Niedziela Palmowa

Warto może zastanowić się nad tą mocą perswazyjną tłumu, często
manipulowanego (internet, prasa, telewizja, radio, wiadomości i opinie serwowane
na zamówienie, opinia kolegów koleżanek, partii politycznej, etc.), której tak
łatwo możemy ulec, poddać się, tracąc nasze własne zdanie, ocenę, a tym samym i
naszą wolność i tożsamość.

[CZYTANIA]

Dzisiejszą niedzielą rozpoczynam Wielki Tydzień. Będziemy mieli okazje
przeżywać wielkie wydarzenia naszej wiary: mękę, śmierć i zmartwychwstanie
naszego zbawiciela.

Rozpoczęliśmy naszą Eucharystię tak uroczyście, radosną procesją z palmami.
Hosanna Synowi Dawida. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie! –
śpiewaliśmy wszyscy radośnie potrząsając palmami. Ta manifestacja sympatii do
Jezusa zapowiadała pomyślny przebieg dalszych wydarzeń. Jezus ma przecież za
sobą tłumy.

Ale wszystko tak szybko się zmienia. Ten sam tłum, manipulowany, podjudzany
chwile potem żąda śmierci Jezusa. Chcecie, aby wam uwolnił Jezusa czy Barabasza?
W „demokratycznym” wolnym plebiscycie, głosowaniu słyszy się narastający krzyk
podburzonego tłumu: Barabasza! Wybiera się zabójcę, a dla sprawiedliwego,
niewinnego wymusza się na władzy skazanie na śmierć: Na krzyż z Nim! Ukrzyżuj
Go!

Jakże tragiczny zawód, okrutne doświadczenie zdrady i bolesnej samotności
przeżywa Jezus. Już w ogrodzie przed pojmaniem, trzej uczniowie nawet jednej
godziny nie potrafili wytrwać z Chrystusem: znużeni, zmęczeni, zasną, opuszczą
Jezusa. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe!

Potem Judasz, jeden z najbliższych Jezusowi, zdradza Go znakiem pocałunku.
Pocałunek – wyraz miłości staje się jej zaprzeczeniem, wypaczeniem i pieczęcią
zdrady.

Jest jeszcze waleczny i porywczy Piotr, który z mieczem w ręku chce bronić
Jezusa. Ale potem, mimo swych żarliwych zapewnień, będzie w stanie po trzykroć
powiedzieć: Nie znam tego człowieka, o którym mówicie, nie ma z Nim nic
wspólnego.Wszyscy uczniowi Jezusa, zaufani, „pewniacy” opuścili Go. Zostaje sam,
otoczony, osaczony już nie przez przyjazny tłum z palmami w rękach ale, jak mówi
św. Marek, przez zgraję z mieczami i kijami. A Jezus nie skorzystał ze
sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy
postać sługi. Sługa Boży z Księgi Izajasza przychodzi jako ten, który nie gasi
knotka o nikłym płomyku i nie łamie nadłamanej trzciny. Nie odpłaca kłamstwem za
kłamstwo, obelgą za obelgę, nie krzyczy, nie urąga swym oprawcom. Nie czyni
wyrzutów ani Piotrowi, ani Judaszowi. Milczy wobec oskarżających go bo wie, że
tu nie chodzi o szukanie prawdy. Prawda, miłość stają się winą, dowodem
przestępstwa a „racja stanu” wymaga aby skazać winowajcę.

Bóg chciał objawić się w człowieku cichym i pokornym, kochającym i wiernym,
dlatego zostaje On wyrzucony z „tłumu”, wykluczony ze społeczeństwa poprawnie
myślącego. Pojmany, poddany brutalnemu przesłuchaniu i spreparowanemu procesowi,
skazany na najokrutniejszą śmierć, aby załatwić, zamknąć definitywnie „sprawę”.

Jezus pozostaje do końca wierny swemu Ojcu i sobie, choć po ludzku przegrał i
wydawałoby się, że nawet sam Bóg któremu zawierzył, do którego się tak żarliwie
modlił zawiódł Go i opuścił: Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił? Jakże
podobny był do mnie Jezus w tym ludzkim krzyku opuszczenia i samotności. I Jezus
spoczął w grobie. Kto zwyciężył w tym nierównym pojedynku? Są tacy którzy się
cieszą, radują, którzy myślą, że rozwiązali problem, pozbyli się kłopotów. Inni
w tym samym czasie płaczą, zawiedzeni jak ci uczniowie idący do Emaus: a myśmy
się spodziewali! Ale wkrótce okaże się kto naprawdę zwyciężył. Prawdy nie można
zabić, złożyć w chłodnym grobie, i dla pewności i bezpieczeństwa, przykryć ją
ciężkim, niepodważalnym kamieniem kłamstw i opieczętować pieczęcią politycznej i
religijnej poprawności. Jezus powstanie z martwych!

Znamiennym jest, że gdy najbardziej wierzący zwątpili, to właśnie pogański
setnik jako pierwszy, jeszcze przed zmartwychwstaniem Chrystusa, wyznaje w Niego
wiarę: Prawdziwie ten człowiek był Synem Bożym. To pokrzepiające dla nas, że
Chrystus, gdy jeszcze wisiał na krzyżu, staje się źródłem wiary, Jego cierpienie
i śmierć nie poszły na marne. Palma, którą mięliśmy w rękach na początku naszej
celebracji, jest symbolem zwycięstwa i chwały. Pozostaje jednak pytanie, czy w
moich zwycięstwach zwycięża także Bóg i Boże sprawy, czyli prawda, dobro,
miłość? Grupa wiernych Chrystusowi kurczyła się wraz ze wzrastającą liczbą Jego
rozkrzyczanych i manipulowanych przeciwników, jakby prawda, wiara, opierała się
i zależała od liczby zwolenników czy od sondaży popularności! Czy nie jestem
taki jak ten tłum, chorągiewka na wietrze, spragniony łatwego i szybkiego
zwycięstwa kosztem prawdy, dobra a może nawet i życia innych? Warto może
zastanowić się nad tą mocą perswazyjną tłumu, często manipulowanego (internet,
prasa, telewizja, radio, wiadomości i opinie serwowane na zamówienie, opinia
kolegów koleżanek, partii politycznej, etc.), której tak łatwo możemy ulec,
poddać się, tracąc nasze własne zdanie, ocenę, a tym samym i naszą wolność i
tożsamość.

Może także i ja chwytam czasem za miecz, jak Piotr, by bronić Jezusa, mojej
wiary, prawdy, poglądów, ale jest to miecz oszczerstw, obelg, pomówień, kłamstw.
Schowaj miecz, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Jezus
pragnie abyśmy walczyli mieczem miłości, prawdy, przebaczenia – tak jak ON, do
końca: Ojcze, niech się dzieje nie to, co ja chcę, ale to, co Ty… W twoje ręce
składam ducha mego!

Może potrzeba mi w czasie tego Wielkiego Tygodnia, wyjść na chwile z „tłumu”
codziennych spraw, utartych frazesów, odruchowego działania, zejść na chwile z
udeptanych ścieżek myślenia i osądów, i w ciszy, z dala od krzyków tłumu,
spotkać się z samym sobą, z Jezusem, który i za mnie cierpi, umiera. Dotknięcie
sercem i wiarą wydarzeń Wielkiego Tygodnia sprawi, że dostrzegę i moją rolę, mój
czynny udział w tych wydarzeniach. W świetle dramatu Jezusa i jego uczniów z
jednej strony i szyderczej radości tryumfujących oprawców z drugiej, przydałoby
mi się pewnie zmienić moje dotychczasowe „politycznie” na „ewangelicznie
poprawne” myślenie i działanie, abym i ja, z Jezusem i na sposób Jezusa, mógł
odnieść pełne zwycięstwo nad złem i nad samą śmiercią.
 

Autor: O. Zdzisław Stanula CSsR
Sekretarz Konferencji Redemptorystów Europy – Rzym (Włochy)

drukuj