fot. PAP/Adam Warżawa

Ekstraklasa. Lokomotywa nie zwalnia tempa, Lech ponownie liderem!

Gole Kaspera Hamalainena i Szymona Pawłowskiego zapewniły piłkarzom Lecha Poznań wyjazdową wygraną nad Lechią Gdańsk 2:1 w meczu 34. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Jedyną bramkę dla gospodarzy zdobył w doliczonym czasie gry Stojan Vranjes.


Obie drużyny prezentują ostatnio dość nierówną formę. Lechia zdołała co prawda pokonać Pogoń i Górnik Zabrze, jednak doznała dotkliwej klęski w starciu Koroną Kielce. Kolejorz, choć rozjechał w tygodniu Śląsk, wcześniej poległ przed własną publicznością w pojedynku z Jagiellonią.

O tym, że w Poznaniu potrzebują napastnika przekonaliśmy się już w 5. minucie, gdy uderzenie Zaura Sadajewa z woleja wylądowało… na aucie. Oba zespoły miały problem ze stwarzaniem klarownych okazji bramkowych. Groźnie było, kiedy z rzutu wolnego przymierzał Sebastian Mila. Piłka po strzale reprezentanta Polski wylądowała w dłoniach dobrze ustawionego Jasmina Buricia.

W 30. minucie PGE Arena w Gdańsku mogła jedynie wydać z siebie jęk zawodu. Wszystko za sprawą Kaspera Hamalainena, który na drugim słupku zamknął płaskie dośrodkowanie Łukasza Trałki. Wcześniej dobrym dryblingiem popisał się Sadajew. Czeczen wymanewrował w szesnastce gości Bruno Nazario i Rudinilsona. Kolejorz mógł pójść za ciosem, jednak w sytuacji sam na sam z bramkarzem Sadajewa zdołał powstrzymać Gerson.

Po przerwie zdecydowanie bardziej aktywna była Lechia, która nareszcie zaczęła częściej gościć w polu karnym rywali. W 54. minucie doskonałą okazję do wyrównania miałby Stojan Vranjes… miałby, bo nie doszedł ostatecznie do podania Nazario. Podopieczni Macieja Skorży odpowiadali groźnymi kontrataki. Po jedynym z nich oko w oko z Łukaszem Budziłkiem stanąłby Dawid Kownacki, gdyby nie świetna interwencja Grzegorza Wojtkowiaka.

W odpowiedzi po centrze Piotra Grzelczaka czubkiem buta gola próbował zdobyć Kevin Frisenbichler, jednak tym razem na przeszkodzie stanął dobrze dysponowany Burić. Kwadrans przed końcem Kolejorz wykorzystał bierność Rafała Janickiego. W dogodnej sytuacji znalazł się Szymon Pawłowski, który zdobył drugiego gola dla gości.

Piłkarze Lechii rzucili się do ataku. Gdy nareszcie udało im się wypracować dogodną sytuację, Stojana Vranjesa zablokował… Antonio Colak. Losy pojedynku mogły odwrócić się w doliczonym czasie gry. Za zagranie ręką w polu karnym sędzia wyrzucił z boiska Dariusza Formellę. Jedenastkę na gola zamienił Vranjes. Remis miejscowym mógł dać Colak, jednak jego strzał w fantastycznym stylu zatrzymał wprowadzony na ostatnie minuty Maciej Gostomski.

Lech pokonał ostatecznie Lechię Gdańsk 2:1 i powrócił na pozycję lidera piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy. Gdańszczanie plasują się obecnie na czwartym miejscu i wciąż mogą poważnie myśleć o walce z Jagiellonią Białystok. Stawka jest niemała – występ w europejskich pucharach.

***

Lechia Gdańsk – Lech Poznań 1:2 (0:1)
Stojan Vranjes 90+2’(k.) – Kasper Hamalainen 30’ Szymon Pawłowski 74’

Lechia Gdańsk: Łukasz Budziłek – Grzegorz Wojtkowiak, Gerson, Rafał Janicki, Rudinilson Silva (67’ Piotr Grzelczak) – Stojan Vranjes, Ariel Borysiuk – Bruno Nazario (85’ Piotr Wiśniewski), Sebastian Mila, Maciej Makuszewski – Kevin Friesenbichler (71’ Antonio Colak)

Lech Poznań: Jasmin Burić (82’ Maciej Gostomski) – Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Dawid Kownacki (76’ Dariusz Formella), Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski – Zaur Sadajew (61’ Darko Jevtić)

Żółte kartki: Kevin Friesenbichler, Sebastian Mila (Lechia) oraz Zaur Sadajew, Barry Douglas (Lech)

Czerwona kartka: Dariusz Formella 90+1’ (Lech)

Sport.RIRM

drukuj