fot. wikipedia

Ks. Bolesław Domański – niedościgniony wzór polskości

O księdzu dr. Bolesławie Domańskim opowiada Tadeusz Szczyrbak, lider inicjatywy historyczno-edukacyjnej Rodzina Rodła z Wrocławia.

Ks. Bolesław Domański urodził się 14 stycznia 1872 roku w Przytarni, niedaleko Wiela (dzisiaj gmina Karsin, województwo pomorskie), a więc szeroko rozumiane Kaszuby i Pomorze. Jest to miejsce, do którego powraca dzisiaj wielu współczesnych kontynuatorów tradycji Związku Polaków w Niemczech, współczesnych rodaków. Przyjeżdżają w to miejsce, odwiedzają je.

Tydzień temu przezywaliśmy 75. rocznicę śmierci ks. Bolesława Domańskiego (25 kwietnia 1939 roku w Berlinie). To ponad 67-letni okres życia człowieka, wielkiego patrioty, kapłana, później w okresie międzywojennym przywódcy ludu polskiego w Niemczech, który zapisał jakże chwalebne karty działalności dla, i na rzecz, polskiej mniejszości międzynarodowej najpierw w Republice Weimarskiej, a później w III Rzeszy.

Ksiądz Bolesław Domański, jako młody człowiek, był związany z Pomorzem, tam kończył szkołę średnią, niższe seminarium duchowne w Chełmnie, następnie w Pelplinie. Jest więc związany właśnie z diecezją pelplińską, na terenie której jest miejsce jego urodzenia. Studia doktoranckie odbył w dalekich Niemczech Zachodnich, gdzie w Münster (w Monastyrze) obronił pracę doktorską. W archiwach znajduje się dokument, który ilustruje jego autorski wkład: znaczenie i rolę prac Nemezjusza, znaczenie ducha, duchowości, duszy nieśmiertelnej, a więc dogmatyka okresu 3/4 wieku. W dokumentach (często do nich powracam) jest zaznaczone, że młody wówczas 27-letni ks. Bolesław Domański egzamin zdał summa cum laude, a więc z najlepszym  wynikiem.

Następnie powraca na ziemie swoich ojców i dziadów, aby tutaj pełnić posługę kapłańską. Jest wikarym, duszpasterzem w Lubawie; planuje się, by pracował właśnie w seminarium duchownym, w którym kształcił się, w którym zdobywał wiedzę. Młody ks. Bolesław Domański wybiera posługę bardzo prostą. Jego rolą i wielkim wyzwaniem jest, aby służyć Polakom wówczas na początku, czy na przełomie XIX i XX wieku. I rzeczywiście trafia na ziemię złotowską, na ziemię pilską, dzisiaj wielkopolską – na styku Wielkopolski i Pomorza, gdzie od 1902 do 1903 roku jest kapłanem w Złotowie.

Tam też daje się poznać jako prężny organizator; jako osoba, która dba o zabytki, o miejscowy kościół, o miejscową świątynię pw. św. Rocha. I wreszcie w 1903 roku jako 31-letni proboszcz, po wielu perturbacjach związanych z obsadą wakatów proboszczowskich, przyjeżdża do skromnej, małej, niedużej wioski, do Zakrzewa. To była ziemia, która wówczas i później w okresie międzywojennym należała do Hohenzollernów. Ciężko było tutaj o pewien stały kompromis pomiędzy władzą świecką a władzą duchowną.

W Zakrzewie przez kolejnych 36 lat, aż do kwietnia 1939 roku, będzie proboszczem w parafii Św. Marii Magdaleny, polskiej lokalnej parafialnej wspólnoty. Będzie kapłanem, który to miejsce szczególnie ukocha, i który w tym miejscu będzie zbierał owoce swojej duszpasterskiej, kapłańskiej działalności. Warto wiedzieć, że ks. Bolesław Domański będąc proboszczem i pasterzem ludu polskiego właśnie w Zakrzewie, później w latach 20-tych  czy 30-tych, zakładał też zręby i podwaliny pod polską, niezależną, finansową bytność polskich organizacji i instytucji w Niemczech. Zakładał czy współorganizował polskie banki spółdzielcze w Zakrzewiu. W Złotowie był patronem rady nadzorczej Banku Spółdzielczego, banku ludowego, zresztą te banki dzisiaj (w Złotowie i w Zakrzewie) te tradycje podtrzymują i chlubią się tą wspaniałą spuścizną i osobą ks. Bolesława Domańskiego.

Na przełomie lat 20. i 30. ks. Bolesław Domański został wybrany prezesem rady nadzorczej Związku Spółdzielni Polskich w Niemczech, której siedziba mieściła się we Wrocławiu. Z tego okresu datuje się określenie: „Ksiądz patron”, a więc patron ruchu spółdzielczego – określenie i nazwa, która później przyjęła się i funkcjonuje do dziś w świadomości wszystkich tych, którzy doceniają znaczenie osoby ks. prof. Domańskiego. W 1931 roku zostaje drugim w kolejności chronologicznej prezesem Związku Polaków w Niemczech. Przez 8 lat 30-tych XX wieku był formalnym i faktycznym prezesem tego związku; osobą, która nadawała wówczas ton działalności Polaków, zwłaszcza po dojściu do władzy w 1933 roku Adolfa Hitlera.

To właśnie ten czas, kiedy ks. Domański opiekował się swoją wspólnotą parafialną, opiekował się dzielnicą piątą na Kaszubach, która była w jego gestii terytorialnej. Trzeba też pamiętać, że pod jego opieką była wówczas półtoramilionowa polska mniejszość narodowa w republice Weimarskiej, później w III Rzeszy: Na obszarze Śląska – dzielnica pierwsza, Berlina i ziem puławskich – dzielnica druga, Nadrenii i Westfalii – dzielnica trzecia, Warmii, Mazur i Powiśla – dzielnica czwarta, wreszcie Ziemia Kaszubska, pomorska także z ziemią (dziś) lubuską, międzyrzecką, babimojską. Była to opieka i patronat nad całokształtem działalności ideowej, organicznej, pozytywistycznej, rozwoju i krzewienia czytelnictwa, animowania i powstawania od 1929 roku polskich szkół, które miały zbudować własne zaplecze intelektualne i własną, niezależną polską inteligencję, której tak przecież brakowało w okresie międzywojennym.

Wreszcie ks. Domański organizował, w listopadzie 1933 roku, pierwszą, jak do tej pory i jedyną, pielgrzymkę Rodła do Watykanu. Wówczas miało miejsce spotkanie z ówczesnym Ojcem Świętym, papieżem Piusem XI, który w 1920 roku będąc w Polsce nuncjuszem apostolskim, kard. Achille Ratti, jako jedyny nie opuścił zagrożonej przez bolszewicką nawałę polskiej stolicy. To było budujące i krzepiące dla Polaków, którzy wchodzili w okres największych prześladowań przed zbliżającą się realną martyrologią po dojściu Hitlera do władzy.

Ksiądz Bolesław Domański dostaje dzisiaj synonim polskiego pragmatyzmu, znakomitej funkcjonującej wówczas 50-60 tys. polskiej kadry Związku Polaków w Niemczech, ale także takich osób, które były mu życzliwe. Można wymienić Sekretarza Generalnego Związku Jana Kaczmarka, syndyka prawnego Związku Polaków w Niemczech, w Berlinie, Brunona Openkowskiego, wielu księży z Krajny, którzy też byli lokalnym proboszczami, kapłanami, ale i lokalnymi liderami polskiej mniejszości narodowej – ks. Alfons Sobierajczyk czy ks. Władysław Paszki, czy wielu, wielu innych księży na ziemi śląskiej, pomorskiej, kaszubskiej, czy na terenie państwa niemieckiego. Byli oni wówczas dla Polaków przewodnikami w tych ciężkich czasach.

3 grudnia 1937 roku, w Sali Rodła w Zakrzewie zbiera się Rada Naczelna Związku Polaków w Niemczech. Podejmuje uchwałę o zorganizowaniu w dniu 6 marca 1938 roku Kongresu Polaków w Berlinie. Kongresu, który po kilkunastu tygodniach został znakomicie przygotowany; kongresu, którego my współcześni kontynuatorzy i sukcesorzy tradycji Związku Polaków w Niemczech przywołujemy od 10 lat na uroczystościach we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim. Był on perfekcyjny pod każdym względem: ideowo, ideologicznie, organicznie, logistycznie. Wówczas do 5-6 tysięcznej sali Theater des Volkes, największej sali Berlina w Teatrze Ludowym, przyjechali Polacy z całych ówczesnych Niemiec.

Jak się okazało był to kongres zorganizowany na niespełna półtora roku przed wybuchem II wojny światowej. Przeszedł do historii pod wieloma względami – w tym najważniejszym punktem, jakim było ogłoszenie pięciu prawd Polaków spod Znaku Rodła przez dr. Jana Kaczmarka: 1) Jesteśmy Polakami, 2) Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci, 3) Polak Polakowi Bratem, 4) Co dzień Polak Narodowi służy, 5) Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle. Były to prawdy, którymi wówczas Polacy w Niemczech na co dzień się posługiwali, prawdy, które Polacy znali w ówczesnym Wrocławiu, Opolu, Bytowie, Sztumie, Kwidzynie, dalekim Dortmundzie, Bochum czy Herne Sodingen.

Ale to były także prawdy, którymi posługiwali się najbliżsi parafianie i współbracia ks. Bolesława Domańskiego w Zakrzewie. Te prawdy trzeba było właśnie w ten sposób ogłosić, podać je uroczyście, aby dalej krzepiły Polaków w Niemczech, ale także były ofertą i wspaniałym katechizmem narodowym i credo polskości dla Polaków II Rzeczypospolitej, dla Polaków rozsianych po całym świecie, chociażby dużej polskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wreszcie takim przecież zamierzeniem naszych rodaków w Niemczech było, aby te prawdy Polaków spod Znaku Rodła dziś w ponad 76-cio letniej perspektywie nadal były potrzebne, nadal były aktualne i nadal były dla nas chrześcijan Polaków prawdami, z którymi będziemy się na co dzień identyfikować i którymi będziemy się kierować.

Wówczas, na Kongresie Berlińskim, ks. Bolesław Domański wygłosił piękną płomienną przemowę: „Polskość istotą duszy Polaka”. Zawarł w niej całe swoje narodowe jestestwo, w którym wyraził umiłowanie do Ojczyzny, do tej państwowości, do tej Polski która nie powróciła (jak w przypadku Zakrzewa, Ukrainy) do macierzy, do Polski. Był to bowiem obszar, który odpadł od Polskiej państwowości jako pierwszy, już po pierwszym rozbiorze w 1772 roku, a który powrócił do Polski dopiero w styczniu 1945 roku, jako ostatnia ziemia jeśli chodzi o obszary zachodnie i północne ziemie odzyskane. A więc nie 123 lata, jak w przypadku wielu polskich ziem z zaborczej niewoli, ale sto siedemdziesiąt kilka lat poza polską państwowością, a jednocześnie z utrzymaną i kontynuowaną tkanką narodową, o którą tak wspaniale zadbał ksiądz patron dr Bolesław Domański.

I przychodzi 1939 rok. To jest czas choroby; czas, w którym szykował się na przejście do wieczności. Przebywa wówczas szpitalu w Berlinie. Tam umiera 21 kwietnia 1939 roku. W stolicy ówczesnych Niemiec, w katedrze św. Jadwigi, odbywa się ceremonia pogrzebowa. Następnie orszak i kolumna samochodów wraz z doczesnymi szczątkami Księdza Patrona przejeżdża do Zakrzewa, do mianowanego w latach 30-tych przez władze narodowo-socjalistyczne III Rzeszy na Buschdorf; do miejsca, w którym 36 lat pełnił posługę kapłańską, gdzie był związany z polskim ludem, gdzie wreszcie ziemia zakrzewska przyjmuje go na zawsze.

Właśnie po tych ¾ wieku nie możemy przejść obojętnie obok daty, która miała miejsce w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Chcieliśmy bardzo wspominać ks. Bolesława Domańskiego i jego 75. rocznicę przejścia do wieczności. Pamiętaliśmy i nadal pamiętamy w modlitwach o tym wielkim Polaku. Przypomnijmy, że był prezesem Związku Polaków w Niemczech w lata 30-tych XX wieku, przywódca duchowym i politycznym polskiej mniejszości narodowej w Republice Weimarskiej i III Rzeszy, niezłomnym kapłanem i proboszczem w Zakrzewie.

Pamiętajmy nadal w naszych modlitwach o patronie polskiej spółdzielczości tamtego okresu, organizatorze (jak wspomniałem) Kongresu Berlińskiego 6 marca 1938 roku. Wreszcie pamiętajmy o niedoścignionym wzorze patriotyzmu Polaka, który kochał Boga i Ojczyznę. Pamiętajmy o pasterzu ludu polskiego w Niemczech, dla którego (tak, jak w jego wystąpieniu na Kongresie Berlińskim) polskość była istotą duszy Polaka. Ksiądz Bolesław Domański dla Polaków dzisiaj w Niemczech, jak i dla nas w Polsce, którzy identyfikują się z tym dziedzictwem, którzy szczególnym szacunkiem i estymą darzą tego wielkiego Polaka, jest i będzie w naszych sercach i wdzięcznej pamięci.

RIRM

drukuj