fot. PAP/Maciej Kulczyński

PGE Ekstraliga. Miedziński posłał Toruń na deski; Grudziądz bez biegowej wygranej

Zacięte derby województwa lubuskiego dla Stali Gorzów, Sparta Wrocław zdemolowała GKM Grudziądz 61:29. Beniaminek postraszył lidera, jednak to Unia Leszno nadal zostaje bez porażki. Na koniec Toruń walczył, ale bardzo szybcy Jason Doyle i Rune Holta nie byli w stanie sami poprowadzić „Aniołów” do wygranej.


Falubaz Zielona Góra – Stal Gorzów 43:47

Derby lubuskie jak zwykle przyniosły wielkie emocje. Bardzo dobre zawody pojechał Grzegorz Walasek, który szalał na torze w Zielonej Górze, gdzie niegdyś był kapitanem.

Już w pierwszym wyścigu wygrali goście (2:4). Był to jednak dopiero start meczu. Już w kolejnej gonitwie podwójne zwycięstwo odnieśli juniorzy zielonogórscy. 3. bieg to walka Piotra Protasiewicza do ostatnich metrów. Zawodnikowi gospodarzy udało się wyprzedzić tylko jednego z rywali, choć mógł objechać także Walaska (4:2). Przed równaniem toru miejscowi prowadzili 14:10.

W biegu szóstym zagotowało się pod kaskiem Krzysztofa Kasprzaka, który po starcie został mocno wywieziony pod bandę przez Patryka Dudka. Po zakończonym wyścigu ,,Kasper” podjechał do rywala, blokując mu zjazd do parku maszyn. Panowie porozmawiali, obyło się bez rękoczynów. Mocny cios Stal wyprowadziła w gonitwie nr 7, kiedy to podwójnie wygrali Bartosz Zmarzlik oraz Rafał Karczmarz.

Grzegorz Walasek od początku zawodów kolekcjonował dwójki – aż do biegu dziewiątego, gdy razem z Kasprzakiem pomknął do przodu i jako pierwszy przeciął linię mety (1:5). Goście prowadzili wtedy 31:29.

Bardzo duży krok w stronę meczowego zwycięstwa drużyna Stanisława Chomskiego zrobiła po równaniu toru. Wtedy Kasprzak wyprzedził na dystansie dwóch zawodników, dając radość kibicom. Kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w gonitwie poprzedzającej biegi nominowane. Na tor upadł Protasiewicz, który został wykluczony z powtórki. Ponowny start pewnie wygrali goście, zapewniając sobie zwycięstwo w derbach (33:45).

Biegi nominowane padły łupem gospodarzy (oba wygrane 5:1). Na odrabianie strat było już jednak zbyt późno. Do zwycięstwa meczowego gości poprowadzili Zmarzlik (12+1) oraz Walasek (10).

* * *

Betard Sparta Wrocław – GKM Grudziądz 61:29

To była prawdziwa deklasacja. Już po raz drugi w tym sezonie grudziądzanie przegrali mecz tracąc ponad 60 punktów. Żużlowcy GKM-u zostali uśpieni i już  pierwsze pięć biegów padło łupem Spartan. Wrocławianie nie mieli litości, wygrywali podwójnie.

Przełomowa była gonitwa szósta, kiedy na tor upadli Krzysztof Buczkowski oraz Patryk Wojdyło. Z powtórki wykluczony został wrocławski junior. Ponowny start zakończył się wynikiem 3:3. Po dwóch kolejkach gospodarze prowadzili 31:11.

Traktory wyrównały tor pod gospodarzy i po raz kolejny kibice cieszyli się wygraną 5:1 drużyny Rafała Dobruckiego. Dwa następne wyścigi to nieprzerwanie wygrane Sparty, która już w biegu nr 9 zapewniła sobie meczowe zwycięstwo.

Ostatnie zwycięstwo gospodarze odnieśli w 11. gonitwie. Do końca zawodów padały już tylko remisy. GKM nie wygrał żadnego biegu w całym meczu.

* * *

Unia Leszno – Unia Tarnów 55:35

Szczególnie pierwsza cześć zawodów przyniosła ogromne emocje. Dwa pierwsze wyścigi wygrali gospodarze, przez co objęli prowadzenie 9:3. Ku zaskoczeniu kibiców w biegu trzecim lider zespołu Piotr Pawlicki uległ parze Jakub Jamróg – Wiktor Kułakow, a goście odrobili cztery oczka.

Od czwartego do szóstego wyścigu drużyny jechały na remis. Przebudzenie ,,Byków” nastąpiło w gonitwie siódmej, gdzie para Janusz Kołodziej – Jarosław Hampel nie dała szans rywalom.

Leszno utrzymywało 6 punktów przewagi. Wyścigi dziewiąty oraz dziesiąty to podwójne ciosy dla ,,Jaskółek”. Drużyna Piotra Barona z bezpieczną zaliczką mogła myśleć o końcowym sukcesie.

Unia Tarnów postraszyła chwilowo w gonitwie jedenastej (2:4). Chwilę później przyjezdnych podwójnie pokonali Piotr Pawlicki z Dominikiem Kuberą. Przed finałowymi biegami było 48:30 dla Unii Leszno.

W wyścigu 14. od startu prowadzili miejscowi. Tym sposobem powiększyli swój dorobek do 22 punktów przewagi. Ostatni bieg na pocieszenie wygrali zawodnicy Pawła Barana (2:4).

* * *

Włókniarz Częstochowa – Get Well Toruń 49:41

Zdecydowanie nie tak powinien jeździć kapitan. Okrągłe zero po zakończonym meczu widniało przy nazwisku Pawła Przedpełskiego. Toruń przystąpił do starcia w Częstochowie bardzo zdeterminowany. Było to czuć już po pierwszej fazie zawodów, kiedy to zaledwie dwoma punktami prowadzili gospodarze.

O dziwo, w wyścigu szóstym na prowadzenie wyszli goście, a to za sprawą Rune Holty oraz Nielsa Kristiana Iversena. W kolejnej gonitwie atomowo ze startu wyszedł Chris Holder, który na dystansie nie złapał odpowiedniej szybkości i został wyprzedzony przez Leona Madsena.

Bieg ósmy przyniósł oczekiwaną zmianę w ekipie Jacka Frątczaka. Za Pawła Przedpełskiego, który przywiózł dwa zera, pojechał Jack Holder. Niestety, młodszy z braci Holderów przyjechał na końcu stawki, a Get Well przegrał bieg (4:2). Odpowiedź przyszła błyskawicznie. Bardzo dobrze dopasowany do toru Rune Holta, z dużą przewagą wygrał wyścig. Na ostatnich metrach Iversen wyprzedził jeszcze Tobiasza Musielaka. Tasowaniu nie było końca, świetna walka miała miejsce w gonitwie dziesiątej. Adrian Miedziński, były zawodnik i wychowanek klubu z Torunia, uciekał przed Chrisem Holderem, który był szybszy. Polak umiejętnie odpierał ataki i minął linię mety przed Australijczykiem.

W wyścigu jedenastym kolejny kredyt zaufania od menadżera otrzymał Przedpełski, jednak i tym razem go nie wykorzystał. Na szczęście dla torunian po raz kolejny niedościgniony był ,,Holtański”. Ogromnych emocji dostarczył wyścig nr 12. Jason Doyle był wolniejszy od Fredrika Lindgrena, ale umiejętnie bronił się przed atakami Szweda, przywożąc cenne 3 punkty. Wyścig zakończył się wygraną gości (2:4). Uśmiech z twarzy zaszedł kibicom z Grodu Kopernika w trakcie gonitwy poprzedzającej ostatnią serię zmagań. Miedziński po raz kolejny walczył z Holderem – jak równy z równym – i po raz kolejny był górą. Przed biegami nominowanymi prowadził zespół Marka Cieślaka (42:36).

Jacek Frątczak zastosował w wyścigu 14. rezerwę taktyczną. Do walki wystawił swoje dwie największe armaty – Doyla oraz Holtę. To nie wystarczyło, bo bieg wygrał Miedziński. Wychowanek toruńskiego klubu pogrzebał szanse ,,Aniołów” na korzystny rezultat. W ostatniej gonitwie wieczoru Australijczyk oraz Norweg z polskim paszportem nie dali rady rywalom, przegrywając bieg 2:4.

Sport.RIRM

drukuj