Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz


Audio MP3
Pobierz

Trzecia, czwarta i piąta

Szanowni Państwo!

Dawno, dawno temu, za pierwszej komuny kursowała anegdotka o tym, że Ameryka jest krajem nieograniczonych możliwości. Oto John Kennedy udowodnił, że prezydentem Stanów Zjednoczonych może zostać katolik. Ryszard Nixon udowodnił, że prezydentem Stanów Zjednoczonych może zostać człowiek ubogi – a Gerald Ford – że prezydentem Stanów Zjednoczonych może zostać każdy. Ciekawe jakby ta anegdotka wyglądała, gdyby tak przystosować ją nie do Ameryki, ale do naszego nieszczęśliwego kraju, który akurat wkracza w rok wyborów prezydenckich. Warto się nad tym zastanowić tym bardziej, że media właśnie doniosły, iż wysunięcie swojej kandydatury na prezydenta rozważa osoba legitymująca się dokumentami wystawionymi na nazwisko „Anna Grodzka”. Osoba ta nie tylko rozważa wysunięcie swojej kandydatury na prezydenta, ale  w dodatku deklaruje, że objęcie przez nią tego urzędu oznaczałoby nadejście „V Rzeczypospolitej”.

Państwo polskie istnieje ponad tysiąc lat – ale formy państwowości się zmieniały. Polska najpierw była księstwem, potem – królestwem, potem – zlepkiem coraz drobniejszych księstewek, aż Władysław Łokietek podporządkował sobie większość z nich i Polska znowu stała się królestwem. Ustrój państwowy z czasem też się zmienił i Polska, chociaż nadal miała króla, została Rzecząpospolitą, czyli republiką. Potem zniknęła z mapy na 123 lata, aż w roku 1918 znowu się odrodziła jako II Rzeczpospolita. Na skutek II wojny światowej i porozumień zawartych w Teheranie i Jałcie w miejsce II Rzeczypospolitej została zainstalowana Polska Rzeczpospolita Ludowa, która w następstwie ustaleń, jakich w Magdalence dokonał generał Kiszczak z gronem osób zaufanych, przepoczwarzyła się w III Rzeczpospolitą. No a teraz osoba legitymująca się dokumentami wystawionymi na nazwisko „Anna Grodzka” zapowiada nadejście „V Rzeczypospolitej”. Dlaczego piątej, skoro nie było czwartej?

Kiedy tak przypominamy różne formy polskiej państwowości, warto zastanowić się, które z nich były suwerenne, a które – okupacyjne. Chodzi oczywiście o odpowiedź na pytanie, kto w sprawach państwa i narodu polskiego miał ostatnie słowo – czy Polacy, czy ktoś inny. To jest właśnie suwerenność. Zarówno w przypadku królestwa, jak i I Rzeczypospolitej nie mamy wątpliwości – to były suwerenne formy państwowości polskiej, chociaż w XVIII wieku suwerenność była coraz szybciej wypłukiwana. Suwerenną formą była też II Rzeczypospolita. W przypadku PRL ostatnie słowo co do losów państwa i narodu polskiego należało do lokatorów Kremla, co oznacza, że PRL była okupacyjną formą polskiej państwowości, w której suwerenność polityczna została Polakom odebrana. No a co z III Rzecząpospolitą? Czy jest ona suwerenną formą polskiej państwowości, czy kolejna formą okupacyjną? Pewne światło na tę sprawę rzucają wyjaśnienia rządu w sprawie pigułki tak zwanej „dzień po”. Otóż rząd tłumaczy, że musi dopuścić ja do sprzedaży bez recepty, bo tak kazała Unia Europejska. Skoro nawet w takiej drobnej sprawie władze III Rzeczypospolitej nie mogą samodzielnie decydować, to cóż dopiero mówić o sprawach ważniejszych? Najwyraźniej rząd sam się tu zdekonspirował, co po raz kolejny potwierdza moją ulubioną teorię spiskową, według której punkt ciężkości władzy znajduje się poza konstytucyjnymi organami państwa, tymi wszystkimi prezydentami, premierami, ministrami, Umiłowanymi Przywódcami. Wszyscy stanowią tylko dekorację, za zasłoną której nasz nieszczęśliwy kraj okupują bezpieczniackie watahy, wysługujące się państwom poważnym, które wobec naszego kraju i narodu polskiego mają swoje projekty. Czwarta Rzeczpospolita, o której w swoim czasie się mówiło, musiałaby różnić się istotnie od trzeciej, a taka istotna różnica musiałaby polegać na przywróceniu suwerenności. Nic takiego jednak nie nastąpiło, bo traktat lizboński, którego rezultatem jest niemożność samodzielnej decyzji nawet w sprawie pigułki, został ratyfikowany w roku 2009 na podstawie ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, za którą głosowały wszystkie kluby parlamentarne. Jeśli zatem czwarta Rzeczpospolita była też rodzajem mistyfikacji, to cóż dopiero mówić o Rzeczypospolitej piątej, zwłaszcza, że jej nadejście zapowiada osoba legitymująca się dokumentami wystawionymi na nazwisko „Anna Grodzka”?

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj