Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Dyktatura przebierańców

Już drugi tydzień peregrynuję po Kanadzie, spotykając się z mieszkającymi tu Polakami, którzy opowiadają mi różne ciekawe rzeczy. Ale nie tylko z tych opowieści można się dowiedzieć rozmaitości – bo tutejsze niezależne media głównego nurtu też od czasu do czasu  podają ciekawe informacje. Oto na przykład okazało się, że tutejszy niezawisły Sąd Najwyższy zabronił członkom rady miejskiej w pewnym mieście rozpoczynania posiedzeń od modlitwy – bo denerwowała ona jakiegoś radnego. Nieomylny to znak, że władzy sądowniczej we wszystkich krajach zaczyna uderzać do głowy woda sodowa. Jak zauważył Czesław Miłosz – „wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”, a cóż dopiero wariat, który zaczyna uzurpować sobie coraz większą władzę?

Żeby było jasne – ta epidemia dotyka nie tylko niezawisłe sądy – chociaż wydaje się, że to właśnie one są obecnie jej głównym ogniskiem i rozsadnikiem – bo już wcześniej identyczne objawy wystąpiły w Polsce, w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Prawdę mówiąc, to nie Rada była winna, chociaż ona oczywiście też – tylko przede wszystkim ci, którzy wpadli na idiotyczny pomysł powołania takiej instytucji. Nie tylko idiotyczny, ale i bardzo groźny. Jeszcze do niedawna żadnemu normalnemu człowiekowi nie przyszłoby do głowy, żeby w sytuacji kiedy jeden chce coś powiedzieć drugiemu, musiał pytać o pozwolenie trzeciego. Tymczasem Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji właśnie po to powstała, by gdy jeden człowiek chce powiedzieć coś drugiemu człowiekowi, tyle, że nie na ucho, a za pośrednictwem radia, czy telewizji, musiał pytać trzecich człowieków, czyli właśnie tę całą Radę o pozwolenie. Trudno sobie wyobrazić bardziej absurdalne i bardziej niebezpieczne ograniczenie wolności – bo skoro już Rada może pozwalać, albo nie pozwalać, to tylko patrzeć, jak uzależni swoje pozwolenie od tego, CO jeden człowiek będzie chciał powiedzieć drugiemu. Niektóre treści dopuści, a innych – nie dopuści. A właśnie z tym mamy przecież do czynienia.

Skoro w ten sposób jesteśmy przyzwyczajani, że jacyś mianowańcy, czy przebierańcy, mogą nam dyktować, co wolno nam powiedzieć, a czego nie, to tylko patrzeć, jak i niezawisłe sądy uzurpują sobie prawo dyktowania obywatelom, co wolno im mówić, a czego im mówić nie wolno. Tak właśnie uczynił Sąd Najwyższy Kanady, zabraniając członkom rady miejskiej Saguenay w Quebecu rozpoczynania obrad od modlitwy, ponieważ radny-ateista Alain Simoneau uznał, że modlitwa go „stygmatyzuje”. Wprawdzie nikt go nie zmuszał do wypowiadania słów modlitwy, bo tylko słyszał, jak modlili się inni, ale tak go to denerwowało, że już nie mógł wytrzymać. No dobrze – ale przecież nie tylko słowa modlitwy mogą człowieka zdenerwować. Wyobraźmy sobie, ze podczas posiedzenia rady miejskiej jakiś radny każde zdanie swojego przemówienia kończyłby słowem „parabumba”. Nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo mogłoby to irytować pozostałych radnych, którzy na pewno poczuliby się z tego powodu „stygmatyzowani”. W takiej sytuacji nie byłoby innej rady, jak zaskarżyć parabumbistę do Sądu Najwyższego, a ten – korzystając z powstałego właśnie precedensu – zakazałby wymawiania słowa „parabumba” podczas posiedzeń rady miejskiej. Ale przecież nie tylko słowo „parabumba” może wywoływać irytację słuchaczy. Irytację może wywołać każde słowo – toteż nietrudno sobie wyobrazić, że kanadyjski Sąd Najwyższy już wkrótce będzie musiał zabronić wymawiania jakichkolwiek słów podczas posiedzeń rady miejskiej. Czy w tej sytuacji posiedzenia rady miejskiej będą jeszcze możliwe? Owszem – ale tylko z użyciem języka migowego. Zanim jednak radni opanowaliby ten język, to na pewno któryś z nich zacząłby złośliwie nadużywać jakiegoś gestu i Sąd Najwyższy nie miałby innego wyjścia, jak zabronić posługiwania się również językiem migowym.  Nie na darmo Stefan Kisielewski mawiał, że socjalizm bohatersko walczy z problemami nie znanymi w innym ustroju.

To znaczy niezupełnie nie znanymi. Po Powstaniu Styczniowym w Królestwie Kongresowym polskie kobiety zaczęły nosić czarne suknie i czarną biżuterię. Rosyjskie władze strasznie to irytowało, więc zabroniły kobietom noszenia czarnej odzieży. Wtedy polskie kobiety zaczęły ubierać się w suknie szare, co zmusiło władze do zakazania również szarego koloru. Wreszcie ustanowiono kolory przepisowe – ale właśnie z tego powodu Rosja była uważana przez cały ówczesny świat za jakiegoś dziwoląga. Minęło sto pięćdziesiąt lat – i oto rosyjskie obyczaje upowszechniły się również w krajach słynących niegdyś z wolności.

Pikanterii całej sprawie dodaje okoliczność, że głową państwa kanadyjskiego jest brytyjska królowa Elżbieta II, która jednocześnie jest głową Kościoła Anglikańskiego. Ładny interes!

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj