fot. PAP/Maciej Kulczyński

PGE Ekstraliga. Cios za cios we Wrocławiu. Lindgren do poprawki

Kontuzjowany Nicki Pedersen poprowadził ,,Jaskółki” do wygranej z Grudziądzem. We Wrocławiu cios za ciosem – zielonogórzanie pokonani. W Gorzowie Włókniarz  poległ ze Stalą, choć po sześciu gonitwach prowadził 21:15. Taki przebieg miała 6. kolejka PGE Ekstraligi.


Unia Tarnów – GKM Grudziądz 49:41

Kibice z Tarnowa odetchnęli z ulgą, kiedy w składzie na mecz pojawił się lider zespołu – Nicki Pedersen. Nie było jednak pewne, jaka jest dyspozycja kontuzjowanego zawodnika. Pierwszy wyścig niedzielnego popołudnia wszystko wyjaśnił. Pedersen wygrał start i pomknął do mety, nie oddając prowadzenia. Wynik biegu 4:2.

Chwilę później wiadomo było, którzy juniorzy radzą sobie lepiej z panowaniem nad motocyklami i tym razem większa część kibiców zgromadzonych na trybunach świętowała wygraną swoich ulubieńców 4:2. Kolejna gonitwa to przebudzenie gości, którzy odrobili dwa oczka utracone w poprzednich biegach. Przed pierwszym równaniem toru prowadziły ,Jaskółki (14:10).

Druga faza zawodów początkowo lepiej układała się dla gości. W biegu piątym był remis, chwilę później – w szóstym – wygrali grudziądzanie (2:4). Unia znów nieznacznie prowadziła, jednak w siódmej gonitwie jechał nie kto inny jak Nicki Pedersen, który przywiózł drugą trójkę w meczu. Na trzeciej pozycji linię mety przejechał Artur Mroczka, dzięki czemu gospodarze powiększyli przewagę (23:19).

Po drugim równaniu toru stadion zamilkł w odpowiedzi na remis 3:3. Była to jednak cisza przed burzą. Dwa szybkie ciosy wyprowadziła drużyna Pawła Barana, wygrywając najpierw (5:1), a chwilę później (4:2). Przed trzecią przerwą miejscowi wygrywali 35:25.

Unia – w przeciwieństwie do swoich rywali – nie zwalniała tempa. Trzeci wyścig w całym meczu goście zwyciężyli dopiero tuż przed biegami nominowanymi. Było jednak za późno, ponieważ tarnowianie mogli już świętować końcową wygraną.

Czternasty bieg był najciekawszym w całych zawodach. Najpierw upadek zaliczył Krzysztof Buczkowski, który nadział się na tylne koło Mroczki. Z powtórki został wykluczony zawodnik Unii. W nowej odsłonie podwójnie prowadził zespół Roberta Kempińskiego, jednak na ostatnim okrążeniu rozpędzony Jakub Jamróg minął rywala po szerokiej. Wyścig nr 15 zakończył się remisem.

Bardzo dobrze w drużynie Unii Tarnów pojechali Nicki Pedersen (13) oraz Jakub Jamróg (10+1). To ich punkty zaważyły na końcowym wyniku 49:41.

* * *

Betard Sparta Wrocław – Falubaz Zielona Góra 48:42

Niewątpliwie było to jedno z bardziej wyrównanych spotkań w tym sezonie. Dwie pierwsze gonitwy to wzajemna wymiana ciosów. Najpierw wygrali gospodarze (4:2). Następnie tym samym odpowiedzieli goście. Wtedy sędzia zarządził polewanie toru. Przed przerwą na tablicy widniał wynik (12:12).

Po równaniu toru znów był remis. W biegu szóstym niespodziewanie wygrali zawodnicy z Zielonej Góry. Długo utrzymywał się wynik remisowy, ale po pięknej walce Piotr Protasiewicz wyprzedził juniora wrocławian – Patryka Wojdyło. Kolejny wyścig to rywalizacja Patryka Dudka z Taiem Woffindenem. Brytyjczyk próbował wielu ataków, ale ostatecznie musiał uznać wyższość rywala.

Drugie równanie toru okazało się szczęśliwe dla gospodarzy. Przed gonitwą nr 10 był remis 27:27. Wtedy świetnie jadący Maciej Janowski zabrał ze sobą w podróż po podwójną wygraną Vaclava Milika, dając czteropunktowe prowadzenie Sparcie.

Gonitwy: jedenasta oraz dwunasta zakończyły się remisem. W biegu poprzedzającym finałowe wyścigi zwyciężyli zawodnicy Rafała Dobruckiego (4:2). W całym meczu prowadzili już 42:36.

Do finałowych wyścigów przyjezdni wystawili dwóch najlepiej jadących zawodników – Patryka Dudka oraz Michaela Jepsena Jensena. Nie dało to jednak oczekiwanych efektów. Czternasty bieg zakończył się wynikiem 3:3, co w efekcie zapewniło wygraną gospodarzom. Zawodników z Zielonej Góry – jadących bieg po biegu – stać było tylko na kolejny remis. Ostatecznie tryumfowali wrocławianie 48:42.

Na wyróżnienie zasługuje postawa Macieja Janowskiego, który zdobył płatny komplet punktów (14+1).

* * *

Stal Gorzów – Włókniarz Częstochowa 53:37

Z wysokiego ,,C” rozpoczęły częstochowskie Lwy, wygrywając podwójnie bieg nr 1. Kolejne dwie gonitwy zakończyły się remisami. Wydawało się, że drużyna Marka Cieślaka kontroluje spotkanie, tym bardziej, że w następnym starcie w programie wpisany był Fredrik Lindgren. Szoku doznali kibice gości, którzy zobaczyli, jak ich lider przegrywa wyścig, a do mety dojeżdża na trzecim miejscu – i to za plecami gorzowskiego juniora. Po czterech biegach był remis 12:12.

W piątej gonitwie upadek zanotował Tobiasz Musielak, jednak winnym tej kolizji był Linus Sundstroem. Powtórka padła łupem częstochowian. Następny bieg to kolejny cios dla gospodarzy, ponieważ para Matej Zagar – Adrian Miedziński zwyciężyła podwójnie. Radość przyjezdnych nie trwała długo. W kolejnej gonitwie Stal zwyciężyła 5:1. Po równaniu toru to drużyna trenera Chomskiego wygrała kolejno biegi dziewiąty oraz dziesiąty, najpierw 5:1, a chwilę później 4:2 (32:28).

Wyścig jedenasty pechowo zakończył się dla Adriana Miedzińskiego, który upadł na mokry tor. W powtórce biegu gorzowianie pewnie wygrali 5:1. W całym spotkaniu prowadzili już 37:29. Do gonitwy 13-stej padały tylko remisy.

W biegu 14. goście zastosowali dwie rezerwy taktyczne, które nie przyniosły punktów. Para Krzysztof Kasprzak – Grzegorz Walasek zwyciężyła podwójnie. Finałowa gonitwa dnia dobiła przyjezdnych kiedy to znów 5:1 wygrali miejscowi. Lwy przegrały „wygrany” mecz.

Do zwycięstwa gospodarzy poprowadzili: Szymon Woźniak (13+1), Bartosz Zmarzlik (13), Krzysztof Kasprzak (11) oraz Grzegorz Walasek (7+3). Największym zaskoczeniem była postawa Fredrika Lindgrena, który zdobył zaledwie 4 oczka, co było najniższą zdobyczą punktową tego zawodnika w sezonie.

Sport.RIRM

drukuj