fot. PAP/Leszek Szymański

[KOMENTARZ] Ekstraklasa. Legia znów odprawia Górnika z kwitkiem

Przed meczem w Warszawie tylko kibice Górnika Zabrze przebąkiwali o możliwym zwycięstwie swoich ulubieńców. Legioniści jednak szybko pozbawili ich wszelkich złudzeń, pokazując różnicę klas między obiema drużynami. A ta w spotkaniu 14. kolejki ligowych rozgrywek była naprawdę spora.


Na obiekcie Legii uczczono 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości i zrobiono to całkiem dobrze. Oczywiście pojawiła się flaga narodowa i odśpiewano hymn państwowy. Klub ze stolicy na tym nie poprzestał i zaprosił na stadion powstańców warszawskich oraz Hemp Gru, który wykonał utwór „63 dni chwały”. Kibice z „Żylety” również przygotowali coś od siebie. Efekt?

Niestety, kilka minut później postanowili oni odpalić race, przez co mecz wstrzymano na około kwadrans. Poza tym jednak spisali się przynajmniej dobrze, śpiewając kilkukrotnie m.in. „Wielka Polska Niepodległa”. Cała otoczka mogła się więc podobać.

Piłkarze poziomem na pewno dorównali organizacji spotkania. Chociaż mecz mógł potoczyć się nieco inaczej. Już w 9. minucie z boiska powinien wylecieć Artur Jędrzejczyk. Za takie wejście w nogę Łukasza Wolsztyńskiego obejrzał jedynie żółtą kartkę.

Zresztą, sędziowie w sobotni wieczór niespecjalnie poziomem chcieli dorównać zawodnikom Legii. Bardziej skupili się na dotrzymaniu kroku przyjezdnym.

Sami piłkarze przygotowali nam natomiast ciekawe widowisko. Szczególnie na tym zależało gospodarzom, a przynajmniej tak to wyglądało. Podopieczni Ricardo Sa Pinto od początku ruszyli na rywali i raz po raz podchodzili pod pole karne Górnika, wykorzystując możliwie wszystkie nadarzające się okazje. A te nie przychodziły same. Spory udział przy wypracowywaniu goli dla Legii miał Dani Suarez, który najpierw oddał piłkę gospodarzom, a później sprokurował rzut karny zagraniem ręką. Formalności w pierwszej połowie dopełnił Dominik Nagy, a kropkę nad „i” postawił po zmianie stron Carlitos.

Co do samego Górnika – niewątpliwie przegrał walkę o środek pola. Gra zupełnie się zabrzanom nie kleiła i tak poza kilkoma ciekawymi zagraniami, byli oni zmuszeni jedynie do przerywania ataków rywali. Nie dali przy tym szans na wykazanie się debiutującemu w Ekstraklasie Radosławowi Majeckiemu. Nieznacznie wyróżniał się Łukasz Wolsztyński, a i jego brat Rafał – po wejściu na murawę – próbował pociągnąć grę gości. To jednak nie wystarczyło nawet do zdobycia honorowego gola.

Legia nie przegrała już ósmego ligowego meczu z rzędu i obecnie lideruje w tabeli Ekstraklasy. Trener Wojskowych Ricardo Sa Pinto przyznał po ostatnim gwizdku, że jego zespół jest w dobrej formie, więc z niecierpliwością czekamy na spotkanie z Pogonią Szczecin, która ostatnio również świetnie prezentuje się na boisku. Mecz Portowców z mistrzem Polski odbędzie się 9 listopada.

Mateusz Rzepecki/Sport.RIRM

drukuj