fot. pixabay.com

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego Polska wypadła poza czołową dwudziestkę największych gospodarek świata

Prezes Narodowego Banku Polskiego i minister finansów uczestniczą w szczycie największych gospodarek świata G20. Nasz kraj otrzymał zaproszenie, choć na razie formalnie nie wejdzie do tego grona. Niepokój budzą najnowsze informacje, według których Polska właśnie spadła na 21 miejsce. Opozycja obwinia rząd i wskazuje m.in. na wysoki deficyt.

Polska delegacja przebywa w Waszyngtonie, gdzie uczestniczy w rozmowach państw grupy G20, czyli dwudziestu największych gospodarek świata. Nasz kraj pierwszy raz jest pełnoprawnym uczestnikiem – mówi ekonomista Jarosław Wąsowicz.

– Wpłynęły na to dwa czynniki: skumulowana poprawa sytuacji gospodarczej i fakt, że z obrad wypadła Republika Południowej Afryki – wyjaśnia Jarosław Wąsowicz.

Prezes NBP zauważa, że rozmowy dotyczą warunków wzrostu gospodarczego i stabilności światowych gospodarek. Eksperci omawiają m.in. bariery, jakie hamują rozwój. O sukcesie Polski mówi minister Andrzej Domański.

– Budujemy relacje, które będą wzmacniać siłę polskiej gospodarki – przekonuje Andrzej Domański.

Polskę zaproszono na szczyt, choć nasz kraj wciąż nie wszedł formalnie do grona 20 największych gospodarek świata. Szansę dawały zeszłoroczne dane, ale teraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy mówi o 21. pozycji Polski, tuż za Szwajcarią. Minister energii, Miłosz Motyka, zaznacza, że Polska ma wyprzedzić Szwajcarię w 2028 roku.

– Siła polskiej gospodarki jest rosnąca, zwiększająca się, więc perspektywy są – myślę, że ostrożne, ale optymistyczne – uważa Miłosz Motyka.

Poseł PiS, Jarosław Sachajko, zauważa, że polski rząd wyhamowuje gospodarkę. Według resortu finansów od stycznia do marca zrealizowano już ponad 25 proc. całorocznego deficytu. Ten sięga 70 mld zł. Polityk mówi o ważnym powodzie.

– Bardzo słaba ściągalność podatków, czyli mamy powrót mafii vatowskich, powrót szarej strefy, czyli okradania nas wszystkich – zaznacza Jarosław Sachajko.

Poseł PiS, członek sejmowej Komisji Finansów Publicznych, Andrzej Kosztowniak, wskazuje, że szybki przyrost deficytu to dla państwa poważny problem, ale w rządzie nie widać refleksji.

– Zarówno minister, jak i również wiceministrowie finansów niejako przyjmują z automatu te wielkie liczby – zwraca uwagę Andrzej Kosztowniak.

PiS apelowało do Ministerstwa Finansów o wyjaśnienie kondycji budżetu państwa. Wiceminister finansów, Jurand Drop, tłumaczył z sejmowej mównicy, że deficyt rośnie, gdyż rosną wydatki związane z wojną za naszą wschodnią granicą.

– To pokazują wydatki na obronę narodową, które osiągają bezprecedensowo wysokie poziomy. Na rok bieżący łącznie zaplanowano finansowanie na poziomie 4,8 proc. PKB – podkreślił Jurand Drop.

Wyjaśnienia odrzucała opozycja. Niebezpiecznie rośnie deficyt i dług publiczny.

– Po 2 latach rządów obecnej koalicji dług publiczny rośnie, zbliża się do poziomu 2 bln zł. Państwo nie może funkcjonować jak karta kredytowa bez limitu, musicie się ogarnąć, musicie w końcu uporządkować finanse publiczne – akcentował poseł Konfederacji, Witold Tumanowicz.

Budżet państwa zyskiwałby większe dochody, gdyby nie wady w podatku od sprzedaży detalicznej i luki w systemie franczyzowym – alarmuje szef handlowej „Solidarności”, Alfred Bujara. Budżet traci rocznie nawet 7,5 mld zł.

– W tej chwili ten model franczyzowy, można powiedzieć, wywołuje bardzo dużo nadużyć – zaznacza Alfred Bujara.

Ekonomista Bartosz Michalski zauważa, że przeciętne polskie rodziny nie odczuwają na co dzień rozwoju gospodarczego naszego kraju.

– Wzrost cen energii, szczególnie mam tutaj na myśli paliwa, przekłada się chociażby na wzrost inflacji do 3 proc. w skali roku i to z kolei będzie się przekładało na koszty dóbr, usług, na które ludzie ubożsi relatywnie więcej wydają swojego dochodu – tłumaczy Bartosz Michalski.

W grudniu w szczycie przywódców G-20 na Florydzie weźmie udział prezydent Karol Nawrocki.

TV Trwam News

drukuj