fot. tv trwam

Myśląc Ojczyzna – prof. Mirosław Piotrowski

Audio MP3

Pobierz

Jedzenie w Unii

W minionym tygodniu w Strasburgu odwiedził nas premier Słowacji Peter Pellegrini. Wprawdzie to socjalista, ale nasz sojusznik w Grupie Wyszehradzkiej. Był on już bodajże osiemnastym z rzędu szefem kraju członkowskiego Unii Europejskiej, który w naszej Izbie nakreślił przyszłość, nawet wizję Unii Europejskiej. Była ona chyba bardziej prounijna niż wizja Fransa Timmermansa, który jest kandydatem na szefa Komisji Europejskiej ze środowiska politycznego, do którego należy premier Słowacji. Ten ostatni podczas swojego wystąpienia złożył swoisty hołd unijnemu mainstreamowi. Nie podważając absolutnie ideologicznej unijnej bazy, w dobrym tonie jest jednak wyszukanie jakiegoś elementu, który można by w Unii naprawić. W przypadku premiera Słowacji była to kwestia migracji. Wiele elementów można i trzeba było chwalić. Zdaniem premiera Pellegriniego Unia uporała się już z regulacjami dotyczącymi podwójnej jakości żywności. Czy aby jednak na pewno? Przynajmniej od dwóch lat temat ten był dyskutowany w europejskich mediach i Parlamencie Europejskim. Unijni ministrowie rolnictwa zajmowali się tą sprawą.

Poprzednik Pellegriniego premier Słowacji Robert Fico na konferencji prasowej w Warszawie krytykował Unię Europejską twierdząc, że „nie ma i nie będzie zgody na to, by mieszkańcy krajów Europy Środkowo-Wschodniej otrzymywali gorszą jakość produktów spożywczych”. Wówczas na Słowacji porównano 22 produkty żywnościowe i okazało się, że w dziewięciu odkryto znaczne różnice. O co tak naprawdę chodziło? O to, że w tym samym produkcie sprzedawanym w Europie Zachodniej występował tłuszcz zwierzęcy, a w Europie Wschodniej – w Polsce, na Słowacji, na Węgrzech – był to tłuszcz palmowy. Na Zachodzie produkty zawierały cukier, u nas słodzik. W napojach owocowych na Zachodzie były owoce, u nas aromaty i barwniki. Słowem, to samo opakowanie w Berlinie i w Paryżu, Bratysławie i Warszawie, ale zgoła inne składniki. U nas gorsze. Parlament Europejski debatował nad tym w ubiegłym roku, przegłosowując stosowną rezolucję. W trakcie debaty padały konkretne przykłady, że w Europie Zachodniej w takim samym opakowaniu chipsy, kawa czy czekolada były bardziej treściwe niż w Europie Środkowo-Wschodniej.

Teraz, jak rozumiem, premier Słowacji twierdzi, że problem ten został rozwiązany. No cóż, wypada wierzyć mu na słowo, choć nadal słyszę od konsumentów o poważnych wątpliwościach w tej sprawie. Coś jednak musi być na rzeczy skoro w tym samym dniu, w którym przemawiał u nas premier Słowacji, głosowaliśmy nad sprawozdaniem zatytułowanym „Nieuczciwe praktyki handlowe w relacjach między przedsiębiorstwami w łańcuchu dostaw żywności”. Wprawdzie to nieco inne zagadnienie, ale … Bardzo ważne jest przecież to, co jemy. Pamiętam, jak w drodze do Strasburga zatrzymałem się w hotelu, gdzie w recepcji miła pani z wielkim zainteresowaniem czytała książkę pt. „Jestem tym, co jem”. Nawiązując rozmowę zapytałem przyjaźnie, czy jeśli jem szynkę, to znaczy, że jestem świnią? Pani odruchowo zaprzeczyła.

W Polsce i w całej Unii Europejskiej całkiem niedawno zajmowano się chorobą świń, czyli ASF. Jest to oczywiście bardzo niebezpieczna choroba dla tych zwierząt, ale nie zagraża zdrowiu człowieka. Niemniej Komisja Europejska reagowała i nadal reaguje natychmiast, gdy pojawiają się ogniska ASF, nakazując ubój i utylizację nawet tylko podejrzanych o zarażenie zwierząt. Tracą na tym polscy hodowcy i polski rynek. Tę lukę oczywiście trzeba wypełnić. Jak się niedawno, bo na początku marca tego roku okazało, do Polski, ale też innych unijnych krajów, takich jak Austria, Chorwacja, Czechy, Dania, Holandia, Finlandia, Francja i Luksemburg, trafiła skażona wieprzowina z Barbadosu, która zagraża naszemu zdrowiu. Ujawniono, że skażone mięso trafiło do nas przez Belgię, czyli centrum, serce Unii Europejskiej. Co więcej, wieprzowina została skażona środkiem do odrobaczania Lewamizolem. Po zjedzeniu takiego mięsa człowiek może odczuwać ból głowy, mięśni i stawów, a także może mieć zaburzenia smaku, węchu oraz drgawki. Nie słyszę jakoś, aby Komisja Europejska zdecydowanie reagowała i nagłaśniała sprawę. Nie zwrócił na to uwagi także wspomniany premier Słowacji w swoim przemówieniu. Co więcej, był zadowolony. Czy to jednak oznacza, że nie ma sprawy?

prof. Mirosław Piotrowski

drukuj