fot. youtube.com

Ks. abp A. Dzięga dla „Naszego Dziennika”: Szanujmy prawa wiernych

Kościół święty przedstawia wiernym kilka sposobów przyjmowania Komunii św. Zawsze na pierwszym miejscu stawia przyjmowanie Komunii św. na kolanach i do ust. Nie powinni jednak szafarze Komunii św. narzucać wiernemu ani formy, ani geografii udzielania Komunii św. Osobiście ze smutkiem przyjmuję komunikaty organizacyjne tuż przed rozpoczęciem udzielania Komunii św., że w tym miejscu w taki sposób, a w tamtym miejscu w taki sposób. Wprowadza to atmosferę podziału pośród wiernych. Jest to element obcy Liturgii. Jeśli już trzeba wskazywać miejsce udzielania, to raczej w informacjach porządkowych przed rozpoczęciem Świętej Liturgii, a nie w jej trakcie – wskazał ks. abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński i członek Rady Stałej KEP, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Red. Sławomir Jagodziński: Episkopat Polski po obradach na Jasnej Górze zaapelował do wiernych, aby po ustaniu obostrzeń epidemicznych całymi rodzinami wracali do kościołów, do swych parafii. Co się dokonało w religijności Polaków przez te ostatnie miesiące, że takie apele są konieczne?

Ks. abp Andrzej Dzięga: Tego rodzaju apele są elementem stałej formacji, także katechezy, prowadzonej niezmiennie we wspólnocie Kościoła. Praktycznie od zawsze. Ostatnio także kardynał Robert Sarah po raz kolejny podjął tę kwestię. W różnych okresach można jedynie obserwować różne akcenty, czasem podkreśla się potrzebę osobistego wyboru ze strony wiernych, by w pełni chcieli uczestniczyć w życiu duchowym, z liturgią Eucharystii na czele, czasem z kolei podkreśla się wręcz prawo Kościoła do nakładania takiego formalnego obowiązku, czy nawet nakazu.

Myślę, że w obecnej sytuacji jesteśmy w momencie przejściowym. Wiosenne miesiące powszechnego lęku wobec pandemii, także udzielane przez biskupów dyspensy uwalniające wiernych od formalnego obowiązku udziału we Mszy św., uświadomiły wiernym, że to od nich samych, od wyboru ich serca, od mocy ich osobistej wiary zależy, czy chcą swoją aktywną obecnością, także poprzez przygotowanie i podejmowanie określonych funkcji i zadań w Liturgii, współtworzyć dynamizm duchowy Kościoła w Jezusie Chrystusie.

Ja osobiście wolałbym podkreślać w tym apelu wołanie-zachętę, by „powracać całymi rodzinami”. Myślę bowiem, że trwające kilka miesięcy pandemiczne zatrzymanie wielu ludzi w ich domach ułatwia teraz sięgnięcie właśnie do tego rodzinnego wymiaru chrześcijańskiego świadectwa wiary, także przez rodzinny udział w Liturgii Świętej.

Jednocześnie apel ten jest zachętą, by opanować własne przesadne lęki wobec koronawirusa, by – zachowując rozumną ostrożność i rozumne sanitarne zarządzenia – nie przestawać funkcjonować normalnie w relacjach społecznych, także w Kościele, pomagając sobie wzajemnie i wspierając w razie potrzeby.

Wierni w niektórych parafiach są zaskoczeni zaleceniami, aby przyjmować Komunię św. na rękę albo wybrać Komunię duchową. Uniemożliwianie wiernym Komunii św. do ust to poważne nadużycie. Jak Ekscelencja odbiera takie ograniczenia?

Mówimy tutaj o jednym z podstawowych praw wiernego w czasie Liturgii. Kościół Święty przedstawia wiernym kilka sposobów przyjmowania Komunii św., zawsze na pierwszym miejscu stawiając przyjmowanie Komunii św. na kolanach i do ust. Nie powinni jednak szafarze Komunii św. narzucać wiernemu ani formy, ani geografii udzielania Komunii św.

Osobiście ze smutkiem przyjmuję komunikaty organizacyjne tuż przed rozpoczęciem udzielania Komunii św., że w tym miejscu w taki sposób, a w tamtym miejscu w taki sposób. Wprowadza to atmosferę podziału pośród wiernych. Jest to element obcy Liturgii. Jeśli już trzeba wskazywać miejsce udzielania, to raczej w informacjach porządkowych przed rozpoczęciem Świętej Liturgii, a nie w jej trakcie. W każdym natomiast miejscu, gdzie jest rozdzielane Ciało Pana, to wierny (zależnie np. od stanu swojego zdrowia czy osobistej formacji liturgicznej) prosi o Komunię św. w określony sposób. Szafarz udziela jej wtedy zgodnie z przepisami Kościoła.

Uważam także za zasadnicze nadużycie wszelkie dyskusje organizacyjne prowadzone w momencie udzielania Komunii św. przez szafarza lub wiernego. W tym momencie wszyscy winniśmy adorować Ciało Pana, a nie prowadzić dyskusje liturgiczne.

Ostatnie miesiące pokazały natomiast dobitnie, jak powszechne jest w Polsce pragnienie wiernych, by przyjmować Ciało Chrystusa do ust, a także na kolanach. W wielu świątyniach kapłani wręcz rozważają już powrót tzw. balasek czy klęczników, ułatwiających taki sposób przyjmowania Komunii św. Wierni z zasady przyjmują to z wdzięcznością. Natomiast dodatkowym dobrem ostatnich miesięcy jest ogromna i powszechna dyskusja pośród wiernych na te tematy. Jeśli to wszystko pogłębi świadome oraz pełne wewnętrznego pokoju i radości przeżywanie Świętej Liturgii, to chwała Panu.

Są sytuacje, że wierny chce wejść w dzień do kościoła na modlitwę, ale nie może, bo jest on zamknięty ze względu na pandemię…

O godzinach otwarcia świątyń decydują miejscowi duszpasterze. Potwierdzam jednak tę obserwację, że w ostatnich miesiącach wzrosło zainteresowanie wiernych indywidualnym nawiedzaniem świątyni i osobistą modlitwą w ciszy. W okresie najbardziej surowych restrykcji ilościowych,  szerokie rzesze wiernych odbierały jako zdecydowane ograniczenie przynależnych im praw. To właśnie możliwość osobistej adoracji Najświętszego Sakramentu w wyciszonej świątyni pozwalała wiernym na odzyskiwanie radości i siły do codziennego świadectwa wiary.

Mądrzy duszpasterze szukają ciągle nowych inspiracji pastoralnych. Myślę, że jedną z tych inspiracji jest także rozszerzanie godzinowych możliwości nawiedzania świątyń. Natomiast gdyby samo zamykanie świątyni poza Liturgią było wprost motywowane pandemią, to byłoby bardzo smutne. W sytuacjach społecznie i duchowo trudnych świątynie winny być właśnie szeroko otwarte na nawiedzenia Najświętszego Sakramentu i na osobistą modlitwę. Nawet jeśli rodzi to jakieś obawy o nadużycia, to jednak duchowe owoce zawsze są większe.

Czy do kościołów wróci woda święcona? Czy jej brak także coś mówi nam o stanie naszej wiary i pobożności?

To jest bardzo ciekawe zagadnienie. Z jednej strony nie ma bowiem formalnego, twardego nakazu, by w świątyni katolickiej były przy każdych drzwiach kropielnice z wodą święconą. Z drugiej strony mówimy tu o wielowiekowej tradycji. W wielu sanktuariach kustosze tych miejsc, witając pielgrzymów, błogosławią ich, kropiąc także wodą święconą. Woda święcona w kropielnicy przy drzwiach pozwala każdemu wiernemu korzystać z takiego błogosławieństwa Kościoła na progu świątyni. I znowu – dotykamy tutaj prawa wiernego. To on decyduje, czy korzystać z dotknięcia święconej wody, ponawiając w tej formie swój chrzest i dokonując niejako duchowego oczyszczenia, czy też wchodząc do świątyni, dokonuje tego w innej duchowej formie, mając własną praktykę pobożną. Ale – podkreślam – jest to prawo wiernego, którego nie należy ograniczać.

Należy dbać, oczywiście, by woda święcona w kropielnicach była zawsze świeża. Spotkałem wiele osób, sam do nich zresztą należę, które wchodząc do świątyni, niejako odruchowo, chociaż świadomie, szukają kropielnicy przy drzwiach i zanurzają w niej dłoń. Wielokrotnie w ostatnich miesiącach, dopiero dotykając suszy w kropielnicy, uświadamiałem sobie: no tak, epidemia. Ale znak krzyża świętego czyniłem dalej normalnie, jak zawsze. A rozumni wierni próbują sobie radzić po swojemu. W okresie letnim spotkałem np. osoby, które w maleńkich buteleczkach przynosiły ze sobą do kościoła własną wodę święconą i z niej przy wejściu do świątyni korzystały, a nawet użyczały innym chętnym.

W bardzo wielu świątyniach woda święcona jest obecna. Dlatego jestem przekonany, że woda do kropielnic powróci wszędzie, podobnie jak powróci aspersja na rozpoczęcie niedzielnej tzw. głównej Mszy św. To są zwyczajne obrzędy i praktyki Kościoła.

Ciągle coś nas zaskakuje. W archidiecezji warszawskiej np. pojawiło się zalecenie dla księży koncelebrujących Msze św., aby zakładali maseczki. Czy to nie przesada?

Maseczka nie należy do stroju liturgicznego. Dlatego tylko w najbardziej trudnych sytuacjach zdrowotnych można byłoby ją dopuścić, ale i wtedy z klauzulą, że w momencie wykonywania określonych czynności liturgicznych przy ołtarzu zarówno kapłan, jak i asystujący powinni maseczki zdejmować. Przewodniczący Liturgii w ogóle nie powinien maseczki nakładać. Ale znowu – rozumnie, pobożnie i z wiarą trzeba to wszystko czynić, a nie dla samego nakazu lub zakazu.

W związku z koronawirusem pojawiły się także w wielu parafiach przesunięcia na późniejsze terminy Pierwszych Komunii Świętych dzieci i sakramentu bierzmowania dla młodzieży. W swej archidiecezji Ksiądz Arcybiskup inaczej do tego podszedł, wprowadzając formy zindywidualizowane i rodzinne tych sakramentów. Jakie są efekty?

W większości parafii duszpasterze podjęli tę formę pastoralnego zaangażowania w katechezę rodzinną i rodzinne przygotowanie oraz przeżycie Pierwszej Komunii Świętej. Decydowali o tym jednak rodzice. Dlatego w efekcie mniej więcej połowa dzieci przyjmowała u nas Eucharystię w bardzo małych grupach lub wręcz w otoczeniu własnej rodziny, inni zaś decydowali, że będą czekać na powrót zwyczajnej możliwości Komunii św. grupowej.

I znowu – to jest prawo wiernych: duszpasterze powinni pokazać możliwości, tłumaczyć, katechizować, pomagać, towarzyszyć, rozeznawać, wreszcie decydować o dopuszczeniu do rozpoczęcia przez dziecko regularnego życia eucharystycznego. Ale gdy chodzi o samą inicjatywę, to w odniesieniu do dzieci należy ona do rodziców lub opiekunów prawnych. Ta forma rodzinna, zindywidualizowana, od bardzo dawna jest w Kościele stosowana, także w Polsce, pod nazwą wczesnej Komunii Świętej. Warto tę formę rozwijać.

W naszej archidiecezji otworzyłem także inną dodatkową możliwość. W miesiącach ilościowych ograniczeń wiernych w świątyniach proboszczowie, którzy przedstawiali imienną listę osób już przygotowanych w parafii do bierzmowania, w sytuacji niemożności zorganizowania bierzmowania z udziałem biskupa, otrzymywali ode mnie imienne upoważnienie do udzielania bierzmowania właśnie w trybie zindywidualizowanym, rodzinnym. Jeśli bowiem wierny jest gotowy do przyjęcia łaski sakramentalnej i chce z nią współpracować, to szkoda każdego miesiąca zwłoki. Ta praktyka w obecnym nietypowym roku się sprawdziła.

W związku z pandemią koronawirusa pojawia się coraz więcej informacji o pracach nad szczepionką. Tu rodzą się problemy moralne. Episkopat Polski zwrócił uwagę, że nie do zaakceptowania są te, które „bazują na materiale biologicznym pochodzącym z aborcji”. Czy my w ogóle będziemy wiedzieli, jak została ewentualna szczepionka wyprodukowana? A jak pojawi się pomysł, żeby były obowiązkowe, to co wtedy?

Po raz kolejny pan redaktor pyta o prawa człowieka, tym razem bardziej w obszarze prawa państwowego. Gdy chodzi o materiał genetyczny pochodzący z aborcji, to od strony etycznej sprawa zawsze była i jest oczywista. Nie wolno zabijać jednego człowieka, aby pobierać tkankę lub całe organy dla ratowania drugiego człowieka. Trzeba ratować życie i zdrowie każdego człowieka.

Otwiera się tu natomiast kwestia prawa do informacji o przyjmowanej dawce leku lub szczepionki. Gdy ktoś kupuje zwykły lek na ból głowy, to tam jest załączona szczegółowa ulotka z ogromną ilością informacji o tym leku, o tej serii, o składnikach, o dacie wytworzenia i dacie przydatności, o skutkach zażywania, także o skutkach ubocznych itp. Przy szczepionkach, także przy szczepieniu dzieci, nikt nie podaje takich szczegółowych informacji, całe ogromne ryzyko przerzucając na samego pacjenta lub na rodziców szczepionego dziecka.

Jeszcze inną kwestią jest, czy do przyjęcia szczepionki można kogoś zmuszać. To są nowe pytania. Ja nie chcę tej kwestii zamykać prostym rozstrzygnięciem. Otwiera się tu jednak przestrzeń do analiz dla prawników i etyków, ale przede wszystkim dla prowadzących badania z zakresu nauk medycznych. Warto jednak, by wszyscy zainteresowani pamiętali te pytania i tych odpowiedzi szukali.

Pandemia może być wykorzystywana do ograniczania prawa obywateli, także rodziców. Czy nie dotyczy to np. sytuacji w szkołach? Rodzice muszą zostawić dzieci przy drzwiach, dalej nie mogą wejść. Coś tu jest nie tak…

Po raz kolejny dotykamy kwestii praw człowieka. Tym razem praw rodziców na terenie szkoły. Są sytuacje trudne, bywają też sytuacje nadzwyczajne. Ale obecna pandemia, chociaż jest sytuacją trudną, to jednak nie jest sytuacją nadzwyczajną. Może się natomiast w taką przerodzić.

Sami rodzice oraz dyrektorzy szkół muszą tu dokonywać bardzo precyzyjnych uzgodnień, by z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczniom, z drugiej strony, by z konkretnym uczniem nie działo się na terenie szkoły nic, czego nie życzyliby sobie jego prawni opiekunowie.

Prawa rodziców w szkole są bardzo istotne, także wobec zadania kontroli tego, czego są nauczane dzieci i kto jest wpuszczany do szkoły z różnymi programami edukacyjnymi. Wbrew woli rodziców środowiska LGBT próbują przenikać do szkół z tzw. seksedukacją. Profanacje, agresja, demoralizacja, a teraz jeszcze na celowniku są szkoły. Czy to już libertyńska wojna wypowiedziana katolickiej Polsce?

Ta wojna jest czymś oczywistym dla spokojnego obserwatora. I nie jest to kwestia spontanicznego rozwoju jakiejś dyskusji społecznej, ale – wielu jest o tym przekonanych, bo logika wydarzeń to potwierdza – są to działania inspirowane i programowane. Niestety. Tym bardziej na terenie szkoły muszą być uszanowane nie tylko prawa ucznia, ale także prawa rodziców uczniów. To rodzice odpowiadają prawnie za dzieci i to do nich należy decyzja, czy akceptują określone programy dodatkowych zajęć szkolnych.

W Szczecinie pojawiły się napisy nawołujące do mordowania księży i biskupów. Czy to nie dlatego, że Kościół konsekwentnie przypomina, kto jest Stwórcą człowieka jako mężczyzny i kobiety, a kto to podważa – grzeszy?

Myślę, że jest to także element tych duchowych zmagań. Z jednej strony wielu kapłanów oraz wiele sióstr zakonnych sygnalizuje, że idąc ulicą, spotykają się ze zwyczajną otwartością przechodniów na koloratkę lub habit, z drugiej strony pojawia się więcej nieuzasadnionej niczym agresji. Każdą z takich sytuacji próbujemy analizować, zarówno stawiając pytanie o przyczyny, jak też o optymalną reakcję.

W Szczecinie dzieje się dużo dobrego w sprawach obrony życia – chociażby aktywność Małych Stópek, Marsze dla Życia, podpisy pod kolejnymi projektami prawnej ochrony życia itp. Aktywizują się też środowiska mężczyzn – świadków wiary. Narasta modlitwa. Czyli duchowe zmaganie trwa. Prawda i Miłość, i Życie zawsze zwyciężają.

Sławomir Jagodziński/Nasz Dziennik

drukuj