Kłamstwa, które przeżyły wojnę

Przed przyjazdem premiera Rosji Władimira Putina na Westerplatte byliśmy przez wiele tygodni świadkami akcji specjalnej „Westerplatte” prowadzonej przez media i, niestety, niektóre agendy państwowe Rosji. Ze zdumieniem konstatowaliśmy, że to „rozmiękczanie” Polaków odbywało się między innymi przy użyciu kłamstw używanych przez propagandę wojenną Związku Sowieckiego i Niemiec – przed agresją na Polskę we wrześniu 1939 roku.

Pan Putin znacznie złagodził ton tych wypowiedzi podczas swego wystąpienia na Westerplatte, choć bardzo zabolały nas uwagi na temat traktatu wersalskiego, który rzekomo „spowodował poniżenie Niemiec” i przez to przyczynił się do wybuchu II wojny światowej. Traktat wersalski nie „poniżył” ani Niemiec, ani Związku Sowieckiego, ponieważ był aktem wolności narodów, które dzięki niemu odzyskały utraconą wcześniej państwowość lub ustanowiły ją po raz pierwszy w swej historii. Nie może być „poniżeniem” jakiegokolwiek narodu czy państwa zrealizowanie prawa do niepodległego bytu państwowego, prawa do samostanowienia narodów. Może być co najwyżej naruszeniem dumy mocarstwowej, co jednak nie jest żadną wartością, nad którą demokratyczne narody Europy miałyby dziś debatować. Czy gdyby Niemcy nie oddały odrodzonej Rzeczypospolitej Wielkopolski i Pomorza Gdańskiego, to nie byłyby „poniżone”? Tylko że wtedy nie byłoby Rzeczypospolitej… Żaden naród nie może się rozwijać kosztem innego narodu. Przypomniał nam o tym Sługa Boży Jan Paweł II.

Usprawiedliwianie niegodziwości

Z okazji 70. rocznicy podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow rosyjska państwowa telewizja informacyjna „Wiesti” pokazała film dokumentalny „Sekrety tajnych protokołów”, w którym zarzuciła Polsce sprzymierzenie się z Adolfem Hitlerem przeciwko Związkowi Sowieckiemu. To miało podobno popchnąć Sowiety do przymierza z Hitlerem. Rzekome „sprzymierzenie się” Polski z Niemcami polegało na podpisaniu z tym krajem deklaracji o niestosowaniu przemocy. Stało się to 26 stycznia 1934 r. w Berlinie. Deklarację podpisano na 10 lat; przewidywała ona oparcie stosunków wzajemnych na zasadach zawartych w pakcie Brianda – Kellogga, czyli na rozwiązywaniu zagadnień spornych środkami pokojowymi. Na nic nam się zdała, bo po odrzuceniu niemieckich roszczeń terytorialnych wobec Polski Hitler wypowiedział tę deklarację 28 kwietnia 1939 roku.
Rosyjski film przypomniał historykom stare sowieckie kłamstwo z czasów wielkiej mistyfikacji. Jest rok 1939 i Sowieci przyjmują w Moskwie delegacje brytyjską i francuską, by debatować o zachowaniu pokoju w Europie. Gdyby doszło wówczas do podpisania układu wojskowego i wzajemnych gwarancji na wypadek zaatakowania jednej ze stron, Hitler nie odważyłby się rozpocząć wojny. Ale Stalin miał inne plany. Chciał wyniszczającej wojny Zachodu z Hitlerem, by potem wystąpić w roli „oswobodziciela”. Sowieci nie zarzucili swoich szaleńczych planów „rewolucji światowej” i tak jak w roku 1920 chcieli to uczynić m.in. „przez trupa Polski”. Postawili Brytyjczykom i Francuzom warunki nie do przyjęcia. Chcieli od nich zgody na swobodne przemieszczanie się wojsk sowieckich po terytorium Polski, czyli de facto ubezwłasnowolnienia Polski! Rozmowy były pozorowane, w końcu zostały przerwane, a do Moskwy przyleciał Joachim von Ribbentrop.
Sowieci mogli teraz tłumaczyć, że nie mieli wyjścia. I tak tłumaczyli to przez całe dziesięciolecia, bo zawsze dbali o zachowanie pozorów. Sowiecka dialektyka potrafi wyjaśnić nawet zbrodnię na tysiącach oficerów, których się prowadzi ze skrępowanymi rękami do haniebnych dołów śmierci. Tylko dlaczego we współczesnej Rosji wraca się do tej dialektyki?
Film „Sekrety tajnych protokołów” przywołał najgorsze wspomnienia u profesora Adama Linsenbartha z Warszawy. Kiedy telewizja polska pokazała krótki fragment tego filmu, pan profesor dostrzegł ze zdumieniem, że na ekranie widać pododdział 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich, w którym służył jego ojciec, mjr Witold Linsenbarth. Po wojnie mjr Linsenbarth, jako bliski współpracownik gen. Władysława Sikorskiego, nie mógł wrócić do kraju, bo nie miałby tu żadnych szans. Syn spotkał się z ojcem ukradkiem w Londynie, po 30 latach… Skąd w posowieckim archiwum filmowym pluton trębaczy 2. Pułku? Nie wiadomo skąd, wiadomo tylko po co. Wielu spośród rokitniańczyków zginęło na wschodzie, ostatni dowódca, płk Józef Trepto, był jeńcem w Starobielsku i przeszedł taką samą drogę jak pozostali oficerowie z tego obozu. Dziś ma tylko symboliczny grób na cmentarzu w Starogardzie, gdzie 2. Pułk stacjonował do wybuchu wojny.

Sprostać odpowiedzialności
W tym samym czasie, kiedy rosyjska telewizja epatowała nas wizją Polski jako sojusznika Hitlera, biskupi polscy i niemieccy wydali wspólne oświadczenie, w którym napisali, że „w niektórych społecznych czy politycznych tendencjach ujawnia się pokusa propagandowego wykorzystania raz już w historii zaistniałych zranień i pobudzania resentymentów wynikających z jednostronnych interpretacji historycznych”. Biskupi zaapelowali do mediów, by „sprostały swojej odpowiedzialności za klimat wzrastającego zaufania między Polakami a Niemcami”. Do kogo apelować w sprawie klimatu zaufania między Polakami a Rosjanami, jeśli zamiast historii podają nam odgrzewane kotlety sowieckiej propagandy wojennej?

Prawdopodobnie…
„Polska nie odmówiłaby walki u boku Hitlera” – oświadczył rzecznik Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji Siergiej Iwanow. I to „odkrycie” miało również usprawiedliwiać niemiecko-sowieckie porozumienie, które wojnę wywołało. „Polska wzięła bezpośredni udział w rozbiorze Czechosłowacji, za zgodą III Rzeszy snuła agresywne plany w stosunku do Litwy i, jeśli sądzić na podstawie wypowiedzi różnych polityków, nie odmówiłaby wspólnej wojny z Niemcami przeciwko ZSRR” – oświadczył Iwanow.
Bardzo popularne są dziś książki typu: „Co by było, gdyby Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego”. To taka odmiana science-fiction. Tylko po co się tym posługiwać, skoro wiadomo, że Polska odmówiła współpracy z Hitlerem? Po co sądzić „po wypowiedziach”, skoro można sądzić po faktach? Polska nie brała udziału w rozbiorze Czechosłowacji, tylko zajęła kilka powiatów, które Czechosłowacja bezprawnie nam zabrała, korzystając z trudnej sytuacji naszego kraju podczas wojny z bolszewikami. Prawda, że moment był nieodpowiedni, dlatego prezydent RP przeprosił za to naszych sąsiadów.

Nie chcą słyszeć
Do pracy nad animowaniem starych kłamstw zabrała się także pani Natalia Narocznicka, profesor historii. Obarczyła Niemcy współodpowiedzialnością za zbrodnię katyńską. Niemal jak „radziecka” komisja powołana przez Stalina! Zarzuciła też Polakom „zbrodnie” na jeńcach bolszewickich w roku 1920. Tak jakby nie słyszała, że w latach 1919-1920 szalała w Europie grypa hiszpanka, która zabiła dwa razy tyle ludzi, co I wojna światowa. Na wojnie zginęło 10 mln, na grypę umarło 20 mln niedożywionych i osłabionych przez wojnę ludzi. Nikt nie strzelał jeńcom sowieckim w tył głowy i nikt ich nie przywoził w eszelonach do obcego kraju. Sami tu przyszli z „pożarem światowej rewolucji” i w tym „pożarze” przepadli.
Narocznicka – członkini powołanej przez prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa „komisji do spraw przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji” – zakwestionowała także datę 1 września jako początek II wojny światowej. Według niej, początek wojny to czerwiec 1941 roku! No pewnie, przecież Sowieci weszli do Polski, do Finlandii, do Estonii, Łotwy i do Litwy nie po to, by ich zniewolić, lecz by im „pomóc”. To nie była wojna…
„Polska robi z siebie niewinną ofiarę” – powiedziała Narocznicka „Komsomolskiej Prawdzie”. A my pragnęlibyśmy, by prawda o Polsce i Rosji nie była już „komsomolska”. „Sprawa Katynia nie została wyjaśniona do końca” – dorzuciła postsowiecka „historyk”, pognębiając w ten sposób „jaśniepańską” Polskę.

„Niemiecki szpieg”
Mój ojciec miał 16 lat, gdy wybuchła wojna. Wkrótce wywieziono go na roboty do Niemiec. Z jesieni 1939 r. zapamiętał pewien wierszyk, który był rozpowszechniany anonimowo na Podlasiu. Nie wiadomo, kto był jego autorem, a ja nie zapisałem całego tekstu przed śmiercią ojca. Pamiętam tylko, że wiersz kończył się słowami: „a nasz minister Beck to był niemiecki szpieg”…
I oto znaleźli się po latach autorzy „anonimowego wierszyka”! Ze strony internetowej wywiadu rosyjskiego dowiedzieliśmy się 29 sierpnia, że minister spraw zagranicznych Polski płk Józef Beck był niemieckim agentem! Klasyczne kłamstwo propagandy wojennej rozpowszechniane po to, by odebrać nadzieję przeciwnikowi i wzbudzić lęk. Teraz podane z powagą jako „prawda” zawarta w archiwach. Czy rosyjskiemu wywiadowi nie pomyliły się polskie, zagarnięte i do dziś nieoddane archiwa państwowe z archiwami wydziału propagandy Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii Bolszewików?

Nic nie wiedzą
Pod koniec sierpnia podano do wiadomości wyniki sondażu przeprowadzonego na reprezentatywnej grupie Rosjan. Okazało się, że 61 proc. Rosjan nie wie, że Związek Sowiecki zaatakował Polskę! Tylko 16 proc. pytanych słyszało, że 17 września 1939 r. Sowiety wtargnęły na nasze ziemie. 38 proc. badanych słyszało o pakcie Ribbentrop – Mołotow, jednak tylko 23 proc. Rosjan potępia to porozumienie, a jedna trzecia poparła podpisanie tego paktu. Trudno się tym wynikom dziwić, jeśli za edukację młodych Rosjan odpowiedzialni są tacy ludzie, jak pani Narocznicka.
Jest też światełko w tunelu. 43 proc. Rosjan uważa, że złe stosunki między Rosją a Polską i państwami nadbałtyckimi wynikają z tego, że władze Rosji uchylają się od jednoznacznej moralnej oceny okupacji przez wojska sowieckie tych państw w pierwszym okresie II wojny światowej.

Dzień żałoby
– Dzień 1 września to jest dzień żałoby za cierpienie oraz dzień pamięci o winie Niemiec, które rozpoczęły II wojnę światową – powiedziała niemiecka kanclerz Angela Merkel, jeszcze zanim przyjechała na Westerplatte. Takie wypowiedzi budują wzajemne zaufanie. Nie oczekujemy od Rosji, by nam oświadczała, że 17 września jest dniem pamięci o winie Rosji. Chcemy, by nam powiedziano, że jest to dzień pamięci o winie totalitarnego państwa sowieckiego, z którym Rosja nie chce mieć nic wspólnego i którego zbrodnie dotknęły także naród rosyjski. Takie oświadczenie przyjęlibyśmy z wdzięcznością. Na takie oświadczenie ciągle czekamy.

Repertuar niewyczerpany
Kłamstw sowieckiej propagandy wojennej, które przeżyły wojnę i których przy złej woli można jeszcze użyć, jest o wiele więcej niż te, które wymieniliśmy. Można jeszcze przecież napisać, że w przedwojennej Polsce mieszkało 7 mln [!] Ukraińców, którym Armia Czerwona musiała „pomóc”. Można napisać, że „delegacja robotniczo-chłopska” spośród żołnierzy wojska polskiego chciała się porozumieć z Armią Czerwoną, ale została „zamordowana” przez oficerów polskich. Można napisać, że obrabowani z wszelkiego dobytku i deportowani w głąb Rosji Polacy byli „ewakuowani”, by im Hitler nie zrobił krzywdy. Te wszystkie „argumenty” odnajdą się w przepastnych archiwach posowieckich.
My jednak ciągle wierzymy, że akcja „Westerplatte” nie będzie już wznawiana. „Putin potępił pakt Ribbentrop – Mołotow, trzeba to docenić” – można było przeczytać w komentarzach po 1 września. Doceniamy, ale potępienie tylko wtedy jest wiarygodne, gdy nie jest obwarowane zastrzeżeniami. Tak jak niemoralny był tajny pakt między agresorami, tak niemoralna była największa zbrodnia na bezbronnych jeńcach wojennych dokonana w nowożytnym świecie. Nazywanie zbrodni katyńskiej ludobójstwem nie jest „antyrosyjskim wybrykiem prawicy”, bo z Rosją nie ma nic wspólnego, lecz nazwaniem zbrodni dokonanej przez system polityczny, który poranił zarówno Polaków, jak i Rosjan. W Polsce nigdy antysowiecki nie będzie znaczyło antyrosyjski. Chyba że ktoś będzie o to bardzo długo i wytrwale zabiegał. Oby się tak nigdy nie stało.

Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk
drukuj