam nieodpowiedzialne działania przywódców SDKPiL nawołujących polskich robotników do udziału w takich manifestacjach, którym z góry groziło krwawe rozbicie przez oddziały carskiej armii lub żandarmerii. To lekkomyślne popychanie robotników polskich pod kule w imię politycznych celów SDKPiL Unszlicht nazwał prowokowaniem „pogromów ludu polskiego”. Przestrzegając przed lekceważeniem knowań Żydów-litwaków przeciw Polsce, Unszlicht pisał: „Poezja romantyczna nazwała Polskę Chrystusem narodów. I w rzeczy samej żaden w dziejach ludzkości naród nie przeszedł takiej martyrologii na własnej ziemi i żaden nie okazał się tak naiwnie szlachetny w stosunku do swych wrogów i prześladowców” (por. J. Unszlicht, O pogromie, s. 373).

Broniący z taką energią polskości Julian Unszlicht przeszedł na wiarę katolicką i stał się jednym z jej najżarliwszych wyznawców. Odpowiedział na powołanie do stanu duchownego i został kapłanem. Był to szczególnie wymowny kontrast w porównaniu do drogi życiowej jego brata – Józefa Unszlichta, jednego z najbardziej krwiożerczych bolszewików, zastępcy szefa osławionej Czeka – Feliksa Dzierżyńskiego. Przypomnijmy, że tenże Józef Unszlicht w 1920 r. wraz z Dzierżyńskim, Konem i Marchlewskim utworzył samozwańczy pseudorząd prosowiecki w Białymstoku. Pełnił później szereg kierowniczych funkcji w bolszewickiej Rosji aż do stracenia w stalinowskich czystkach w 1938 roku. Sam ks. Julian Unszlicht w ostatnich dziesięcioleciach swego życia pracował jako pełen poświęcenia kapelan w ośrodku emigracyjnym wśród polskich pracowników we Francji. W 1936 r. ks. Unszlicht wydał w Paryżu wybór kazań dla wychodźców. W jednym z kazań wyrażał podziękowania dla Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Korony Polskiej, za ocalenie Narodu Polskiego pod Warszawą od „azjatyckich hord bolszewickich” (por. ks. J. Unszlicht, Kazania dla wychodźców na niedziele i święta, Paryż 1936, s. 34). Przypomnijmy, że na czele tych „azjatyckich hord” szedł m.in. jego brat Józef.


Od Hirszfelda do Lichtena


Wśród najpiękniejszych postaci patriotów polskich pochodzenia żydowskiego, którzy przeszli na katolicyzm i byli żarliwymi obrońcami tej wiary, warto wymienić słynnego lekarza prof. Ludwika Hirszfelda. Trudno nie ubolewać z powodu obecnego wyraźnego świadomego przemilczenia jego opublikowanej po raz pierwszy tuż po wojnie i później parokrotnie wznawianej autobiograficznej „Historii jednego życia”. Książka ta jest nieprzypadkowo przemilczana dziś przez cenzorów z kręgu myślenia „poprawnego politycznie”. „Historia jednego życia” Hirszfelda była bowiem gorącym wyznaniem wiary w polskość, a zarazem zawierała wiele krytycznych uwag o „masach żydowskich fanatyków”, niechętnych polskości, piętnowała skrajną „nieodwzajemnioną miłość” Żydów do Niemców. Warto przypomnieć, że w rzadko dziś przywoływanym liście do Jerzego Borejszy z 27 października 1947 r. Hirszfeld ubolewał, iż „nacjonaliści żydowscy nienawidzą Polaków więcej niż Niemców i że świadomie idą w kierunku proniemieckim. Tak jak zresztą to przewidziałem w swojej książce (…). Jeśli nie podkreślam tych spraw publicznie, to dlatego tylko, by Żydom nie szkodzić i nie pogłębiać przepaści, którą kopie nacjonalizm żydowski pomiędzy Żydami i Polakami” (cyt. za: B. Fijałkowska, Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce, Olsztyn 1995, s. 139).

Gorący polski patriotyzm i katolicyzm Hirszfelda narażał go niejednokrotnie na niechęć ze strony sporej części jego żydowskich współziomków. Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku, w wiele lat po śmierci Hirszfelda oczerniono go w książce Anki Grupińskiej „Ciągle po kole”. Nieżyjąca już dziś lekarka dr Alina Blady-Szwajgier zarzuciła bezpodstawnie prof. Hirszfeldowi, że „(…) sam Hirszfeld wychrzcił się tylko i wyłącznie dla kariery. Był to uczony światowej sławy i chciał zostać dyrektorem Zakładu Higieny. Powiedziano mu wyraźnie, że dyrektorem Zakładu Higieny może zostać tylko rzymski katolik”. Ostro zaprotestowała przeciwko temu pomówieniu siostrzenica prof. L. Hirszfelda Joanna Belin, pisząc w liście do „Gazety Wyborczej” (nr z 21 sierpnia 2000 r.): „Jego chrzest nie miał najmniejszego związku ze sprawą zarządzania Zakładem Higieny.

Ludwik Hirszfeld przyjął chrzest, gdy po odzyskaniu niepodległości postanowił wrócić do Kraju. Był wielkim polskim patriotą, namiętnie przywiązanym do polskiej kultury. Uważał, że katolicyzm jest nieodłączną częścią tej kultury – i to był dla niego, jak mniemam, motyw decydujący. Złożona jest psychika ludzka. Smuci mnie, że sprowadza się ją do kilku uproszczonych schematów. Czy człowiek nie ma prawa wybierać ze skarbów duchowych otaczającego go świata tego, co mu odpowiada?”.

Nader ciekawa była droga do katolicyzmu wybitnego pisarza, poety i dramaturga żydowskiego pochodzenia Romana Brandstaettera. Przed drugą wojną światową wyraźnie sympatyzował z syjonizmem, a w jego publicystyce pojawiały się nawet wątki antychrześcijańskie. Rzecz zadziwiająca – przeżył nawrócenie na katolicyzm w czasie wojny, mieszkając wśród Żydów w Jerozolimie. Było to już w czasie, gdy czuł się strasznie wypalony wewnętrznie, po opuszczeniu przez żonę i po otrzymaniu wiadomości o zamordowaniu jego rodziców w komorze gazowej. Po nawróceniu napisał liczne utwory o tematyce chrześcijańskiej, m.in. „Kroniki Asyżu”, „Pieśń o moim Chrystusie” i słynną tetralogię powieściową „Jezus z Nazaretu”, przetłumaczoną m.in. na języki niemiecki i włoski.

Wielokrotnie występował ze zdecydowaną obroną Polaków i Kościoła katolickiego historyk i publicysta Józef Lichten. Głośny stał się jego list otwarty do autora scenariusza filmu „Holocaust” Geralda Greena z 24 czerwca 1978 r. protestujący przeciw antypolskim fałszom historycznym w tym filmie (m.in. ukazania rzekomego udziału polskich żołnierzy w rogatywkach z orzełkami w mordowaniu Żydów wspólnie z SS w warszawskim getcie w 1943 r.). Lichten z oburzeniem krytykował „zaniedbanie” przez Greena wniknięcia w historię stosunków polsko-żydowskich, jego niewiedzę o tym, że „(…) przecież, kiedy tak zwane zachodnie cywilizowane narody wygnały Żydów ze swych krajów, to właśnie Polska ich przyjęła”. W 1986 r. Lichten stanowczo wystąpił w obronie sióstr karmelitanek w Oświęcimiu, stwierdzając, że ich modlitwa nie przeszkadza nikomu, a decyzja o założeniu klasztoru w Oświęcimiu „musi zasługiwać na szacunek”. Lichten był inicjatorem pierwszego po 1945 r. dialogu katolicko-żydowskiego w USA. W latach 1963-1965 reprezentował żydowską Ligę Antydefamacyjną na sesjach II Soboru Watykańskiego. W sierpniu 1986 r. Lichtena odznaczono najwyższym wyróżnieniem w Watykanie – został rycerzem Komandorem Orderu Papieża Grzegorza Wielkiego. W Kościele katolickim szczególnie wysoko oceniono książkę J. Lichtena „A Question of Judgement – Pope Pius XII and the Jews” („Kwestia osądu – Papież Pius XII a Żydzi”). Kardynał J. Willebrands, przewodniczący watykańskiego Sekretariatu ds. Jedności Chrześcijan, a zarazem przewodniczący ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem podkreślił, że książka Lichtena przyczyniła się do obalenia wysuwanych pod adresem Piusa XII niesłusznych oskarżeń zarzucających temu Papieżowi rzekomą bierność wobec losu Żydów zagrożonych przez nazizm (por. D. Morawski, II kolokwium katolicko-żydowskie. Wysokie odznaczenie papieskie dla dr. Józefa Lichtena, w: polonijny „Związkowiec”, 12 listopada 1986 r.). Książkę Lichtena uznano za „najbardziej wartościowy wkład do zrozumienia dylematów, które stały przed papiestwem w czasie wojny”.


Prawda o roli katolików w ratowaniu Żydów


Na tle licznych publikacji żydowskich oczerniających obraz stosunku polskiego duchowieństwa katolickiego do Żydów w czasie drugiej wojny światowej tym cenniejszą rolę odgrywają wszystkie świadectwa żydowskie prezentujące prawdziwy, uczciwy obraz tej sprawy. Do najpiękniejszych świadectw pod tym względem należą wzruszające wspomnienia wybitnego polskiego matematyka żydowskiego pochodzenia Stanisława Chaskielewicza „Ukrywałem się w Warszawie. Styczeń 1943 – styczeń 1945”. Na s. 171 swoich wspomnień Chaskielewicz pisał: „Ukrywając się, zrozumiałem, jak głęboko humanitarna jest rola religii, jak bardzo nauki Kościoła katolickiego wpływają na kształtowanie się tego, co najpiękniejsze i najszlachetniejsze jest u ludzi wierzących. Tak jak w momentach krytycznych większość ludzi nawet niewierzących głęboko zwraca się do Boga, tak samo myśl o Bogu dyktuje im potrzebę pomagania bliźnim będącym w niebezpieczeństwie”. W innym miejscu swej książki (na s. 186) Chaskielewicz pisał: „Osobnym rozdziałem, na ogół stosunkowo lepiej znanym, była piękna postawa duchowieństwa katolickiego, a w szczególności sióstr zakonnych, które ocaliły znaczną liczbę dzieci żydowskich”. Z kolei żydowska socjolog z USA prof. Necham Tec, ustalając wizerunek psychologiczny osób, które w czasie okupacji w Polsce ratowały Żydów, pisała, iż byli to na ogół „ludzie z kręgów chrześcijańskich, znani z konsekwencji w dobrych uczynkach, niezależni w myśleniu – wręcz indywidualiści, nie obliczający racji i szans pomocy, której niesienie jest dla nich oczywiste i odbywa się spontanicznie” (cyt. za: A. Zięba, Wizerunek, „Przegląd Tygodniowy”, 12 grudnia 1993 r.).



Były żydowski partyzant – duchownym katolickim

Do szczególnie wymownych żydowskich świadectw w obronie Polaków należały wypowiedzi Żyda karmelity ojca Daniela (Oswalda) Rufeisena. Zasłynął on niebywałym bohaterstwem w czasie wojny. Najpierw spełniał wallenrodyczną rolę jako tłumacz między żandarmerią a policją białoruską (nie wiedziano o jego żydowskim pochodzeniu). Udało mu się między innymi uratować pewną wieś przed pacyfikacją, a także ocalić około 300 Żydów w Mirze, których uprzedził o planowanej eksterminacji. Gdy paru Żydów, którzy nie zdołali zbiec, ujawniło Niemcom prawdę o faktycznej roli Rufeisena, zdołał uciec w ostatniej chwili. Po kilku dniach ukrywania się w zbożu, Rufeisen schronił się w klasztorze Sióstr Zmartwychwstanek, w pobliżu budynku żandarmerii. Mieszkał tam w ukryciu około piętnastu miesięcy. Właśnie wtedy zapoznał się głębiej zarówno ze Starym, jak i Nowym Testamentem i pod wpływem przemyśleń z tych lektur zdecydował się na przyjęcie chrztu. Po pewnym czasie, kiedy jego pobyt w klasztorze stawał się coraz bardziej niebezpieczny dla ukrywających go sióstr, Rufeisen opuścił schronienie i przyłączył się do oddziału partyzanckiego (por. M. Nowak OP, Daniel Wallenrod, „Gazeta Wyborcza”, 19 sierpnia 1995 r. i J.J. Szczepański, Oswald, czyli Daniel, „Tygodnik Powszechny”, 20 sierpnia 1995 r.). Rufeisen walczył w oddziale partyzanckim aż do nadejścia frontu. Po wojnie przeniósł się do Izraela, gdzie osiadł jako duszpasterz i opiekun katolickich rodzin (m.in. polskich) w Hajfie, u stóp góry Karmel. Prowadził w Izraelu specjalną fundację pomocy dla osób nieżydowskiego pochodzenia ratujących Żydów w czasie wojny. Początkowo musiał jednak stoczyć zaciętą kilkuletnią walkę z władzami Izraela o przyznanie mu obywatelstwa tego kraju. Domagał się tego jako Żyd z pochodzenia, ale napotykał na zacięte sprzeciwy władz, w tym najwyższego sądu Izraela z powodu wyznawania przezeń wiary rzymskokatolickiej.

W wywiadzie dla warszawskiej „Polityki” w 1983 r. Rufeisen ostro skrytykował rzucane przeciw Polakom oskarżenia o rzekomy „antysemityzm”, stwierdzając: „Nigdy nie mówię o polskim antysemityzmie i gdzie tylko mogę, walczę z tym, bo to jest przesąd, to jest zabobon (…). Wydaje mi się, że o antysemityzmie mówią nie ludzie, którzy przeżyli czas holokaustu w Polsce, a ci, którzy przyjechali do Izraela z Polski przed wojną. Tak mi się wydaje. Ludzie, którzy byli odcięci od społeczeństwa polskiego, którzy przenieśli swoje koncepcje psychologiczne na sytuację wojenną (…). Mam już ponad 70 lat, żyłem w Polsce przed wojną, przeżyłem wojnę na wschodnich terenach polskich, nie widziałem tam Polaków mordujących, natomiast widziałem Polaków mordowanych. Z drugiej strony widziałem Białorusinów, widziałem Łotyszów, Estończyków, Ukraińców, którzy mordowali, a polskich jednostek, które by mordowały, nie widziałem. Ale tego wszystkiego ci idioci nie wiedzą. Im się tego nie mówi. Tak jest, niech mi nie opowiadają. Ja wiem, jak było” (cyt. za K. Mroziewicz, Jako chrześcijanin, a nawet jako Żyd, „Polityka”, 29 maja 1993 r.).

Warto przypomnieć, że ze zdecydowanym poparciem dla Rufeisena w jego walce z fanatyczną biurokracją izraelską wystąpił w swoim czasie jeden z najsłynniejszych polskich patriotów żydowskiego pochodzenia Mieczysław Grydzewski, redaktor naczelny „Wiadomości Literackich” w okresie przedwojennym, a po wojnie naczelny redaktor londyńskich „Wiadomości”, słynny antykomunistyczny „niezłomny z Londynu”. Grydzewski z oburzeniem zareagował na jaskrawy fakt dyskryminacji religijnej wobec chrześcijan na przykładzie historii Rufeisena. Oburzał go fakt, że odmówiono automatycznego przyznania obywatelstwa Izraela Rufeisenowi, niegdyś jednemu z najdzielniejszych partyzantów żydowskich, choć poprzednio zrobiono to wobec setek tysięcy Żydów, z których większość nie miała na swym koncie nawet jednego promila tych zasług, jakie miał Rufeisen w czasie wojny przy ratowaniu swych żydowskich rodaków. Jak komentował M. Grydzewski w tekście z 1962 r.: „(…) Walka przebywającego w Izraelu karmelity polskiego o. Rufeisena o uznanie, że można być Żydem wyznania katolickiego, skończyła się przegraną. Jest to także nawrót do najgorszych wzorców dyskryminacji rasistowskich. Dlaczego nie można uważać się za Żyda narodowościowo, a za katolika, protestanta czy prawosławnego wyznaniowo? Mamy w tej mierze analogie. Używany przed pierwszą wojną światową termin „Polak wyznania mojżeszowego” nie był frazesem. Całe zastępy ludzi pochodzenia żydowskiego uważały się za Polaków, a mimo to nie chciały porzucić wiary ojców. Po tym, co naród żydowski wycierpiał z rąk nazistowskich oprawców, tego rodzaju wybuchy ciemnoty i braku tolerancji są przerażające (…)” (por. M. Grydzewski, Silva rerum, Gorzów Wlkp. 1994, s. 367).

Prawdziwie humanistyczni autorzy żydowscy z oburzeniem pisali o postawach licznych izraelskich fanatyków robiących dosłownie wszystko dla storpedowania coraz żywszego dialogu między chrześcijaństwem a judaizmem za pontyfikatu Jana Pawła II. Szczególnie cenne były wystąpienia słynnego izraelskiego naukowca prof. Izraela Shahaka, a zwłaszcza jego książka „Jewish History, Jewish Religion”, po polsku wydana pod tytułem „Żydzi i goje”. Ta wydana najpierw w Stanach Zjednoczonych (Boulder, Colorado) książka była namiętną, ale bardzo starannie udokumentowaną filipiką przeciwko religijnemu fanatyzmowi i szowinizmowi większości ludności Izraela. Shahak szczególnie ostro piętnował podtrzymywanie różnych antychrześcijańskich fragmentów Talmudu, zwracał uwagę na gwałtowność ich ataków na chrześcijaństwo. Warto przypomnieć, że prof. Israel Shahak 29 stycznia 1987 r. wystąpił na łamach prestiżowego amerykańskiego pisma „The New York Review of the Books” z obszerną, piękną obroną Polaków przeciwko oszczerczym uogólnieniom filmu Lanzmanna „Shoah” (por. szerzej: J.R. Nowak, Przemilczani obrońcy Polski, Warszawa 2003, s. 59-60).


Paweł Hertz w obronie katolicyzmu


Do postaci żydowskiego pochodzenia szczególnie stanowczo występujących w obronie Kościoła katolickiego i religii chrześcijańskiej przeciwko oszczerczym pomówieniom należał jeden z najwybitniejszych polskich prozaików i eseistów – Paweł Hertz. Pisał m.in.: „Nawet żyjący w Polsce ateusz uczestniczy w cywilizacji chrześcijańskiej – jego pojęcia, jego humanitarne odruchy biorą się właśnie stamtąd. Ale rzecz nie tylko w chrześcijaństwie. Ze wszystkich instytucji polskich jedynie Kościół przechowuje historyczną ciągłość. Wszystkie inne instytucje w powikłanej polskiej historii upadały. Nic zatem dziwnego, że to Kościół wraca do świętego Wojciecha. I widzi go nie tylko w aspekcie religijnym, ale i politycznym – owego hołdu złożonego przed jego trumną przez niemieckiego cesarza i polskiego księcia. Od lat myślę, i dałem temu wyraz na piśmie, że dwa elementy gwarantują w Polsce narodową trwałość – wieś i Kościół. I nie chodzi mi tu o wiarę, ale o ciągłość tradycji, o fundamenty narodowego trwania. Na dobrą sprawę cała historia Europy – nawet ta jej linia, którą zainicjowało buntujące się przeciw religii oświecenie – jest chrześcijańska (…). Jan Paweł II dobrze zdaje sobie sprawę, że poza chrześcijaństwem w Europie tak naprawdę nic już nie ma. Że wszystkie problemy współczesnej Europy są problemami chrześcijaństwa (…). Utarło się w kołach intelektualnych, że stosunek do ruchów katolicko-narodowych jest na ogół nieżyczliwy i spotyka się to z wzajemnością. Te niechęci są mocno akcentowane. Myślę jednak, że bardzo lekkomyślny byłby intelektualista, który nie doceniłby znaczenia i wartości wszystkich nurtów chrześcijańskich i narodowych w kraju, gdzie uczucia narodowe od stu kilkudziesięciu lat są ranione, a katolicyzm tak organicznie związany z polskością”.

drukuj