fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

[KOMENTARZ] Ekstraklasa. Adam Nawałka przed wyzwaniem w Poznaniu

Oficjalnie potwierdziła się informacja, na którą wytrwale czekali nie tylko kibice poznańskiego Lecha, ale i wszystkie osoby interesujące się rodzimą ekstraklasą. Adam Nawałka powraca. Teraz były selekcjoner reprezentacji Polski zaprowadzi porządki w klubie z Wielkopolski.


Sezon 2014/2015. Lech Poznań w 37. kolejce bezbramkowo zremisował na własnym stadionie z krakowską Wisłą. Przypieczętował tym samym mistrzostwo polski. Maciej Skorża niedługo później został zwolniony po serii fatalnych wyników. Po nim pojawił się Jan Urban, którego również odprawiono bez żalu. Kolejorz rok 2016 zakończył na siódmym miejscu. Kiedy popularna polska myśl szkoleniowa przestała się sprawdzać, postanowiono sięgnąć poza granice kraju. Do Poznania ściągnięty został Nenad Bjelica. Chorwat próbował, jednak zespół – zamiast grać coraz lepiej – obniżał loty. W końcu przyszedł czas na długo wyczekiwany projekt. Stery objął Ivan Djurdjević. Ale i ten pomysł spalił na panewce. Mimo wielu gwarancji ze strony Piotra Rutkowskiego, szybko zrezygnowano z legendy Lecha.

Wszyscy zastanawiali się, co będzie dalej. Kto może pomóc drużynie, która wysiadała mentalnie, nie dawała rady fizycznie, miała dziury w defensywie wielkości leja po bombie, zgraniem nie grzeszyła i jakoś nie wyglądała na zgraję, w której jeden walczyłby za drugiego?

Czas mijał, Dariusz Żuraw spokojnie wykonywał swoją pracę, aż nagle na horyzoncie w końcu pojawił się on, cały na biało… Adam Nawałka zdecydował się podjąć niesamowicie trudnego zadania. Bo kto mógłby mu podołać, jeśli nie były selekcjoner reprezentacji Polski? Człowiek, który ułożył i ustabilizował kadrę, będącą wcześniej drwiną na ustach wielu piłkarskich fanów.

Wiele mówi się o wielkim profesjonalizmie nowego trenera Lecha, mówi się też o determinacji prowadzącej go najpierw przez karierę piłkarza, a później trenera. W kontekście problemów mentalnych piłkarzy Kolejorza przekazanie im determinacji jest bardzo ważne. Adam Nawałka na pewno o to zadba – robił to w Świcie Krzeszowice, Sandecji Nowy Sącz czy reprezentacji Polski, zrobi więc i w Poznaniu. Na problem z głowami zawodników wskazuje wiele osób. Lechitom zarzuca się bowiem, że w najważniejszych meczach – jak np. ten z Legią Warszawa – psychicznie nie dają rady. Nie radzą sobie też z presją gry w klubie z Wielkopolski, od którego wszyscy wymagają przynajmniej dobrych wyników. Trener będzie musiał znów w zawodnikach rozbudzić wiarę, pokazać, że są oni w stanie walczyć o „majstra”.

Jeśli uda mu się to zrobić, to możemy nie tylko być pewni dobrej gry Lecha, ale i zobaczymy nowe przykłady zawodników, takich jak Krzysztof Mączyński czy Michał Pazdan, którzy pod wodzą Nawałki przeżywali najlepszy okres w swojej karierze. W tym wszystkim Adamowi Nawałce ma pomóc trener mentalny Paweł Frelik. Pracował on nie tylko z ekstraklasowymi piłkarzami, ale i zawodnikami reprezentacji Polski. Z jego pomocy korzystali m.in. Karol Linetty, Kamil Grosicki, Maciej Wilusz czy Rafał Gikiewicz. Każdy z nich chwalił sobie współpracę z Frelikiem. Skrzydłowy Hull City opowiedział nawet, że w pewnym momencie po trzech występach w angielskim klubie był bardzo krytykowany. Wtedy poprosił o pomoc wspomnianego trenera, co się opłaciło.

„Porozmawialiśmy przez godzinę, w kolejnych dwóch spotkaniach strzeliłem dwa gole. Ma na mnie duży wpływ, wie, jak oczyścić moją głowę. Zwierzam mu się z wielu sekretów. Gdy gorzej się czuję mam z kim porozmawiać. On w takich sytuacjach daje mi energię, wiedzę, pokazuje, jak przetrwać gorszy okres” – to wypowiedź Kamila Grosickiego ze strony trenera Pawła Frelika.

Podobnych wypowiedzi jest tam sporo. Można więc liczyć, że sztabowi szkoleniowemu uda się wpłynąć i na Lechitów.

Innym wyzwaniem nowego trenera jest poznańska młodzież. Kamil Jóźwiak i Robert Gumny są podstawowymi zawodnikami Kolejorza. Wydaje się jednak, że obaj przyhamowali w rozwoju swoich umiejętności. Grają co prawda dość często, ale nie widać po nich znaczącej poprawy. Potrzebny jest więc ktoś, kto ich dalej pokieruje. Potrzebny jest również ktoś, kto będzie dalej wprowadzał młodych, utalentowanych piłkarzy, a bez wątpienia kimś takim jest Adam Nawałka. Ten człowiek nie boi się takiego wyzwania. Pamiętamy, jak ludzie krytykowali szkoleniowca za ciągłe umieszczanie w wyjściowej jedenastce Arkadiusza Milika. Młody napastnik w debiucie ze Śląskiem Wrocław zanotował asystę. Regularnie pojawiał się na boisku, choć liczby nie były po jego stronie. Do siatki rywali trafił dopiero w 24. kolejce, mimo iż wcześniej nie wystąpił zaledwie w sześciu meczach. Teraz snajper biega po włoskiej murawie. Wydaje się, że i na tym polu nowy szkoleniowiec powinien sobie poradzić.

Trener będzie musiał również popracować przy grze obronnej poznańskiej drużyny. O niej pisaliśmy m.in. [tutaj]. Jak widać, tutaj też nie jest zbyt kolorowo. Potrzebne będą wzmocnienia, bo niestety lidera formacji obronnej w Poznaniu ze świecą szukać. Konieczne będzie też przypomnienie niektórym piłkarzom, że jednak w defensywie grać potrafią. Rafał Janicki w zeszłym sezonie wyglądał dużo lepiej i choć popełniał błędy, to jednak można było o nim powiedzieć, że jakiś poziom utrzymuje. O Dimitrisie Goutasie czy Thomasie Rogne nie ma co tutaj mówić. Choć może i oni pod wpływem nowego szkoleniowca coś wniosą do poznańskiego zespołu.

Transfery to ciekawy wątek, wiążący się nierozerwalnie z władzami klubu. A te zazwyczaj dość oszczędnie podchodziły do pozyskiwania zawodników. Przełamane to zostało w ostatnim okienku transferowym. Pozyskanie Joao Amarala i Pedro Tiby za grube – jak na polskie warunki – pieniądze może jednak sprawić, że w zimie zarząd zaciśnie trochę pasa. Kwestia negocjacji z władzami ws. transferów będzie więc stanowić wyzwanie. Aczkolwiek możemy liczyć na to, że do Poznania zawitają w najbliższym czasie jacyś ciekawi zawodnicy.

Adam Nawałka związał się z Lechem do 30 czerwca 2021 roku. Trzeba mieć tylko nadzieję, że zarówno kibice, jak i zarząd uzbroją się w cierpliwość i dadzą w spokoju popracować byłemu selekcjonerowi. Pierwsze widoczniejsze efekty jego pracy powinniśmy zobaczyć już po przerwie zimowej.

Mateusz Rzepecki/Sport.RIRM

drukuj