Histeryczne reakcje na wykład o gender

Audio MP3
Pobierz

Sprawa jest dla mnie wciąż bardzo wstrząsająca. Nie ukrywam, że przeżyłem wczoraj ogromną skalę emocji. Bardzo dziękuję osobom, które wspierały mnie w tych chwilach.

Przede wszystkim dziękuję organizatorom Korporacji Akademickiej LECHIA, która zadbała o bezpieczeństwo. Dziękuję władzom uniwersytetu, które były bardzo elastyczne i pozwoliły nam przenieść się do największej sali uniwersytetu, która została wypełniona po brzegi i pozwolono nam kontynuować całe spotkanie. Wykład odbył się wraz z dyskusją. Trwało to chyba około dwóch godzin. Myślę, że było to bardzo interesujące wydarzenie dla tych uczestników, którzy chcieli faktycznie podjąć refleksję akademicką na ten temat.

Wracając do tego momentu zakłócenia, trzeba zwrócić uwagę, że to nie był tylko jeden znarkotyzowany transwestyta, który wbrew opisowi „Gazety Wyborczej” nie obiegł mnie. Ja jestem człowiekiem dość dużej tuszy i zajmując sporo miejsca między katedrą a ścianą nie umożliwiałem temu człowiekowi obiegania mnie. On wskoczył na katedrę. Następnie z katedry zaczął biegać po ławkach, które były ustawione amfiteatralnie w tej Sali. Wtórowało mu około dwudziestu ludzi. Przypuszczam, że z tzw. kampanii przeciw homofobii, która już kiedyś dała znać o sobie dewastując gabinety profesorów Mikołajczaka i Zawadzkiego, przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Akademickiego Klubu Obywatelskiego; wtedy, kiedy Klub wystosował swoje wspierające oświadczenie w sprawie prof. Pawłowicz. Wtedy zdewastowano te dwa gabinety, a nam wszystkim wysłano e-maile z pogróżkami.

Jak prawdopodobnie potwierdzi to analiza nagrań z tamtych zajść i z obecnych, byli to – przynajmniej po części – ci sami ludzie. Wtedy nikt nie interweniował. Wczoraj na szczęście policja zajęła właściwe stanowisko wobec tych osób. Wracam jednak do myśli, dlaczego właśnie taka agresja i skąd się ona bierze.

Chcę zwrócić tylko uwagę na to, że zanim doszło do wczorajszych incydentów, były naciski na władze rektorskie, żeby odwołać ten wykład. Była petycja podpisana przez środowiska genderowe i przedstawicieli różnych opcji, orientacji na stronach internetowych. To była petycja, która zebrała przeszło 600 podpisów protestujących przeciwko wykładowi, który był tylko zapowiedziany.

Pozwolę sobie powiedzieć, że po części byli to ludzie, którzy gościli w murach swojego wydziału kilka lat temu np. Jerzego Urbana, przeciwko którego obecności na ówczesnym wydziale nauk społecznych nikt nie protestował. Przynajmniej nie przypominam sobie żadnej reakcji ze strony władz tamtego wydziału, czy jego pracowników w formie zmasowanej. Teraz była zmasowana histeryczna reakcja na sam tytuł wykładu, któremu zarzucano m.in. propagowanie zbiorowej nienawiści. „Gender – dewastacja człowieka i rodziny”. Zastanawiałem się, gender – słowo neutralne; dewastacja – słowo budzące niepokój, smutek; człowiek – miłość – słowa pisane miłością, zatem spójnik „i” jedynie mógł tutaj wzbudzać nienawiść. Można byłoby dalej komentować te histeryczne reakcje. Ostatni segment, który dolewał oliwy do ognia, to były relacje czy zapowiedzi medialne „Gazety Wyborczej”, która ukazywała bardzo ciekawie – jak zawsze – konfrontująco z jednej strony, księdza, który ma swoje dziwaczne poglądy, a z drugiej strony środowisko naukowców. Na liście podpisanych osób byli naukowcy, bo – jak rozumiem – wszyscy byli naukowcami od Poznania po Erewań. To potężne 600-osobowe środowisko naukowców protestowało przeciwko wykładowi jakiegoś księdza, który ma swoje dziwaczne poglądy. Te wszystkie segmenty doprowadziły do tego ekscesu, który był bardzo wizualny, ale który trzeba rozpatrywać jako konsekwencję tych wszystkich elementów. Jeżeli się zastanowimy logicznie to ten eksces „gender bandy” jest konsekwencją „gender lobbingu”, który ma miejsce w postaci, może nie tak spektakularnej, tak perwersyjnej, ale który ma miejsce na co dzień. Wczorajsze wydarzenia to potwierdzały.

Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, etyk

drukuj