Spróbuj pomyśleć


Pobierz

Pobierz

Ujemne i dodatnie plusy demokracji

Szanowni Państwo!

Chyba niepodobna przesadzić z krytyką procedur demokratycznych. Teraz wprawdzie mamy kampanię tylko do Parlamentu Europejskiego – takiego demokratycznego kwiatka do biurokratycznego kożucha, więc emocje i duraczenie nie przekraczają dopuszczalnych granic – ale w przyszłym roku czekają nas wybory parlamentarne i prezydenckie, więc nie ulega wątpliwości, że będzie się działo! A będzie tym bardziej, że już teraz widać, iż główną troską, głównym zmartwieniem ugrupowań dominujących na politycznej scenie jest obawa  przed pojawieniem się politycznej alternatywy, przed opuszczeniem świeżej krwi i nowych idei. Tymczasem wygląda na to, że znaczna i chyba nawet  rosnąca część młodego pokolenia nie tylko nie widzi dla siebie niczego atrakcyjnego w partiach tkwiących w okrągłostołowym układzie, ale pragnie ten układ rozsadzić. Dlatego właśnie nawet kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego może przynieść różne niespodzianki, a kampanie przyszłoroczne – jeszcze większe.

Wróćmy jednak do krytyki procedur demokratycznych. Otóż kampania wyborcza ma na celu przekonanie obywateli, że akurat ta partia jest najlepsza, podczas gdy wszystkie inne mogą tylko spierać się między sobą  o różnicę łajdactwa i głupoty. Tak robi każda partia i dlatego wyborcy głosują akurat na tę, przez siebie wybraną. Ale kiedy już głosowanie się odbędzie, wówczas rozpoczynają się rozmowy koalicyjne.  Partia mądra zaczyna namawiać się z partią głupią, partia uczciwa – z partią złodziejską i tak dalej.  Wreszcie dochodzi do sklecenia koalicji i między jej uczestnikami rozpoczynają się tak zwane „rozmowy programowe”.  Chodzi o to, kto, ile  i w jakich sektorach pozajmuje posady, za pośrednictwem których będzie doił Rzeczpospolitą w tak zwanym „majestacie prawa” – ale niekiedy wymaga to, przynajmniej dla zachowania pozorów, dokonania jakichś rzeczywistych uzgodnień programowych. W rezultacie tych uzgodnień koalicja rządowa będzie realizowała program, o jakim przedtem nikt nie słyszał i za jakim, być może, nikt by nie zagłosował. Trudno sobie wyobrazić większą kpinę z wyborców, toteż nic dziwnego, że wielu ludzi nie chce w tym widowisku statystować.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ponieważ rywalizujące ze sobą ugrupowania muszą jakoś przekonywać do siebie obywateli, toteż czasami dochodzi do  ujawnienia rozmaitych tajemnic. Tak właśnie stało się i teraz, kiedy pan Paweł Piskorski, ongiś wysoki dygnitarz Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Platformy Obywatelskiej ujawnił, że Kongres Liberalno-Demokratyczny był regularnie finansowany przez niemiecką CDU. Podejrzewam, ze CDU dla zachowania pozorów przyzwoitości tylko przekazywała pieniądze pochodzące od niemieckiego wywiadu, który w ten sposób budował w naszym nieszczęśliwym kraju potężne dzisiaj Stronnictwo Pruskie. Wprawdzie zarówno pan premier Tusk, jak i inni działacze Platformy, zaprzeczali tym rewelacjom, ale jakoś niemrawo – widać nie byli pewni, kto pana Piskorskiego inspirował do tych wyznań i jakiego jeszcze asa chowa w rękawie. Również niezależne media głównego nurtu, które początkowo rzuciły się na tę rewelację, wkrótce o niej zapomniały, jak na komendę demonstrując święte oburzenie z powodu bezceremonialnego potraktowania pana Władysława Bartoszewskiego przez  panią posłankę Pawłowicz, no a prawdziwym darem Niebios okazał się osobnik, który wygrał konkurs Eurowizji, prezentując się jako kobieta z brodą.

Ale nawet kobieta z brodą na długo nie wystarczy, toteż okazało się, że Aleksander Kwaśniewski, były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, był na łaskawym chlebie  w firmie kontrolowanej przez obalonego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i w dodatku, żeby było śmieszniej, kolegował tam z synem amerykańskiego wiceprezydenta Bidena. Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny zainteresowania Stanów Zjednoczonych rozwojem demokracji na Ukrainie, no i oczywiście – przyczyny takiego zaangażowania w tę sprawę naszych Umiłowanych Przywódców. Dodatkowe światło rzuca na wszystko okoliczność, iż w umacnianie ukraińskiej demokracji zaangażowali się, również finansowo, tamtejsi oligarchowie. Podobno na demokrację nie żałują grosza, a w tej sytuacji trudno się dziwić zaangażowaniu naszych Umiłowanych Przywódców, którzy nawet skrytykowali węgierskiego premiera Orbana, że bardziej troszczy się o węgierski interes państwowy, niż o całość ukraińskiego terytorium.

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj